Za Zamkniętymi Drzwiami: Tajemnica Firmowych Imprez

– Dlaczego nigdy nie mogę iść z tobą na te firmowe imprezy, Krzysztof? – zapytałam, czując jak głos mi drży, choć starałam się brzmieć stanowczo. To pytanie paliło mnie od środka od miesięcy, ale dopiero teraz zebrałam się na odwagę. Krzysztof nawet nie oderwał wzroku od ekranu laptopa.

– Bo to nie jest zwyczaj u nas w firmie, Magda. Wiesz przecież, że partnerzy nie są zapraszani – rzucił obojętnie.

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. „Nie są zapraszani” – ale dlaczego więc widziałam na Facebooku zdjęcia jego kolegów z żonami i partnerkami? Dlaczego Asia, żona jego kolegi z pracy, opowiadała mi przy kawie, jak świetnie bawiła się na ostatnim spotkaniu integracyjnym? Czułam się wykluczona, jakby między nami wyrósł mur, którego nie potrafię przebić.

Następnego ranka, gdy Krzysztof szykował się do pracy, nie wytrzymałam:

– Wczoraj rozmawiałam z Asią. Mówiła, że zawsze chodzi z Michałem na te imprezy. Czemu mi nigdy o tym nie powiedziałeś?

Westchnął ciężko i spojrzał na mnie z irytacją:

– Magda, ty byś się tam źle czuła. Nikogo nie znasz, a poza tym…

– Poza tym co? – przerwałam mu ostro. – Boisz się, że powiem coś nie tak? Że nie pasuję do twojego świata?

Jego spojrzenie stwardniało.

– Ty zawsze wszystko komplikujesz. Jesteś za szczera, za bezpośrednia. Moi koledzy nie są do tego przyzwyczajeni.

Te słowa bolały bardziej niż się spodziewałam. Jakby mówił mi wprost: „Nie jesteś wystarczająco dobra”.

Od tamtej pory wszystko się zmieniło. Krzysztof coraz częściej wracał późno do domu, był rozdrażniony i zamknięty w sobie. Próbowałam rozmawiać, ale każda próba kończyła się kłótnią.

Pewnego wieczoru spotkałam się z moją siostrą, Pauliną, w kawiarni na Nowym Świecie. Opowiedziałam jej wszystko, głos mi się łamał.

– Musisz go skonfrontować – powiedziała stanowczo Paulina. – To nie jest normalne. Zasługujesz na szczerość.

Kiwnęłam głową, ale w środku czułam strach przed tym, co mogę odkryć.

Tydzień później odbywała się coroczna impreza firmowa Krzysztofa. Znowu powiedział mi, że to tylko dla pracowników. Tym razem jednak postanowiłam nie siedzieć w domu i nie czekać bezczynnie. Włożyłam płaszcz i pojechałam tramwajem do centrum Warszawy, gdzie odbywało się przyjęcie.

Przez okno restauracji widziałam grupki ludzi – śmiech, tańce, pary obejmujące się przy stolikach. Serce waliło mi jak młotem. Wśród nich był Krzysztof – z kieliszkiem wina w ręku rozmawiał z kobietą stojącą zdecydowanie za blisko niego.

Nie zastanawiałam się ani chwili. Weszłam do środka. Muzyka na chwilę ucichła, gdy przekroczyłam próg. Krzysztof spojrzał na mnie z przerażeniem.

– Magda? Co ty tu robisz?

– Przyszłam sprawdzić, czy rzeczywiście partnerzy są tu niemile widziani – powiedziałam głośno, tak by wszyscy słyszeli.

Zapadła niezręczna cisza. Kobieta obok Krzysztofa patrzyła na mnie badawczo.

– Krzysztof zawsze mówił mi, że partnerzy nie mogą przychodzić – ciągnęłam dalej. – Ale widzę tu mnóstwo żon i mężów.

Krzysztof próbował mnie odciągnąć na bok, ale zostałam na miejscu.

– Dlaczego mnie okłamałeś? – zapytałam cicho, ale stanowczo.

Odwrócił wzrok, rumieniec wstydu pojawił się na jego twarzy.

– Bałem się… Bałem się, że nie będziesz pasować do mojego środowiska. Że będziesz odstawać.

– A może boisz się raczej tego, kim jesteś przy nich beze mnie? – rzuciłam ostro.

Nie odpowiedział.

Tej nocy spał na kanapie. Ja leżałam sama w łóżku i patrzyłam w sufit. Myśli wirowały mi w głowie: czy to już koniec? Czy on ma jeszcze inne tajemnice?

Przez kolejne dni próbował przepraszać – kwiaty, wiadomości: „Przepraszam Magda, zawaliłem”. Ale coś we mnie pękło.

Pewnego wieczoru zadzwoniła mama:

– Córeczko, co się dzieje? Słyszę po głosie, że jesteś smutna.

Opowiedziałam jej wszystko. Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Czasem ludzie ukrywają prawdę ze strachu przed stratą – powiedziała cicho mama. – Ale kłamstwem tracą dokładnie to, co chcieli chronić.

Te słowa długo we mnie rezonowały.

W niedzielę usiedliśmy z Krzysztofem przy kuchennym stole. Napięcie było niemal namacalne.

– Chcę wiedzieć prawdę – zaczęłam spokojnie. – Dlaczego przez tyle lat trzymałeś mnie z dala od swojego życia?

Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami:

– Bałem się, że zobaczysz mnie takim, jakim jestem w pracy. Tam jestem zupełnie inny: śmieję się z głupich żartów szefa, plotkuję o kolegach… Wstydzę się tego.

Poczułam współczucie i gniew jednocześnie.

– Przez lata pozwalałeś mi wierzyć, że to ze mną jest coś nie tak? To niesprawiedliwe.

Skinął głową bez słowa.

Rozmawialiśmy wtedy długo – o lękach, oczekiwaniach i rozczarowaniach. O tym jak zgubiliśmy siebie nawzajem w codzienności: praca, dzieci do przedszkola na Mokotowie, szybkie zakupy w Biedronce i wieczorne padanie ze zmęczenia przed telewizorem.

Zrozumieliśmy wtedy oboje swoje błędy: ja zamknęłam się w sobie, gdy on zaczął się oddalać; on kłamał ze strachu przed odrzuceniem.

Zdecydowaliśmy się pójść razem na terapię do poradni rodzinnej na Ochocie. To była trudna droga: stare rany otwierały się na nowo, padały bolesne słowa.

Podczas jednej z sesji terapeutka zapytała:

– Czego naprawdę od siebie oczekujecie?

Odpowiedziałam bez namysłu:

– Szczerości i szacunku.

Krzysztof dodał:

– Chciałbym, żeby Magda była sobą nawet przy moich kolegach z pracy.

Powoli zaczęliśmy odnajdywać siebie na nowo. Uczyliśmy się rozmawiać bez pretensji i słuchać bez oceniania.

Zaufanie wracało powoli – jak młoda roślina przebijająca się przez ziemię po długiej zimie.

Ale mimo wszystko coś we mnie pozostało: czy kiedykolwiek zapomnę o tym wszystkim? Czy Krzysztof będzie już zawsze szczery?

Czasem patrzę na niego rano przy kawie w naszej małej kuchni na Ursynowie i zastanawiam się: ile tajemnic może wytrzymać małżeństwo zanim pęknie? I ile miłości potrzeba, by te pęknięcia posklejać?