Na randkę po pięćdziesiątce namówiła mnie córka. Weszłam do kawiarni i prawie wyszłam od razu. Ale on się uśmiechnął

– Mamo, naprawdę, to tylko kawa. Nie musisz za niego wychodzić od razu – powiedziała z uśmiechem moja córka, wciskając mi w rękę kartkę z imieniem, numerem telefonu i adresem kawiarni. – Tylko daj sobie szansę. Dla mnie. Dla siebie.

Patrzyłam na nią z niedowierzaniem. Zosia zawsze była bardziej odważna ode mnie. Ja… ja od lat nie byłam na żadnej randce. Od rozwodu z Markiem minęło już siedem lat, a ja wciąż czułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi połowę serca i zostawił pustą przestrzeń. Ale Zosia patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem – nie znoszącym sprzeciwu, pełnym troski i nadziei.

Weszłam do środka z duszą na ramieniu. Kawiarnia była przytulna, pełna zapachu mielonej kawy i cynamonu. Zobaczyłam go od razu – siedział przy oknie, z książką w ręku. Miał siwe włosy i okulary zsunięte na czubek nosa. Przez chwilę chciałam się wycofać, udawać, że pomyliłam adres. Ale wtedy podniósł wzrok i uśmiechnął się do mnie tak ciepło, że poczułam, jakby ktoś otulił mnie miękkim kocem.

– Pani Anna? – zapytał, wstając i podając mi dłoń.

– Tak… – odpowiedziałam cicho, czując jak policzki mi płoną.

– Jestem Andrzej. Bardzo mi miło.

Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przez pierwsze minuty nie mogłam wydusić z siebie słowa. On mówił o książkach, które czyta, o swoim psie – jamniku o imieniu Stefan – i o tym, jak lubi chodzić na spacery po Łazienkach. Słuchałam go z rosnącym zdumieniem. Był inny niż Marek – spokojny, opanowany, nie próbował mnie zagadać na śmierć ani przekonać do swoich racji.

– A pani? – zapytał nagle. – Co pani lubi robić?

Zawahałam się. Przez tyle lat byłam tylko mamą Zosi i żoną Marka. Potem już tylko mamą Zosi. Zapomniałam, kim jestem.

– Lubię piec ciasta – powiedziałam w końcu. – I… lubię chodzić do kina. Sama.

Uśmiechnął się szeroko.

– To może następnym razem pójdziemy razem?

Zaskoczył mnie tą propozycją. Poczułam coś dziwnego w żołądku – coś pomiędzy strachem a ekscytacją.

Rozmawialiśmy jeszcze długo. O dzieciach (on miał syna w Londynie), o pracy (był emerytowanym nauczycielem matematyki), o tym, jak trudno jest zacząć wszystko od nowa po pięćdziesiątce. Kiedy wychodziłam z kawiarni, Andrzej zaproponował, że mnie odprowadzi.

– Nie trzeba… – zaczęłam protestować.

– Ale ja chcę – przerwał mi łagodnie.

Szliśmy razem przez park. Milczeliśmy przez chwilę.

– Anna… – odezwał się nagle Andrzej. – Ja też się bałem tej randki. Myślałem nawet, żeby nie przychodzić.

Spojrzałam na niego zdziwiona.

– Dlaczego?

Wzruszył ramionami.

– Boję się samotności… ale jeszcze bardziej boję się rozczarowania.

Zatrzymałam się i spojrzałam mu w oczy. Były łagodne i smutne jednocześnie.

– Ja też się boję – wyszeptałam.

Pożegnaliśmy się pod moim blokiem. Andrzej delikatnie ujął moją dłoń i pocałował ją lekko.

– Zadzwonię – obiecał.

Weszłam do mieszkania na miękkich nogach. Zosia czekała na mnie w kuchni.

– I jak? – zapytała z nadzieją.

Usiadłam ciężko przy stole.

– Nie wiem… chyba dobrze – odpowiedziałam niepewnie.

Zosia uśmiechnęła się szeroko i przytuliła mnie mocno.

