Droga teściowo, zapraszam na nasz rozwód!

— Jesteś sam? — głos mojej teściowej, Teresy Janiak, rozbrzmiał w korytarzu, zanim jeszcze zdążyłem zamknąć drzwi. Stała w progu naszego mieszkania w Poznaniu, z oczami szeroko otwartymi ze zdziwienia i niepokoju.

— No tak… — odpowiedziałem, zaskoczony jej nagłym najściem. — A gdzie Kinga?! Już poszła? To koniec? — jej głos drżał, a ja poczułem, jak narasta we mnie irytacja.

— Mamo, o co ci chodzi? — zapytałem, próbując zachować spokój.

— Tomek, nie udawaj! Wiem, że się kłóciliście! Kinga do mnie dzwoniła cała we łzach! — Teresa weszła do środka bez zaproszenia, jakby to było jej własne mieszkanie. — Co jej zrobiłeś?!

Zacisnąłem pięści. To był kolejny raz, kiedy moja teściowa wtrącała się w nasze sprawy. Od początku naszego małżeństwa czułem się jak gość we własnym domu. Teresa miała klucz do mieszkania „na wszelki wypadek”, ale korzystała z niego zbyt często. Zawsze wiedziała lepiej: jak powinniśmy urządzić salon, co powinniśmy jeść na obiad, kiedy powinniśmy mieć dzieci.

— Nic jej nie zrobiłem! — odpowiedziałem ostrzej, niż zamierzałem. — Po prostu… pokłóciliśmy się. Jak każdy.

— Ty nigdy jej nie rozumiałeś! — syknęła Teresa. — Kinga jest delikatna! Ty tylko myślisz o sobie!

Poczułem, jak narasta we mnie bezsilność. Przez chwilę miałem ochotę wykrzyczeć jej wszystko: że to przez nią nie mamy spokoju, że przez jej ciągłe wizyty i komentarze nie potrafimy z Kingą rozmawiać jak dwoje dorosłych ludzi.

Ale nie powiedziałem nic. Zamiast tego usiadłem na kanapie i schowałem twarz w dłoniach.

— Tomek… — usłyszałem cichszy głos Teresy. — Ja tylko chcę dla was dobrze. Kinga jest moją jedyną córką…

Wtedy zadzwonił telefon. To była Kinga.

— Tomek, musimy porozmawiać — powiedziała przez łzy. — Nie mogę już tak żyć. Albo coś się zmieni… albo to koniec.

Serce mi zamarło. Wiedziałem, że to nie jest pierwszy raz, kiedy słyszę takie słowa. Ale tym razem zabrzmiały inaczej — jakby naprawdę miała odejść.

— Kinga… proszę cię…

— Nie! — przerwała mi. — Mama ma rację. Ty nigdy mnie nie słuchasz! Wszystko musi być po twojemu!

Chciałem zaprzeczyć, ale zabrakło mi słów. Czy naprawdę byłem taki? Czy to możliwe, że przez lata nie zauważałem własnych błędów?

Po rozmowie długo siedziałem w ciszy. Teresa krzątała się po kuchni, jakby chciała pokazać, że to ona tu rządzi. W końcu wyszła bez słowa.

Następnego dnia wróciłem z pracy wcześniej niż zwykle. W mieszkaniu panowała cisza. Na stole leżała kartka: „Tomek, wyjeżdżam do mamy na kilka dni. Muszę przemyśleć wszystko. Kinga”.

Przez kolejne dni czułem się jak cień samego siebie. Próbowałem dzwonić do Kingi, pisałem wiadomości — bez odpowiedzi. Teresa odebrała raz:

— Daj jej spokój! Ona musi odpocząć od ciebie!

W pracy byłem rozkojarzony, popełniałem błędy. Koledzy pytali, co się dzieje, ale nie miałem siły tłumaczyć.

Po tygodniu Kinga wróciła tylko po swoje rzeczy. Nie chciała ze mną rozmawiać. Stała w przedpokoju z walizką i spuszczonym wzrokiem.

— Kinga… proszę cię…

— Tomek, ja już podjęłam decyzję — powiedziała cicho. — To nie twoja wina… albo nie tylko twoja. Po prostu… nie potrafimy być razem. Za dużo ludzi miesza się w nasze życie.

Chciałem ją zatrzymać, ale wiedziałem, że to bez sensu.

Wieczorem zadzwoniła Teresa.

— Tomek… chciałam ci powiedzieć…

— Co? Że jesteś szczęśliwa? Że wygrałaś? — przerwałem jej z goryczą.

— Nie o to chodzi… Ja naprawdę chciałam dobrze…

— Ale wyszło jak zawsze — odpowiedziałem i odłożyłem słuchawkę.

Kilka tygodni później dostałem pozew o rozwód. Na pierwszą rozprawę przyszliśmy razem z Kingą i… z Teresą. Sędzia spojrzał na nas zdziwiony:

— Czy pani jest stroną w tej sprawie?

Teresa zaczerwieniła się i usiadła obok Kingi.

Podczas rozprawy padło wiele gorzkich słów. Oboje byliśmy zmęczeni i rozczarowani sobą nawzajem. Ale najbardziej bolało mnie to, że nigdy nie byliśmy tylko we dwoje — zawsze ktoś trzeci stał między nami.

Po rozwodzie długo nie mogłem dojść do siebie. Mieszkanie wydawało się puste i obce. Czasem łapałem się na tym, że nasłuchuję kroków Kingi albo dźwięku klucza w drzwiach.

Teraz wiem jedno: czasem największym wrogiem miłości jest rodzina, która chce dla nas „dobrze”.

Czy można było temu zapobiec? Czy gdybym postawił granice wcześniej, wszystko potoczyłoby się inaczej? Może czasem trzeba mieć odwagę powiedzieć „dość” – nawet najbliższym.