Obietnice, które bolą najbardziej: Historia o zaufaniu, rodzinie i zdradzie
– Mamo, czy ty naprawdę to mówisz? – głos mi się łamie, a w gardle rośnie gula. Stoję w kuchni, oparta o blat, a ona patrzy na mnie z tą swoją nową, obcą miną.
– Tak, Marto. Rozwodzę się z twoim ojcem. I… zamieszkam w mieszkaniu po babci. Potrzebuję teraz spokoju i własnej przestrzeni – mówi cicho, ale stanowczo.
Czuję, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Jeszcze tydzień temu świętowaliśmy mój ślub z Piotrem. Było gwarno, rodzinnie, wszyscy życzyli nam szczęścia. Mama tuliła mnie do siebie i szeptała: „To mieszkanie jest wasze. Babcia by chciała, żebyś tam była szczęśliwa”.
A teraz? Teraz wszystko się wali.
Piotr wraca z pracy późno tego dnia. Siedzę na kanapie i nie wiem, jak mu to powiedzieć. Kiedy wchodzi do pokoju, widzi moją zapłakaną twarz.
– Co się stało? – podbiega do mnie i siada obok.
– Mama… ona… rozwodzi się z tatą. I… zabiera mieszkanie po babci dla siebie.
Patrzy na mnie przez chwilę w milczeniu. Widzę w jego oczach rozczarowanie, ale też troskę.
– Przecież obiecała… – zaczyna, ale urywa.
– Wiem – szepczę. – Cały czas o tym myślę.
W głowie kłębią mi się wspomnienia. Jak mama powtarzała: „Nie martwcie się o kredyt, nie musicie zaczynać od zera”. Jak tata kiwał głową i mówił: „To mieszkanie to nasza rodzinna pamiątka”. Jak Piotr planował już remont kuchni, a ja wybierałam firanki.
A teraz? Zostaliśmy z niczym. Nasza kawalerka jest za mała na cokolwiek więcej niż przetrwanie.
Następnego dnia jadę do rodziców. Tata siedzi przy stole z kubkiem herbaty. Wygląda na starszego niż zwykle.
– Cześć, tato – mówię cicho.
Podnosi wzrok i uśmiecha się smutno.
– Wiem, po co przyszłaś. Twoja mama już ci powiedziała?
– Tak… Tato, co się stało? Przecież wszystko było dobrze…
Wzdycha ciężko.
– Nie było dobrze, Marto. Od lat się mijaliśmy. Ale nie chciałem ci psuć ślubu. Myślałem, że może jeszcze się dogadamy… Ale twoja mama podjęła decyzję.
Czuję narastającą złość. – Ale mieszkanie? Przecież obiecała!
Tata patrzy na mnie długo.
– Twoja mama zawsze była uparta. I zawsze stawiała siebie na pierwszym miejscu.
Wracam do domu jeszcze bardziej rozbita. Piotr próbuje mnie pocieszyć:
– Może uda się coś wywalczyć? Przecież to było ustalone…
Ale wiem, że nie mamy szans. Mieszkanie jest własnością mamy po babci – formalnie należy do niej.
Przez kolejne tygodnie próbuję rozmawiać z mamą. Dzwonię, piszę SMS-y, umawiam się na kawę. Za każdym razem słyszę to samo:
– Marto, muszę pomyśleć o sobie. Ty masz Piotra, jesteście młodzi, dacie sobie radę.
– Ale mamo! To nie tak miało być! – krzyczę w końcu podczas jednej z rozmów.
– Życie rzadko jest takie, jak planujemy – odpowiada spokojnie.
Zaczynam mieć żal nie tylko do niej, ale też do siebie. Może byłam naiwna? Może powinnam była wcześniej pomyśleć o własnym zabezpieczeniu?
Piotr coraz częściej milczy. Widzę, że go to boli. Jego rodzice nigdy nie mieli dla nas nic poza dobrym słowem – sami ledwo wiążą koniec z końcem w bloku na Pradze.
Pewnego wieczoru Piotr wybucha:
– Marta, ile jeszcze będziemy czekać? Może powinniśmy wziąć kredyt i zacząć od nowa?
Patrzę na niego bezradnie.
– Ale przecież miało być inaczej… Miało być łatwiej…
– Nic nie jest łatwe – mówi gorzko.
Zaczynamy się kłócić o drobiazgi: o rachunki, o zakupy, o to, kto wyniesie śmieci. Czuję, jak oddalamy się od siebie przez coś, co nawet nie jest naszą winą.
W pracy jestem rozkojarzona. Koleżanka z biura pyta:
– Coś się stało? Wyglądasz jakbyś miała zaraz wybuchnąć płaczem.
Opowiadam jej wszystko przy kawie w kuchni biurowej. Słucha uważnie i kiwa głową:
– U mnie było podobnie. Rodzina potrafi najbardziej zranić… Ale musisz myśleć o sobie i Piotrze. To teraz wasza rodzina.
Te słowa zostają ze mną na długo.
Mijają miesiące. Mama urządza mieszkanie po babci po swojemu – zmienia meble, maluje ściany na biało. Zaprasza mnie na herbatę. Idę tam pierwszy raz od ślubu i czuję się jak intruz we własnym domu z dzieciństwa.
– Ładnie tu zrobiłaś – mówię chłodno.
Mama patrzy na mnie z troską.
– Marto… Wiem, że jesteś zła. Ale musiałam pomyśleć o sobie. Przez całe życie byłam dla innych: dla ciebie, dla taty… Teraz chcę być dla siebie.
Nie wiem, co odpowiedzieć. Czy egoizm matki można wybaczyć? Czy powinnam ją zrozumieć?
Z Piotrem decydujemy się na kredyt. Kupujemy małe mieszkanie na obrzeżach Warszawy. Nie jest idealnie – daleko do pracy, daleko do rodziców – ale przynajmniej jest nasze.
Pierwszej nocy w nowym mieszkaniu leżę obok Piotra i płaczę cicho w poduszkę.
– Będzie dobrze – szepcze i przytula mnie mocno.
Czasem myślę o tym wszystkim z żalem i gniewem. Ale czasem też zastanawiam się: czy mama miała prawo postawić siebie na pierwszym miejscu? Czy ja kiedyś będę potrafiła wybrać siebie zamiast innych?
Może rodzina to nie tylko wspólne mieszkanie i obietnice? Może to coś więcej?
Czy można odbudować zaufanie po takiej zdradzie? Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a rodziną?