Zamieszkała u mnie była synowa – czy naprawdę zrobiłam coś złego?
— Mamo, jak mogłaś? — głos Pawła drżał, a ja czułam, jak serce mi się ściska. Stał w progu mojego mieszkania, z twarzą czerwoną od złości i rozczarowania. — Przecież wiesz, przez co przeszliśmy z Martą!
Nie wiedziałam, co powiedzieć. W głowie miałam tylko obraz Marty, która dwa tygodnie temu stała na moim progu z walizką i oczami pełnymi łez. — Pani Zosiu, nie mam dokąd pójść — wyszeptała wtedy. — Rodzice są za granicą, a ja nie chcę wracać do pustego mieszkania po rozwodzie.
Nie mogłam jej odmówić. Przez dziesięć lat była częścią naszej rodziny, matką mojej wnuczki, Anielki. Widziałam, jak bardzo cierpiała po rozstaniu z Pawłem, jak bardzo starała się zachować godność, choć wszystko się jej waliło. Zawsze była dla mnie jak córka, może nawet bliższa niż własna siostra, z którą od lat nie rozmawiam.
— Paweł, ona nie miała się gdzie podziać — próbowałam tłumaczyć, ale on tylko machnął ręką. — Zawsze stawiasz ją przede mną! — wykrzyczał i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Usiadłam na kanapie, czując, jak łzy napływają mi do oczu. Czy naprawdę zrobiłam coś złego? Czy pomagając Marcie, zdradziłam własnego syna?
Marta była cicha i wdzięczna. Starała się nie przeszkadzać, gotowała obiady, sprzątała, czasem przynosiła mi kwiaty z bazaru. Anielka przychodziła do mnie częściej niż kiedykolwiek, śmiała się, bawiła z moim kotem, a ja czułam, że dom znowu tętni życiem. Ale kiedy tylko Paweł się dowiedział, wszystko się zmieniło.
— Mamo, nie rozumiesz, co ona mi zrobiła — powiedział mi przez telefon kilka dni później. — To nie jest twoja sprawa.
— Ale Anielka jest moją wnuczką, a Marta… — zaczęłam, ale przerwał mi. — Nie chcę o tym rozmawiać.
Od tamtej pory nie odbierał moich telefonów. Przestał przychodzić na niedzielne obiady, nie zabierał Anielki na weekendy. Czułam, jak rodzina rozpada mi się w rękach, a ja nie wiem, jak to zatrzymać.
Wieczorami Marta siadała ze mną w kuchni, popijała herbatę i patrzyła w okno. — Przepraszam, pani Zosiu. Nie chciałam, żeby tak to wyglądało. Może powinnam się wyprowadzić…
— Nie mów tak — uciszałam ją. — To nie twoja wina. Paweł kiedyś zrozumie.
Ale czy naprawdę zrozumie? Czy ja sama rozumiem, co się stało?
Pamiętam, jak Paweł i Marta poznali się na studiach. Byli młodzi, zakochani, pełni planów. Ślub był skromny, ale radosny. Potem pojawiła się Anielka, a ja byłam najszczęśliwszą babcią na świecie. Ale z czasem coś zaczęło się psuć. Paweł coraz więcej pracował, Marta była coraz bardziej zmęczona. Kłócili się o drobiazgi, potem o pieniądze, o to, kto odbierze Anielkę z przedszkola. W końcu Paweł wyprowadził się do kolegi, a Marta została sama z dzieckiem i kredytem na mieszkanie.
Próbowałam być dla nich wsparciem, ale czułam, że oboje się ode mnie oddalają. Paweł zamknął się w sobie, Marta płakała po nocach. Rozwód był tylko formalnością. Myślałam, że po wszystkim jakoś się ułoży, ale życie nie jest takie proste.
Teraz, kiedy Marta mieszka u mnie, czuję się jak zdrajczyni. Paweł nie chce mnie znać, a ja nie potrafię wyrzucić Marty na ulicę. Każdego dnia zastanawiam się, czy mogłam postąpić inaczej. Czy powinnam była wybrać syna, nawet jeśli oznaczałoby to złamanie serca komuś, kogo traktowałam jak własną córkę?
— Mamo, nie rozumiesz, ona mnie zdradziła — powiedział mi Paweł, kiedy w końcu zgodził się spotkać w kawiarni. — Znalazła sobie kogoś innego, zanim się rozstaliśmy.
Zatkało mnie. Marta nigdy mi o tym nie mówiła. — Jesteś tego pewien? — zapytałam cicho.
— Widziałem ich razem. — Paweł spuścił wzrok. — Ale to już nie ma znaczenia. Po prostu nie chcę, żebyś wybierała ją zamiast mnie.
Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Marta siedziała w kuchni, czytała Anielce bajkę. Patrzyłam na nie i nie wiedziałam, co robić. Czy powinnam ją o to zapytać? Czy mam prawo grzebać w jej przeszłości?
Wieczorem zebrałam się na odwagę. — Marta, muszę cię o coś zapytać. Paweł powiedział, że… że miałaś kogoś innego, zanim się rozstaliście.
Marta zbladła. — To nie tak, pani Zosiu. Poznałam kogoś, ale dopiero po tym, jak Paweł się wyprowadził. Byłam samotna, potrzebowałam rozmowy, wsparcia… Ale nigdy go nie zdradziłam. Przysięgam.
Patrzyłam jej w oczy i widziałam tylko ból. — Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale naprawdę nie chciałam nikogo skrzywdzić.
Nie wiem, komu wierzyć. Paweł jest moim synem, ale znam Martę od lat. Wiem, jak bardzo kochała Pawła, jak walczyła o ich małżeństwo. Ale wiem też, że Paweł cierpi, czuje się zdradzony nie tylko przez żonę, ale i przez własną matkę.
Od kilku dni w domu panuje napięta atmosfera. Marta coraz częściej mówi o wyprowadzce, Anielka pyta, kiedy tata ją odwiedzi. Ja nie śpię po nocach, analizuję każdą rozmowę, każde słowo. Czy naprawdę można być lojalnym wobec wszystkich? Czy pomagając jednej osobie, zawsze musimy ranić drugą?
Czasem myślę, że rodzina to nieustanne wybory, kompromisy, poświęcenia. Ale czy naprawdę muszę wybierać między synem a byłą synową? Czy nie mogę być wsparciem dla obojga?
Patrzę na Martę, na Anielkę i czuję, że nie potrafię ich zostawić. Ale serce mi pęka, kiedy myślę o Pawle, który nie chce mnie znać. Czy naprawdę zrobiłam coś złego? Czy można naprawić rodzinę, kiedy każdy czuje się zraniony? Może powinnam była inaczej rozłożyć swoje serce… Ale czy wtedy byłabym sobą?
Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między bliskimi? Jak podjąć decyzję, która nie złamie nikomu serca?