Następnego dnia Andrzej zadzwonił. Umówiliśmy się do kina na nowy polski film. Przed seansem poszliśmy na spacer po Starym Mieście. Śmialiśmy się jak nastolatkowie, a ja pierwszy raz od lat poczułam się lekka i wolna.

Ale życie nie jest bajką. Po kilku tygodniach zaczęły się schody. Zosia coraz częściej patrzyła na mnie z niepokojem.

– Mamo… czy ty naprawdę chcesz się z nim spotykać? Przecież ledwo go znasz…

Poczułam ukłucie żalu.

– To ty mnie namówiłaś na tę randkę!

Zosia spuściła wzrok.

– Wiem… ale teraz widzę, że jesteś inna. Jakby cię nie było dla mnie…

Zrobiło mi się przykro. Przecież zawsze byłam dla niej – gotowa rzucić wszystko, żeby jej pomóc. Ale teraz… chciałam czegoś dla siebie.

Andrzej był cierpliwy i wyrozumiały. Kiedy opowiedziałam mu o rozmowie z córką, tylko westchnął:

– Daj jej czas. Dzieci czasem boją się zmian bardziej niż my sami.

Miał rację. Ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zosia zaczęła coraz częściej wracać późno do domu, zamykała się w swoim pokoju i unikała rozmów ze mną. Czułam się rozdarta między nią a Andrzejem.

Pewnego wieczoru usiadłyśmy razem przy stole.

– Zosiu…

Milczała przez chwilę, bawiąc się łyżeczką od herbaty.

– Boję się, mamo – powiedziała w końcu cicho. – Boję się, że jak on cię zrani… to już nigdy nie będziesz taka sama.

Objęłam ją mocno.

– Kochanie… ja też się boję. Ale nie mogę żyć tylko strachem.

Przez kolejne tygodnie próbowałyśmy znaleźć nowy rytm życia. Ja spotykałam się z Andrzejem, Zosia powoli oswajała się z myślą, że jej mama może być szczęśliwa nie tylko jako matka.

Aż pewnego dnia zadzwonił Marek – mój były mąż.

– Aniu… słyszałem, że masz kogoś nowego – powiedział chłodno przez telefon.

Zamarłam.

– To nie twoja sprawa – odpowiedziałam ostrożnie.

Westchnął ciężko.

– Wiem… ale Zosia do mnie dzwoniła. Jest rozbita. Może powinnaś trochę zwolnić?

Poczułam wściekłość i bezsilność jednocześnie.

– Przez lata byłam sama! Teraz chcę spróbować być szczęśliwa!

Rozłączyłam się bez słowa pożegnania. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Czy naprawdę robię coś złego? Czy mam prawo do własnego życia?

Następnego dnia Andrzej przyszedł do mnie z bukietem tulipanów.

– Wyglądasz na zmęczoną – zauważył troskliwie.

Opowiedziałam mu o rozmowie z Markiem i o tym, jak bardzo czuję się winna wobec Zosi.

Andrzej ujął moją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy:

– Aniu… życie jest jedno. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Te słowa zostały ze mną na długo. Postanowiłam porozmawiać szczerze z córką jeszcze raz.

Wieczorem usiadłyśmy razem na kanapie.

– Zosiu… wiem, że to dla ciebie trudne. Ale ja też mam prawo być szczęśliwa. Chcę spróbować jeszcze raz pokochać kogoś…

Zosia spojrzała na mnie ze łzami w oczach:

– Przepraszam, mamo… Po prostu boję się cię stracić.

Przytuliłyśmy się mocno i płakałyśmy obie długo w milczeniu.

Od tamtej pory było już tylko lepiej. Zosia zaprzyjaźniła się z Andrzejem, a ja pierwszy raz od lat poczułam spokój w sercu.

Czasem zastanawiam się: ile odwagi potrzeba, żeby zacząć wszystko od nowa? Czy naprawdę mamy prawo do szczęścia bez względu na wiek? Może warto czasem posłuchać serca… Nawet jeśli bije ono trochę wolniej niż kiedyś.