Przypadkowo znalazłam testament mamy na jej szafce nocnej: Teraz nie potrafię jej wybaczyć, że mnie pominęła

– Co to jest? – zapytałam sama siebie, patrząc na biały, lekko zmięty arkusz papieru leżący na szafce nocnej mamy. Przyszłam tylko po jej okulary, które zostawiła rano, a znalazłam coś, co zmieniło wszystko. Moje serce zaczęło bić szybciej, dłonie mi drżały. Przecież nie powinnam tego czytać, to nie było dla mnie. Ale ciekawość była silniejsza. Rozłożyłam kartkę i zobaczyłam nagłówek: „Testament”.

Czytałam każde słowo z niedowierzaniem. Mama, Anna Nowak, całość swojego majątku przekazuje mojej siostrze, Magdzie. Ani słowa o mnie. Ani jednego zdania, ani jednej rzeczy. Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Przecież zawsze byłam jej córką, zawsze starałam się być dobrą, pomagałam, kiedy tylko mogłam. Dlaczego mnie pominęła? Czy zrobiłam coś nie tak?

Wróciłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. W głowie kłębiły mi się myśli. Może to pomyłka? Może mama jeszcze nie skończyła pisać testamentu? Ale przecież był podpisany i opatrzony datą sprzed dwóch miesięcy. Przez cały dzień unikałam mamy, nie mogłam na nią patrzeć. Kiedy wieczorem usiadłyśmy razem do kolacji, nie wytrzymałam.

– Mamo, dlaczego mnie nie kochasz? – wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Mama spojrzała na mnie zaskoczona, a potem zmartwiona. – O czym ty mówisz, Kasiu?

– Znalazłam twój testament. Wszystko zostawiasz Magdzie. Ja się nie liczę, prawda? – głos mi się łamał, łzy napływały do oczu.

Magda, która właśnie wróciła z pracy, stanęła w drzwiach i patrzyła na nas z szeroko otwartymi oczami. – Co się dzieje?

Mama odłożyła widelec i wstała. – Kasiu, to nie tak…

– A jak? – przerwałam jej. – Przecież widziałam na własne oczy. Nawet nie próbuj zaprzeczać.

– To była trudna decyzja – zaczęła cicho. – Chciałam, żebyś miała łatwiej. Ty zawsze sobie radziłaś, jesteś silna, niezależna. Magda… ona ma trudniej. Wiesz, że jej związek się rozpadł, że ledwo wiąże koniec z końcem. Chciałam jej pomóc.

– A ja? – zapytałam, czując, jak narasta we mnie złość. – Ja nie potrzebuję pomocy? To, że nie mówię o swoich problemach, nie znaczy, że ich nie mam!

Magda patrzyła na mnie z wyrzutem. – Kasiu, nie wiedziałam…

– Bo nikt się nie interesuje, co u mnie! – wykrzyczałam i wybiegłam z kuchni, trzaskając drzwiami.

Przez kolejne dni w domu panowała napięta atmosfera. Mama próbowała ze mną rozmawiać, ale ja nie chciałam jej słuchać. Czułam się zdradzona, niewidzialna. Zawsze byłam tą „ogarniętą”, tą, która nie sprawia problemów. Ale czy to znaczy, że nie zasługuję na miłość i wsparcie?

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka, Marta, zauważyła, że coś jest nie tak.

– Kasiu, co się dzieje? Wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia.

– To przez rodzinę – odpowiedziałam wymijająco. – Mama… po prostu mnie zraniła.

Marta pokiwała głową. – Rodzina potrafi najbardziej zranić. Ale czasem warto porozmawiać, zanim się wszystko spali.

Wieczorem, kiedy wróciłam do domu, mama czekała na mnie w kuchni. Siedziała przy stole, z kubkiem herbaty w dłoniach.

– Kasiu, proszę, usiądź. Musimy porozmawiać.

Usiadłam naprzeciwko niej, ale nie patrzyłam jej w oczy.

– Wiem, że cię zraniłam. Nie chciałam. Myślałam, że robię dobrze. Ty zawsze byłaś taka silna, nie chciałam cię obciążać. Ale widzę, że się pomyliłam. Przepraszam.

– To nie chodzi tylko o pieniądze, mamo – powiedziałam cicho. – Chodzi o to, że poczułam się nieważna. Jakbyś mnie nie widziała.

Mama zaczęła płakać. – Jesteś dla mnie wszystkim. Po prostu… czasem matki też się mylą.

Wtedy do kuchni weszła Magda. – Może powinniśmy wszystko przemyśleć razem? – zaproponowała. – Może ten testament nie jest ostateczny?

Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu. Czułam, jak złość powoli ustępuje miejsca smutkowi. Wiedziałam, że mama nie chciała mnie skrzywdzić, ale ból pozostał.

Od tamtej pory nasze relacje się zmieniły. Zaczęłyśmy więcej rozmawiać, ale coś między nami pękło. Nie potrafię już patrzeć na mamę tak samo jak kiedyś. Często zastanawiam się, czy kiedykolwiek jej wybaczę. Czy można wybaczyć matce, że cię nie zauważyła, kiedy najbardziej tego potrzebowałaś?

Czasem patrzę na mamę i myślę: „Czy naprawdę tak trudno było mnie dostrzec? Czy bycie silną oznacza, że nie zasługuję na miłość?” Może ktoś z was miał podobnie? Jak poradzić sobie z takim zawodem?