Po śmierci męża teściowa chce zamieszkać z nami: Czy naprawdę jest taka bezradna, czy po prostu nie chce być sama?
– Tomek, nie mogę już tak dłużej! – wykrzyknęłam, trzaskając drzwiami kuchni, gdy po raz kolejny usłyszałam, jak rozmawia przez telefon z mamą. – Przecież ona dzwoni do ciebie codziennie, czasem po kilka razy! Czy ty naprawdę nie widzisz, że ona nami manipuluje?
Tomek spojrzał na mnie z wyrzutem, jakby nie rozumiał, o co mi chodzi. – To moja mama, Aniu. Straciła męża, jest sama. Nie możesz być bardziej wyrozumiała?
Westchnęłam ciężko. Wiem, że Halina przeżywa żałobę. Wiem, że jej świat się zawalił, kiedy nagle, po trzydziestu latach wspólnego życia, została wdową. Ale od śmierci teścia minęło już pół roku, a ona zamiast próbować się pozbierać, coraz bardziej uzależnia się od nas. Najpierw były drobne prośby: „Tomeczku, możesz mi przywieźć zakupy?”, „Aniu, czy mogłabyś pomóc mi z komputerem?”. Potem zaczęły się telefony po nocach, bo „coś stuka w kaloryferze” albo „nie mogę zasnąć, bo tak mi smutno”.
Ostatnio jednak przeszła samą siebie. Zadzwoniła do Tomka, gdy byłam w pracy, i powiedziała, że źle się czuje, że chyba ma zawał. Tomek rzucił wszystko, pojechał do niej, a ja wróciłam do pustego domu i zastałam tylko kartkę: „Pojechałem do mamy, wrócę późno”. Okazało się, że to był tylko atak paniki, a lekarz pogotowia, który przyjechał, powiedział jej, że jest zdrowa jak koń. Ale Tomek był przerażony, a ja… wściekła.
Wieczorem, gdy wrócił, próbowałam z nim rozmawiać. – Tomek, ona cię wykorzystuje. Przecież nie możesz być jej pielęgniarzem do końca życia! Mamy swoje życie, swoje plany. Chcieliśmy jechać na wakacje, pamiętasz?
Tomek spuścił głowę. – Aniu, ona naprawdę nie ma nikogo poza nami. Nie mogę jej zostawić samej.
I wtedy padło to zdanie, które zmroziło mi krew w żyłach:
– Mama zapytała, czy mogłaby się do nas wprowadzić na jakiś czas. Mówi, że boi się być sama w domu.
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. – Na jaki czas? – zapytałam, choć już wiedziałam, że „na jakiś czas” w ustach Haliny może oznaczać „na zawsze”.
Tomek nie odpowiedział. Widziałam, że jest rozdarty. Z jednej strony kocha mnie, z drugiej – czuje się odpowiedzialny za matkę. A ja? Ja czułam się jak intruz we własnym domu. Przecież to nasze życie, nasza przestrzeń, nasza intymność. Czy naprawdę muszę ją oddać kobiecie, która nie potrafi pogodzić się z samotnością?
Następnego dnia Halina przyszła do nas na obiad. Usiadła przy stole, zgarbiona, z miną męczennicy. – Wiecie, dzieci, tak mi ciężko samej. Czasem mam wrażenie, że już nie dam rady. Wszystko mnie boli, nie mam siły gotować, sprzątać…
– Mamo, może powinnaś pomyśleć o jakichś zajęciach? Klub seniora, warsztaty… – próbowałam delikatnie zasugerować, że są inne rozwiązania niż zamieszkanie z nami.
Halina spojrzała na mnie z wyrzutem. – Ty nie rozumiesz, Aniu. Ty masz rodzinę, masz Tomka. Ja nie mam już nikogo.
Tomek natychmiast stanął po jej stronie. – Aniu, mama potrzebuje nas. Nie możemy jej zostawić.
Czułam, jak narasta we mnie złość. Przecież to nie jest sprawiedliwe! Ja też mam prawo do swojego życia, do prywatności. Przez kolejne dni atmosfera w domu była coraz gęstsza. Tomek chodził przygnębiony, ja byłam rozdrażniona, a Halina dzwoniła codziennie, coraz bardziej dramatyzując.
W końcu nie wytrzymałam. – Tomek, musimy ustalić granice. Jeśli twoja mama się do nas wprowadzi, nasze życie się skończy. Nie będziemy mieli już ani chwili dla siebie. Przecież ona nie jest bezradna! Ma 55 lat, jest zdrowa, może pracować, może się czymś zająć!
Tomek milczał długo. – Może masz rację, Aniu. Ale co, jeśli ona naprawdę sobie nie poradzi? Jeśli coś jej się stanie?
– A co, jeśli my sobie nie poradzimy? – odpowiedziałam. – Co, jeśli nasze małżeństwo tego nie wytrzyma?
Wtedy zadzwonił telefon. Halina. Tomek odebrał, a ja słyszałam jej płacz w słuchawce. – Tomeczku, tak mi źle… Nie mam już po co żyć…
Tomek wybiegł z domu, a ja zostałam sama. Usiadłam na podłodze w kuchni i rozpłakałam się. Czy naprawdę jestem taka zła, że chcę mieć własne życie? Czy egoizm to chęć zachowania choć odrobiny prywatności?
Wieczorem, gdy Tomek wrócił, usiedliśmy razem. – Aniu, nie wiem, co robić. Kocham cię, ale nie mogę zostawić mamy samej.
– Tomek, musimy znaleźć kompromis. Może pomożemy jej znaleźć jakieś zajęcia, może psychologa? Ale nie możemy poświęcić wszystkiego. Ja też mam swoje granice.
Nie wiem, jak to się skończy. Może Halina się uspokoi, może znajdzie w sobie siłę, by żyć dalej. A może nasze małżeństwo tego nie wytrzyma. Ale wiem jedno – nie chcę być ofiarą cudzych lęków i samotności. Chcę żyć swoim życiem, nie cudzym.
Czy naprawdę jestem egoistką, jeśli chcę mieć dom tylko dla siebie i męża? Czy każdy z nas nie ma prawa do własnej przestrzeni, nawet jeśli ktoś bliski bardzo cierpi? Co wy byście zrobili na moim miejscu?