Ukryta prawda: Oko matki

— Zostaw ją w spokoju! — mój głos drżał, choć wypowiedziałam te słowa tylko w myślach, patrząc przez ekran telefonu na obraz z ukrytej kamery. Siedziałam w pracy, w ciasnym biurze na Jeżycach, a serce waliło mi jak młot. Zosia, moja maleńka córeczka, miała dopiero cztery miesiące, a ja już musiałam ją zostawiać pod opieką obcej kobiety.

Wszystko zaczęło się, gdy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim. Mój mąż, Tomek, pracował w delegacjach, więc większość obowiązków spadała na mnie. Szukałam niani przez internet, przeglądałam ogłoszenia, rozmawiałam z kandydatkami. W końcu trafiłam na panią Halinę — starszą, spokojną kobietę z referencjami. Wydawała się idealna: ciepła, cierpliwa, z doświadczeniem. Moja mama mówiła: „Marta, nie przesadzaj, nie każda niania to wilk w owczej skórze”. Ale ja nie mogłam się pozbyć niepokoju.

Pierwsze dni były w porządku. Halina przychodziła punktualnie, przynosiła Zosi drobne prezenty, śpiewała jej kołysanki. Ale po tygodniu zaczęłam zauważać drobiazgi: Zosia była niespokojna, płakała, gdy tylko Halina się zbliżała. Raz znalazłam na jej rączce niewielki siniak. Halina tłumaczyła, że to pewnie od zabawy, ale coś mi nie pasowało. Pewnej nocy, gdy nie mogłam zasnąć, przeglądałam fora dla matek. Jedna z kobiet napisała: „Zainstalowałam ukrytą kamerę i odkryłam prawdę o niani”. Ta myśl nie dawała mi spokoju.

Następnego dnia kupiłam małą kamerę, którą ukryłam w pluszowym misiu stojącym na komodzie w pokoju Zosi. Czułam się winna, jakbym zdradzała zaufanie Haliny, ale matczyna intuicja była silniejsza. Przez kilka dni nie działo się nic niepokojącego. Halina bawiła się z Zosią, czytała jej książeczki. Zaczęłam się przekonywać, że może przesadzam. Ale potem, w środę, dostałam powiadomienie na telefonie. Otworzyłam aplikację i zobaczyłam, jak Halina podnosi głos na Zosię, potrząsa jej łóżeczkiem, a potem zostawia ją samą, płaczącą, na długie minuty.

Nie mogłam oddychać. Zadzwoniłam do Tomka, ale nie odebrał. Siedziałam w pracy, łzy ciekły mi po policzkach. Wybiegłam z biura, nie tłumacząc się nikomu. Gdy wbiegłam do mieszkania, Halina siedziała w kuchni, popijając kawę. Zosia spała, ale jej policzki były mokre od łez.

— Co się tu dzieje? — zapytałam, próbując opanować drżenie głosu.

Halina spojrzała na mnie zaskoczona, potem wzruszyła ramionami.

— Nic, pani Marto. Mała była marudna, ale już śpi.

— Proszę się spakować i wyjść — powiedziałam cicho, ale stanowczo. — Już pani nie potrzebujemy.

Halina próbowała się tłumaczyć, ale nie słuchałam. Gdy wyszła, usiadłam na podłodze obok łóżeczka Zosi i płakałam razem z nią.

Wieczorem Tomek wrócił do domu. Pokazałam mu nagranie. Widziałam, jak jego twarz blednie, jak zaciska pięści. — Jak mogłaś to przeoczyć? — zapytał z wyrzutem. — Przecież to nasza córka!

— Nie przeoczyłam! — krzyknęłam. — Próbowałam, naprawdę próbowałam! Ale musiałam wrócić do pracy, nie mamy nikogo do pomocy!

Kłóciliśmy się do późna w nocy. Tomek był wściekły, ja czułam się winna i bezradna. Następnego dnia zadzwoniłam do mamy. Przyjechała natychmiast, przywiozła rosół i ciepłe słowa. — Marta, nie obwiniaj się. Każda matka chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Czasem zaufanie jest jak szkło — raz pęknie i już nigdy nie będzie takie samo.

Przez kolejne tygodnie nie mogłam spać. Zosia budziła się z krzykiem, ja bałam się zostawić ją choćby na chwilę. Tomek coraz częściej wyjeżdżał, unikał rozmów. W pracy szefowa patrzyła na mnie z politowaniem, koledzy szeptali za plecami. Czułam się jak najgorsza matka na świecie.

Pewnego dnia, gdy siedziałam z Zosią na ławce w parku, podeszła do mnie sąsiadka, pani Basia. — Słyszałam, co się stało — powiedziała cicho. — Jeśli potrzebujesz pomocy, mogę czasem popilnować Zosi. Mam wnuki, wiem, jak to jest.

Zgodziłam się. Pani Basia była ciepła, cierpliwa, a Zosia szybko ją polubiła. Powoli zaczęłam odzyskiwać spokój. Ale zaufanie — do ludzi, do siebie, do świata — już nigdy nie wróciło w pełni.

Często zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była zaufać swojej intuicji wcześniej? Czy każda matka musi przejść przez taki strach, by zrozumieć, jak kruche jest bezpieczeństwo dziecka?

Patrzę na Zosię, jak śpi spokojnie w swoim łóżeczku, i myślę: czy kiedykolwiek będę w stanie zaufać komuś obcemu? Czy to już na zawsze zostanie we mnie — to nieustanne poczucie winy i lęku? Może każda matka nosi w sobie takie oko, które nigdy nie zasypia.