Kiedy córka powierzyła mi wnuka: Sekrety, które rozdarły naszą rodzinę
– Mamo, musisz mi pomóc. – Głos Marty drżał, jakby zaraz miała się rozpłakać. – Muszę jechać do szpitala. Szymek zostaje u ciebie na kilka dni. Proszę, nie pytaj teraz o nic.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam w słuchawce tylko cichy szloch i trzask drzwi. Stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Szymek siedział przy stole, bawiąc się klockami Lego, nieświadomy burzy, która właśnie przetoczyła się przez nasz dom.
Nie wiedziałam, co się dzieje. Marta nigdy nie prosiła mnie o pomoc w taki sposób. Zawsze była samodzielna, czasem aż za bardzo. Odkąd jej mąż, Tomek, wyjechał do pracy do Niemiec, radziła sobie sama z domem i dzieckiem. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Pierwsza noc minęła niespokojnie. Szymek płakał przez sen, wołał mamę. Próbowałam go uspokoić, głaskałam po głowie, ale czułam się bezradna. Sama nie mogłam zasnąć. Myśli kłębiły mi się w głowie: co się stało? Czy Marta jest chora? Czy Tomek wrócił? Czy coś się stało Szymkowi?
Rano zadzwoniłam do Marty, ale nie odbierała. Wysłałam jej wiadomość: „Daj znać, jak będziesz mogła”. Odpowiedziała dopiero po kilku godzinach: „Jestem zajęta. Wszystko w porządku z Szymkiem?”
Odpisałam, że tak, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś ukrywa.
Drugiego dnia Szymek był cichy i zamyślony. W pewnym momencie podszedł do mnie i zapytał:
– Babciu, a mama wróci?
– Oczywiście, kochanie – odpowiedziałam, choć sama nie byłam tego taka pewna.
Po południu przyszła sąsiadka, pani Zosia. Przyniosła ciasto i usiadła ze mną przy stole.
– Coś się dzieje u Marty – zaczęła szeptem. – Widziałam ją wczoraj wieczorem na klatce schodowej. Płakała.
Zrobiło mi się zimno. Zawsze myślałam, że znam swoją córkę na wylot. Ale teraz miałam wrażenie, że jest dla mnie zupełnie obca.
Wieczorem Szymek bawił się w swoim pokoju. Sprzątałam po kolacji, gdy nagle usłyszałam cichy płacz. Weszłam do niego i zobaczyłam, jak tuli do siebie pluszowego misia.
– Babciu… – szepnął – czy tata już nas nie kocha?
Zamarłam. Skąd takie pytanie? Uklękłam przy nim i przytuliłam go mocno.
– Tata cię bardzo kocha. Po prostu musi być teraz daleko.
Szymek spojrzał na mnie dużymi oczami pełnymi łez.
– Mama mówiła, że tata już nie wróci…
Serce mi zamarło. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
– Kochanie… czasem dorośli mają trudne sprawy do załatwienia…
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Sama nie rozumiałam sytuacji.
Następnego dnia znalazłam w torebce Marty kartkę z adresem i krótką notatką: „Nie mów nikomu”. Adres był z innej dzielnicy miasta. Coś mnie tknęło – postanowiłam tam pojechać.
Zostawiłam Szymka pod opieką sąsiadki i pojechałam pod wskazany adres. Było to stare blokowisko na Pradze. Weszłam na klatkę schodową i zadzwoniłam pod wskazany numer mieszkania.
Drzwi otworzyła młoda kobieta o ciemnych włosach.
– Dzień dobry… Szukam Marty Nowak.
Kobieta spojrzała na mnie zaskoczona.
– Marta tu mieszka… ale teraz jej nie ma. Kim pani jest?
– Jestem jej matką.
Kobieta zawahała się przez chwilę, po czym zaprosiła mnie do środka.
– Marta wynajmuje u mnie pokój od dwóch tygodni…
Poczułam, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
– Ale przecież ona ma dom… męża… dziecko…
Kobieta spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Często płacze wieczorami. Mówiła coś o tym, że musi zacząć wszystko od nowa…
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Nie wiedziałam już nic. Dlaczego Marta uciekła z własnego domu? Co się stało między nią a Tomkiem?
Wieczorem zadzwonił Tomek.
– Dzień dobry, mamo – powiedział cicho. – Czy Marta jest u pani?
– Nie… zostawiła Szymka i pojechała gdzieś… Tomek, co się dzieje?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Marta… Marta dowiedziała się o moim romansie – wyszeptał w końcu. – Chciałem wszystko naprawić… ale ona już nie chce ze mną rozmawiać.
Poczułam gniew i bezsilność jednocześnie.
– Jak mogłeś to zrobić?! Przecież macie dziecko!
– Wiem… żałuję… Ale to już chyba koniec…
Odstawiłam telefon i usiadłam ciężko na krześle. Przez lata myślałam, że nasza rodzina jest silna, że przetrwamy wszystko. A teraz wszystko rozsypało się jak domek z kart.
Szymek patrzył na mnie pytająco.
– Babciu… czy mama wróci?
Przytuliłam go mocno i poczułam łzy spływające po policzkach.
Następnego dnia Marta zadzwoniła do mnie pierwszy raz od kilku dni.
– Mamo… muszę ci coś powiedzieć – zaczęła cicho. – Tomek mnie zdradził. Nie mogę już tam wrócić… Nie chcę żyć w kłamstwie.
– A Szymek? On potrzebuje obojga rodziców!
– Wiem… ale ja już nie mam siły walczyć. Proszę cię tylko o jedno: nie mów mu prawdy. Niech myśli, że tata wyjechał do pracy.
Zgodziłam się – choć serce mi pękało na myśl o tym kłamstwie.
Przez kolejne dni żyliśmy jak w zawieszeniu. Szymek coraz częściej pytał o mamę i tatę. Ja starałam się być dla niego wszystkim: matką, babcią i przyjaciółką. Ale nocami płakałam w poduszkę ze strachu przed przyszłością.
W końcu Marta wróciła po syna. Była blada i wychudzona, ale w oczach miała determinację.
– Zabieram Szymka do siebie – powiedziała stanowczo. – Musimy zacząć nowe życie.
Próbowałam ją przekonać, żeby została jeszcze kilka dni, żebyśmy porozmawiały spokojnie o wszystkim. Ale ona była nieugięta.
– Mamo… ja już nie chcę wracać do przeszłości. Muszę zadbać o siebie i o syna.
Patrzyłam za nimi przez okno, gdy wychodzili z klatki schodowej. Szymek odwrócił się jeszcze raz i pomachał mi ręką. Poczułam pustkę tak wielką, jakiej nigdy wcześniej nie znałam.
Od tamtej pory minęło kilka miesięcy. Marta rzadko dzwoni. Szymka widuję tylko od święta. Nasza rodzina rozpadła się na kawałki i nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się ją posklejać.
Czasem siedzę wieczorami przy kuchennym stole i pytam samą siebie: czy naprawdę znam tych, których kocham najbardziej? Czy można przebaczyć zdradę? A może czasem lepiej odejść i zacząć wszystko od nowa?
Czy wy też mieliście kiedyś poczucie, że wasza rodzina to tylko iluzja? Jak poradziliście sobie z prawdą?