Moja teściowa żąda połowy domu: walka o własną godność i wolność
– Anna, musimy porozmawiać. – Głos pani Haliny, mojej teściowej, rozbrzmiewał w słuchawce z tą samą chłodną stanowczością, którą pamiętałam z czasów, gdy jeszcze byłam żoną jej syna. – Oczekuję, że oddasz mi połowę wartości domu. W końcu to mój syn dołożył się do remontu.
Zamarłam. Stałam w kuchni, patrząc na ścianę, na której jeszcze wisiały zdjęcia z czasów, gdy byliśmy rodziną. Mój syn Kuba bawił się w pokoju obok, nieświadomy, że jego świat właśnie zaczyna się chwiać w posadach.
– Pani Halino, przecież to mój dom. Mieszkałam tu z Kubą przez te wszystkie lata, kiedy Michał… – głos mi się załamał. Nie chciałam wracać do tematu zdrady mojego byłego męża.
– Michał miał prawo do połowy! – przerwała mi ostro. – A skoro on nie chce się tym zajmować, ja to zrobię. Albo oddasz mi pieniądze, albo pójdziemy do sądu.
Odłożyłam słuchawkę i poczułam, jak nogi się pode mną uginają. Przecież to miał być nowy początek. Po latach upokorzeń, po zdradzie Michała z koleżanką z pracy, po miesiącach terapii i walki o siebie – miałam wreszcie poczuć się bezpieczna. A teraz…
Wieczorem zadzwoniła do mnie mama.
– Aniu, nie możesz jej ulec. To twój dom! Michał nigdy nie dbał o was, a ona tylko szuka okazji, żeby cię dobić.
– Ale ona ma rację… – wyszeptałam. – Dom jest na nas oboje. Prawnie może żądać połowy.
– Ale moralnie? – zapytała mama. – Czy ona kiedykolwiek ci pomogła? Czy była przy Kubie, kiedy miał zapalenie płuc? Czy wspierała cię, kiedy Michał znikał na całe noce?
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że mama ma rację. Halina zawsze była zimna, wyrachowana. Kiedyś powiedziała mi prosto w oczy: „Nie jesteś wystarczająco dobra dla mojego syna”.
Następnego dnia zadzwonił Michał.
– Słuchaj, mama ma rację. Potrzebuję tych pieniędzy. Chcę zacząć nowe życie z Agatą.
Zacisnęłam pięści.
– Michał, przez lata nie interesowałeś się ani mną, ani Kubą. Teraz chcesz odebrać nam dom?
– To nie tak… Po prostu… Potrzebuję pieniędzy.
Rozłączyłam się bez słowa. Przez kolejne dni nie mogłam spać. Chodziłam po domu jak cień samej siebie. Kuba pytał:
– Mamo, czemu płaczesz?
Przytulałam go mocno i mówiłam:
– Wszystko będzie dobrze, kochanie.
Ale nie wierzyłam w to ani przez chwilę.
Zaczęły przychodzić pisma od adwokata Haliny. Groźby sądowe, żądania wyceny domu. Czułam się jak zwierzyna osaczona przez myśliwych. W pracy byłam nieobecna, szefowa zaczęła patrzeć na mnie z niepokojem.
Pewnego wieczoru usiadłam przy stole z mamą i bratem Pawłem.
– Anka, musisz walczyć – powiedział Paweł stanowczo. – Nie możesz im oddać wszystkiego. Przecież to ty tu mieszkasz z Kubą!
– Ale jak? Nie mam pieniędzy na adwokata…
Mama wyciągnęła kopertę.
– Odkładałam dla ciebie trochę na czarną godzinę. Skorzystaj z tego.
Łzy napłynęły mi do oczu. Po raz pierwszy od dawna poczułam się mniej samotna.
Znalazłam prawniczkę – panią Jolantę Nowak. Siedziałyśmy w jej biurze przy kawie.
– Pani Anno, sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna – powiedziała spokojnie. – Możemy walczyć o podział majątku z uwzględnieniem nakładów na dom i opieki nad dzieckiem.
Zaczęła się batalia sądowa. Michał pojawił się na pierwszej rozprawie z Agatą u boku. Halina siedziała obok nich z miną triumfatorki.
Sędzia spojrzała na mnie surowo:
– Proszę opowiedzieć o swoim wkładzie w utrzymanie domu i wychowanie dziecka.
Głos mi drżał, ale mówiłam prawdę: o samotnych nocach przy gorączkującym Kubie, o pracy na dwa etaty, o remontach robionych własnymi rękami.
Halina patrzyła na mnie z pogardą.
Po rozprawie podeszła do mnie na korytarzu.
– I tak przegrasz – syknęła cicho. – Nie jesteś nikim bez mojego syna.
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Kuba czekał na mnie z rysunkiem: „Mama i ja w naszym domu”.
Przez kolejne tygodnie żyłam w zawieszeniu. Każda noc była walką ze strachem przed utratą wszystkiego. Ale miałam wsparcie mamy i Pawła. Pani Jolanta walczyła jak lwica.
W końcu nadszedł dzień wyroku. Sędzia uznała mój wkład w dom i opiekę nad Kubą za istotny – musiałam spłacić Michała, ale kwota była dużo niższa niż żądała Halina.
Po wszystkim Halina wyszła z sali sądowej bez słowa. Michał nawet na mnie nie spojrzał.
Wróciłam do domu i po raz pierwszy od miesięcy poczułam ulgę. Kuba rzucił mi się na szyję:
– Mamo, zostajemy?
Przytuliłam go mocno.
Wieczorem usiadłam przy oknie z kubkiem herbaty i patrzyłam na rozświetlone okna sąsiadów. Przeszłam przez piekło, ale nie dałam się złamać.
Czy naprawdę rodzina powinna być źródłem największego bólu? Czy można zacząć od nowa po takim upokorzeniu? Może właśnie teraz nadszedł czas, by zawalczyć o własne szczęście.