„Nigdy nie mogłam powiedzieć mamie, że jestem w ciąży” – Spadek, który wszystko zmienił. Moja rodzina z Mazowsza i tajemnica, która rozdarła nasze życie

– Nie rozumiem, dlaczego zawsze musisz wszystko ukrywać, Aniu! – głos mamy drżał, a jej dłonie zaciskały się na kubku z herbatą. Siedziałyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole, a za oknem padał listopadowy deszcz. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywały tylko pojedyncze krople uderzające o parapet.

Nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Od śmierci taty minęły trzy miesiące, a ja czułam się jak cień samej siebie. Mama była coraz bardziej zamknięta w sobie, a mój brat Piotrek wracał do domu tylko na niedzielny rosół. Wszyscy udawaliśmy, że jakoś sobie radzimy, ale prawda była inna – każdy z nas nosił w sobie ból i żal.

Moja tajemnica rosła we mnie z każdym dniem. Dosłownie – byłam w piątym miesiącu ciąży, a nikt o tym nie wiedział. Zawsze byłam szczupła, więc przez długi czas udawało mi się ukrywać za szerokimi swetrami i płaszczami. Bałam się powiedzieć mamie. Bałam się jej rozczarowania, jej gniewu, a najbardziej tego, że nie będę już dla niej tą „grzeczną córką”, którą zawsze chciała mieć.

Tego dnia mama zaprosiła nas oboje do kuchni. Piotrek przyszedł spóźniony, jak zwykle z telefonem przy uchu. Usiadł ciężko na krześle i spojrzał na mnie z ukosa.

– Co się dzieje? – zapytał bez entuzjazmu.

Mama wyjęła z szuflady kopertę i położyła ją na stole.

– To są wszystkie oszczędności, jakie mieliśmy z tatą. Chcę, żebyście podzielili się tym sprawiedliwie. Nie wiem, co będzie dalej… – głos jej się załamał.

Piotrek od razu sięgnął po kopertę.

– Mamo, przecież to twoje pieniądze. My sobie poradzimy.

– Nie – przerwała mu stanowczo. – Chcę, żebyście mieli coś na start. Ja już swoje życie przeżyłam.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Chciałam krzyknąć: „Mamo, ja będę potrzebować tych pieniędzy bardziej niż kiedykolwiek!”, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Piotrek spojrzał na mnie podejrzliwie.

– Ty coś ukrywasz? – rzucił nagle.

Zamarłam. Przez chwilę miałam wrażenie, że widzi przez moje ubrania, że zaraz wszystko wyjdzie na jaw.

– Nic nie ukrywam – skłamałam cicho.

Mama spojrzała na mnie smutno.

– Aniu, jeśli masz jakiś problem… możesz mi powiedzieć. Jesteśmy rodziną.

Chciałam jej uwierzyć, ale pamiętałam wszystkie te rozmowy o „dziewczynach z sąsiedztwa”, które „wpadły” i „zniszczyły sobie życie”. Wiedziałam, że dla niej to byłby koniec świata.

Następne tygodnie były coraz trudniejsze. Piotrek zaczął dopytywać o pieniądze – chciał kupić samochód do firmy transportowej. Mama coraz częściej zamykała się w swoim pokoju i płakała po nocach. Ja chodziłam do pracy w sklepie spożywczym i udawałam przed wszystkimi, że wszystko jest w porządku.

Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. Zastałam mamę siedzącą przy stole z listem w ręku. Jej twarz była blada jak ściana.

– Aniu… – zaczęła cicho. – Znalazłam ten test ciążowy w łazience. Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Zamarłam. Serce waliło mi jak młotem.

– Bałam się… – wyszeptałam.

Mama przez chwilę milczała, a potem wybuchła płaczem.

– Myślałam, że możemy sobie ufać! Po śmierci taty zostałyśmy tylko we dwie… Jak mogłaś?

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czułam się winna i samotna jak nigdy wcześniej.

Wieczorem Piotrek przyszedł do mojego pokoju.

– Wiesz, że mama jest załamana? – zapytał bez ogródek.

– Wiem – odpowiedziałam cicho.

– Ale to twoje życie. Może czas przestać się bać i zacząć walczyć o siebie?

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie. Przez kolejne dni próbowałam rozmawiać z mamą, ale ona unikała mnie jak ognia. Czułam się jak intruz we własnym domu.

W końcu nadszedł dzień podziału spadku. Siedzieliśmy przy stole: ja, Piotrek i mama. Atmosfera była ciężka jak przed burzą.

– Chcę być sprawiedliwa – zaczęła mama drżącym głosem. – Ale nie wiem już, czy potrafię wam ufać.

Piotrek spojrzał na mnie znacząco.

– Mamo, Ania będzie potrzebować tych pieniędzy bardziej niż ja – powiedział nagle. – Ja sobie poradzę.

Spojrzałam na niego z wdzięcznością i zdziwieniem jednocześnie.

Mama długo milczała, po czym podała mi kopertę.

– Nie wiem, czy robię dobrze… Ale jesteś moją córką. I choć mnie zawiodłaś… kocham cię.

Łzy popłynęły mi po policzkach. Przytuliłam ją mocno pierwszy raz od miesięcy.

Dziś jestem mamą małego Jasia. Mama powoli zaakceptowała moją decyzję i nawet czasem pomaga mi przy dziecku. Piotrek odwiedza nas częściej niż kiedyś i już nie rozmawiamy tylko o pieniądzach.

Czasem patrzę na synka i zastanawiam się: ile jeszcze tajemnic niszczy nasze rodziny? Czy gdybym wcześniej zdobyła się na szczerość, wszystko potoczyłoby się inaczej?