Serce matki pęka tylko raz: Historia Magdy, która straciła wszystko w jedną noc

— Mamo, obudź się, proszę… — usłyszałam cichy głosik, który jeszcze kilka miesięcy temu był dla mnie codziennością. Teraz jednak rozbrzmiewał tylko w mojej głowie, jak echo, które nie chce ucichnąć. Otworzyłam oczy, ale zamiast mojego synka, zobaczyłam tylko ciemność i pustkę. To była kolejna bezsenna noc, kolejny raz, kiedy próbowałam sobie wmówić, że to wszystko jest tylko koszmarem, z którego zaraz się obudzę. Ale nie budziłam się.

Nazywam się Magda Nowicka. Mam trzydzieści sześć lat i mieszkam w małym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Jeszcze niedawno byłam szczęśliwą żoną i matką. Mój świat kręcił się wokół mojego synka, Antosia. Miał zaledwie sześć lat, kiedy wszystko się skończyło. Wciąż pamiętam jego śmiech, jego małe rączki, które obejmowały mnie z całych sił, jakby wiedział, że muszę czuć się kochana.

Tamtej nocy, kiedy wszystko się zmieniło, padał deszcz. Siedzieliśmy z Antosiem w kuchni, robiłam mu kakao, a on opowiadał mi o swoim dniu w przedszkolu. Mój mąż, Tomek, wrócił późno z pracy. Był zmęczony, rozdrażniony, a ja czułam, że coś jest nie tak. Od miesięcy między nami narastało napięcie. Tomek coraz częściej wracał późno, coraz mniej rozmawialiśmy. Praca, kredyt, codzienne problemy – wszystko to nas przygniatało. Ale tej nocy nie spodziewałam się, że to wszystko wybuchnie.

— Znowu nie posprzątałaś po sobie! — krzyknął Tomek, rzucając torbę na podłogę. Antoś spojrzał na mnie przestraszony. — Przepraszam, zaraz to zrobię — odpowiedziałam cicho, próbując nie eskalować sytuacji. Ale Tomek nie przestawał. — Cały dzień siedzisz w domu, a tu bałagan! Ja haruję, a ty nawet nie potrafisz ogarnąć mieszkania! — jego głos był coraz głośniejszy, a ja czułam, jak łzy napływają mi do oczu. Antoś zaczął płakać. — Tato, nie krzycz na mamę… — wyszeptał. Tomek spojrzał na niego, jakby dopiero teraz zauważył jego obecność. — Idź do swojego pokoju! — warknął. Antoś pobiegł, a ja zostałam sama z Tomkiem i jego gniewem.

Nie wiem, kiedy to się stało. Może wtedy, gdy Tomek pierwszy raz podniósł na mnie głos, a może wtedy, gdy przestałam czuć się bezpieczna w naszym domu. Tamtej nocy kłóciliśmy się długo. W końcu wyszłam z kuchni, żeby sprawdzić, czy Antoś zasnął. Leżał skulony pod kołdrą, z mokrymi od łez policzkami. Usiadłam obok niego i pogłaskałam go po głowie. — Wszystko będzie dobrze, kochanie — szepnęłam, choć sama w to nie wierzyłam.

Później wydarzyło się coś, czego nie potrafię sobie wybaczyć. Usłyszałam huk z kuchni. Wybiegłam, myśląc, że Tomek coś zbił. Ale zobaczyłam go, jak stoi przy oknie, z telefonem w ręku. — Wychodzę — rzucił. — Nie wiem, kiedy wrócę. — I wyszedł, trzaskając drzwiami. Zostałam sama z Antosiem. Próbowałam go uspokoić, ale sama byłam roztrzęsiona. Położyłam się obok niego, przytuliłam go mocno. — Mamo, boję się — wyszeptał. — Ja też, kochanie — odpowiedziałam, a łzy płynęły mi po policzkach.

W nocy obudził mnie jego kaszel. Antoś od kilku dni był przeziębiony, ale nie wyglądało to poważnie. Tym razem jednak kaszel był inny, duszący. Wstałam, podałam mu wodę, ale nie pomagało. Zaczęłam panikować. — Oddychaj, Antosiu, oddychaj! — powtarzałam, ale on łapał powietrze coraz trudniej. Zadzwoniłam po pogotowie. Czekałam wieczność, trzymając go za rękę, powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Kiedy przyjechali, zabrali go do karetki. Pobiegłam za nimi, ale nie pozwolili mi wejść. — Proszę poczekać tutaj — powiedział ratownik. Stałam na deszczu, drżąc z zimna i strachu.

W szpitalu czekałam na korytarzu, modląc się, żeby Antoś przeżył. Lekarze biegali, pielęgniarki coś szeptały. Czułam się jak w złym śnie. Po godzinie wyszedł do mnie lekarz. — Przykro mi, zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy… — powiedział. Nie pamiętam, co było dalej. Pamiętam tylko, że upadłam na podłogę i krzyczałam.

Tomek pojawił się dopiero rano. Był blady, zdezorientowany. — Co się stało? — zapytał. — Antoś… nie żyje — wyszeptałam. Spojrzał na mnie, jakby nie rozumiał. — To twoja wina! — wykrzyczał nagle. — Gdybyś była lepszą matką, gdybyś zadzwoniła wcześniej… — Jego słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Wybiegł ze szpitala, zostawiając mnie samą z moim bólem.

Od tamtej nocy minęły trzy miesiące. Tomek wyprowadził się, nie rozmawiamy ze sobą. Moi rodzice próbują mnie wspierać, ale nie rozumieją, co czuję. Każdego dnia budzę się z nadzieją, że to był tylko zły sen, ale rzeczywistość jest nieubłagana. Ludzie mówią, że czas leczy rany, ale ja nie chcę, żeby czas zabrał mi pamięć o Antosiu. Jego zabawki wciąż stoją na półce, jego ubranka leżą w szafie. Nie potrafię ich wyrzucić.

Często wracam myślami do tamtej nocy. Zastanawiam się, co mogłam zrobić inaczej. Czy gdybym zadzwoniła po lekarza wcześniej, Antoś by żył? Czy gdybym była silniejsza, Tomek by nie odszedł? Moje życie rozpadło się na kawałki, a ja nie wiem, jak je poskładać.

Czasem słyszę głos Antosia w mojej głowie. — Mamo, nie płacz… — szepcze. Ale jak mam nie płakać, kiedy straciłam wszystko, co kochałam?

Czy można nauczyć się żyć z takim bólem? Czy kiedykolwiek wybaczę sobie, że nie uratowałam własnego dziecka? Może ktoś z was zna odpowiedź…