Trzy dni po rozwodzie: Jak upadłam, by wstać silniejsza
– Bez mnie nie wytrzymasz trzech dni – powiedział Marek, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż zadrżały szyby w kuchennym oknie. Stałam wtedy przy zlewie, ściskając w dłoni kubek po kawie. Słowa odbiły się echem w pustym mieszkaniu, a ja poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg.
Nie płakałam. Nie wtedy. Wpatrywałam się w swoje odbicie w oknie – rozmazane, z podkrążonymi oczami i rozczochranymi włosami. „Trzech dni?” – powtarzałam w myślach. „A może nawet trzech godzin?” Przez lata Marek powtarzał mi, że jestem za słaba, za delikatna, za bardzo zależna od niego. Że bez niego nie dam sobie rady. I przez lata w to wierzyłam.
Pierwsza noc była najgorsza. Siedziałam na kanapie, wpatrując się w ciemność za oknem. W głowie miałam tylko jego słowa i własny strach. Telefon milczał. Mama nie dzwoniła – wiedziała, że muszę to przeżyć sama. Ola, moja siostra, napisała tylko krótkiego SMS-a: „Jestem obok, gdybyś czegoś potrzebowała”. Ale ja nie chciałam nikogo widzieć. Chciałam tylko przestać czuć ten ból rozrywający mnie od środka.
Rano obudził mnie dźwięk domofonu. Listonosz przyniósł list polecony – ostatni rachunek za prąd na nazwisko Marka. Znowu poczułam się jak cień we własnym domu. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam przy stole. „Co teraz?” – zapytałam siebie na głos. „Kim jestem bez niego?” Przez dziesięć lat byłam żoną Marka. Gotowałam mu obiady, prałam koszule, słuchałam jego narzekań na pracę i kolegów. Zapomniałam, jak to jest być sobą.
W południe zadzwoniła Ola.
– Anka? Jak się trzymasz?
– Daj mi jeszcze trochę czasu – odpowiedziałam cicho.
– Pamiętaj, że jesteś silniejsza niż myślisz.
Zawiesiłam się na tych słowach jak tonący na gałęzi.
Drugi dzień był jeszcze trudniejszy. Wstałam późno, bo nie mogłam zasnąć do rana. Zrobiłam sobie jajecznicę – pierwszy raz od lat tylko dla siebie. Włączyłam radio, żeby zagłuszyć ciszę. Próbowałam czytać książkę, ale litery rozmazywały mi się przed oczami. W końcu wyszłam na spacer po osiedlu. Ludzie mijali mnie obojętnie, a ja czułam się przezroczysta.
W sklepie spożywczym spotkałam panią Zofię z parteru.
– O, pani Aniu! Dawno pani nie widziałam z mężem…
Zacięłam się.
– Rozwiedliśmy się – powiedziałam cicho.
Pani Zofia spojrzała na mnie z troską.
– To dobrze czasem zacząć od nowa – szepnęła i uśmiechnęła się smutno.
Wróciłam do domu i rozpłakałam się jak dziecko. Płakałam długo i głośno, aż zabrakło mi łez. Potem zadzwoniła mama.
– Aniu, przyjedź do nas na obiad.
– Nie chcę nikogo widzieć…
– Czasem trzeba pozwolić sobie pomóc – powiedziała łagodnie.
Ale ja nie byłam gotowa.
Wieczorem usiadłam przy komputerze i zaczęłam pisać list do siebie samej sprzed dziesięciu lat. „Nie pozwól nikomu wmówić sobie, że jesteś nic niewarta” – napisałam drżącą ręką. „Nie oddawaj siebie kawałek po kawałku tylko dlatego, że boisz się samotności.” Pisałam długo, aż poczułam ulgę.
Trzeciego dnia obudził mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Spojrzałam przez wizjer – Marek stał na klatce schodowej z bukietem róż w ręku. Serce mi zamarło.
Otworzyłam drzwi ostrożnie.
– Anka…
Patrzył na mnie błagalnie.
– Mogę wejść?
Stał tam taki mały, zagubiony…
– Po co przyszedłeś?
– Nie mogę bez ciebie… – wyszeptał i nagle… padł na kolana.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
– Przecież mówiłeś, że to ja nie wytrzymam trzech dni bez ciebie.
Marek spuścił głowę.
– Myliłem się… Ty zawsze byłaś silniejsza ode mnie.
Wtedy coś we mnie pękło – ale nie ze smutku czy żalu. Poczułam spokój. Po raz pierwszy od lat wiedziałam, kim jestem i czego chcę.
– Marek… Ja już nie chcę wracać do tego, co było – powiedziałam spokojnie.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Ale… przecież…
– Przestań. Teraz ja wybieram siebie.
Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Oddychałam głęboko. Było mi lżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Wieczorem zadzwoniła Ola.
– I co? Przyszedł?
– Tak… Ale już go nie chcę.
– Jestem z ciebie dumna!
Usiadłam przy stole z kubkiem herbaty i spojrzałam przez okno na ciemne niebo nad Warszawą. Przez trzy dni przeszłam przez piekło samotności i strachu, ale wyszłam z niego silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Czy naprawdę trzeba upaść tak nisko, żeby odkryć własną siłę? Ile jeszcze kobiet wierzy w kłamstwa o własnej słabości? Może warto czasem zamknąć drzwi za przeszłością i otworzyć je dla siebie samej?