Noc, kiedy zostawiliśmy dzieci u mamy: Wieczór, który zmienił wszystko

— Mamo, proszę, przyjedź po mnie… — głos Antosia drżał, a ja poczułam, jak serce ściska mi się w piersi. Stałam w kuchni nowego mieszkania, jeszcze pustego, z echem odbijającym się od ścian. Była już prawie północ. Michał, mój mąż, przeglądał papiery kredytowe przy stole, a ja patrzyłam na telefon, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę.

— Kochanie, przecież jesteś u babci. Wszystko w porządku? — próbowałam mówić spokojnie, choć czułam narastającą panikę.

— Nie… Chcę do domu. Babcia krzyczy na Olę, a ja się boję…

W tej chwili cały entuzjazm związany z kupnem mieszkania wyparował. Przez ostatnie tygodnie żyliśmy tylko tym: szukaniem ofert, oglądaniem mieszkań, rozmowami z doradcą kredytowym. Byliśmy zmęczeni podnajmem u obcych ludzi i wiecznym pakowaniem walizek. Marzyliśmy o swoim kącie. Dzieci — Antoś i Ola — wydawały się rozumieć naszą sytuację. Przynajmniej tak myślałam.

Tego wieczoru zostawiliśmy ich u mojej mamy na noc. Miało być fajnie: babcia obiecała kino domowe i naleśniki na kolację. My mieliśmy wreszcie podpisać umowę i świętować nowy początek. Ale ten jeden telefon…

— Co się stało? — Michał podszedł do mnie i spojrzał pytająco.

— Antoś płacze. Chce wracać do domu. Mówi, że mama krzyczy na Olę…

Michał westchnął ciężko. — Może przesadza? Twoja mama zawsze była trochę surowa.

Poczułam ukłucie złości. — To nie jest przesada, jeśli dziecko płacze do słuchawki w środku nocy!

Wyszłam na klatkę schodową, żeby nie słyszał mojej rozmowy z mamą. Dzwoniłam do niej z drżącymi rękami.

— Mamo, co się dzieje? Antoś dzwonił zapłakany…

— Przesadza! Ola rozlała sok na dywan i nie chciała posprzątać. Powiedziałam jej kilka słów do słuchu i już wielka tragedia! Ty ich za bardzo rozpieszczasz, Marto.

Zacisnęłam zęby. To nie pierwszy raz słyszałam ten zarzut. Mama zawsze uważała mnie za zbyt miękką matkę. Ale przecież nie chodziło tylko o sok czy dywan…

Wróciłam do mieszkania i spojrzałam na Michała. — Jadę po dzieci.

— Teraz? Jest po północy! — próbował protestować.

— Nie zostawię ich tam na noc.

W drodze do mamy czułam narastającą falę gniewu i żalu. Przypominały mi się wszystkie sytuacje z dzieciństwa: surowe kary za drobiazgi, wieczne porównania do innych dzieci, chłód zamiast wsparcia. Obiecałam sobie wtedy, że moje dzieci nigdy nie będą się bały wracać do domu.

Kiedy weszłam do mieszkania mamy, Ola siedziała skulona na kanapie, a Antoś tulił się do niej. Mama stała w kuchni z miną obrażonej królowej.

— Przesadzasz, Marto. Dzieci muszą znać granice — rzuciła bez powitania.

— Granice to jedno, a strach to drugie — odpowiedziałam cicho, ale stanowczo.

Zabrałam dzieci i wyszliśmy w milczeniu. W samochodzie Antoś zasnął od razu, ale Ola długo patrzyła przez okno.

— Mamo… czy my musimy kupować nowe mieszkanie? Może lepiej zostać tam, gdzie jesteśmy? — zapytała nagle.

Zatkało mnie. Przecież robiliśmy to wszystko dla nich! Żeby mieli własny pokój, żeby nie musieli co roku zmieniać szkoły…

— Kochanie, chcemy dla was lepiej…

— Ale ja chcę być razem — wyszeptała Ola.

Tej nocy nie spałam prawie wcale. Michał przewracał się z boku na bok i w końcu wyszedł do kuchni. Usłyszałam stłumiony szelest papierów — pewnie znów przeglądał umowę kredytową.

Rano atmosfera była ciężka jak mgła nad Wisłą. Dzieci były ciche i przytulone do siebie bardziej niż zwykle. Michał próbował żartować przy śniadaniu, ale nikt się nie śmiał.

Po południu zadzwoniła mama.

— Marto… może przesadziłam wczoraj — powiedziała niechętnie. — Ale ty też powinnaś czasem posłuchać starszych.

Nie odpowiedziałam od razu. W głowie miałam tysiące myśli: czy jestem złą matką? Czy powinnam była zostawić dzieci u mamy? Czy nasze decyzje naprawdę są dla nich dobre?

Wieczorem usiedliśmy z Michałem przy stole.

— Może powinniśmy jeszcze raz przemyśleć ten kredyt… — powiedział cicho.

Patrzyłam na niego długo. Widziałam w jego oczach zmęczenie i strach — taki sam jak mój.

— Chciałam tylko, żeby dzieci były szczęśliwe — wyszeptałam.

Michał ujął moją dłoń.

— Może szczęście to nie własne mieszkanie, tylko bycie razem?

Nie wiedziałam już niczego na pewno. Jedna noc wystarczyła, bym zaczęła kwestionować wszystko: swoje wybory, relacje z mamą, nawet własne macierzyństwo.

Czasem zastanawiam się: czy można być dobrą córką i dobrą matką jednocześnie? Czy nasze decyzje naprawdę są dla dobra rodziny? A może czasem po prostu gubimy się w tym wszystkim i zapominamy o tym, co najważniejsze?