Moja bratowa coraz bardziej się rozzuchwalała: odmówiła opieki nad babcią i zaniedbywała domowe obowiązki

— Nie zamierzam już dłużej tego robić! — głos Anety odbił się echem po kuchni, gdy rzuciła ścierkę na blat. Stałam w progu, ściskając w dłoni kubek z herbatą, i patrzyłam, jak jej twarz czerwienieje z gniewu. Michał, mój brat, siedział przy stole, wpatrzony w blat, jakby szukał tam odpowiedzi na pytania, których nie miał odwagi zadać na głos.

Od kilku miesięcy wszystko w naszym domu było inne. Babcia, nasza ukochana Zofia, po udarze potrzebowała stałej opieki. Rodzice już nie żyli, a ja, jako starsza siostra, czułam się odpowiedzialna za rodzinę. Michał odziedziczył dom po babci, bo tak zapisała w testamencie. Ja z kolei dostałam wsparcie od rodziców przy zakupie mieszkania, co wydawało się sprawiedliwe. Przez lata trzymaliśmy się razem, pomagaliśmy sobie, dzieliliśmy obowiązki. Ale odkąd Michał ożenił się z Anetą, wszystko zaczęło się sypać.

Aneta była piękna, pewna siebie i… wymagająca. Na początku wydawało mi się, że wniesie do naszej rodziny nową energię. Jednak szybko okazało się, że jej priorytety są zupełnie inne niż nasze. Nie chciała zajmować się babcią, twierdziła, że to nie jej obowiązek. — To nie moja rodzina — powtarzała, gdy prosiłam ją o pomoc. — Mam własne życie, własne plany. Nie będę poświęcać się dla kogoś, kogo ledwo znam.

Początkowo próbowałam ją zrozumieć. Może rzeczywiście nie była gotowa na taką odpowiedzialność? Ale z każdym tygodniem widziałam, jak coraz bardziej dystansuje się od wszystkich domowych spraw. Michał, zakochany po uszy, próbował ją tłumaczyć. — Daj jej czas, Ola — mówił. — Ona się przyzwyczai. To dla niej nowa sytuacja.

Ale czas mijał, a Aneta stawała się coraz bardziej roszczeniowa. Przestała gotować obiady, nie sprzątała, nie robiła zakupów. Michał wracał z pracy zmęczony, a w domu panował chaos. Babcia coraz częściej płakała, czując się niechciana i ciężarem dla wszystkich. Ja, choć miałam własne życie i rodzinę, codziennie po pracy przyjeżdżałam do nich, by pomóc. Czułam, że nie mogę zostawić babci samej z Anetą.

Pewnego dnia, gdy weszłam do domu Michała, usłyszałam podniesione głosy. — Nie będę niańką twojej babci! — krzyczała Aneta. — Mam dosyć tego domu, tej atmosfery, tych wiecznych pretensji! Michał próbował ją uspokoić, ale był bezradny. — Aneta, proszę cię, to tylko na jakiś czas. Ola pomaga, ja też się staram. Nie możemy zostawić babci samej.

— To niech Ola ją zabierze do siebie! — wybuchła Aneta. — Przecież ma większe mieszkanie, dzieci już duże, poradzi sobie. Ja chcę żyć normalnie, a nie być służącą!

Zamarłam. Przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. W końcu weszłam do kuchni i spojrzałam jej prosto w oczy. — Aneta, babcia całe życie poświęciła dla nas. To dzięki niej mamy ten dom, Michał ma gdzie mieszkać. Czy naprawdę tak trudno ci okazać jej trochę serca?

Spojrzała na mnie z pogardą. — Łatwo ci mówić, bo nie mieszkasz tu na co dzień. Przyjeżdżasz, pomagasz i wracasz do siebie. Ja muszę tu być cały czas. Mam dość.

Michał milczał. Widziałam, jak bardzo jest rozdarty. Z jednej strony kochał babcię, z drugiej — nie chciał stracić żony. Ja czułam się bezsilna. Każda rozmowa kończyła się kłótnią, a atmosfera w domu stawała się coraz bardziej napięta.

Zaczęłam zauważać, że Aneta coraz częściej wychodzi wieczorami, wraca późno, czasem nawet nie nocuje w domu. Michał tłumaczył to spotkaniami z koleżankami, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak. Babcia była coraz bardziej przygnębiona, a ja coraz częściej zastanawiałam się, czy nie powinnam zabrać jej do siebie.

Pewnego wieczoru, gdy siedziałam z babcią w jej pokoju, powiedziała cicho: — Olu, nie chcę być ciężarem. Może rzeczywiście powinnam się wyprowadzić?

Ścisnęło mnie w gardle. — Babciu, nie mów tak. Jesteś dla nas najważniejsza. To twój dom.

— Ale nie dla wszystkich — westchnęła smutno.

Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Rozmawiałam z mężem, Pawłem. — Może rzeczywiście powinniśmy zabrać babcię do siebie? — zapytałam niepewnie. — Wiem, że to będzie trudne, ale nie mogę patrzeć, jak cierpi.

Paweł objął mnie ramieniem. — Jeśli czujesz, że tak trzeba, zrobimy to. Ale porozmawiaj najpierw z Michałem. To jego dom, jego odpowiedzialność.

Następnego dnia pojechałam do Michała. Siedzieliśmy w salonie, a Aneta demonstracyjnie wyszła do drugiego pokoju. — Michał, musimy coś zrobić. Babcia nie może tak żyć. Jeśli nie chcecie się nią zajmować, zabiorę ją do siebie. Ale musisz podjąć decyzję.

Michał spuścił głowę. — Wiem, Ola. Przepraszam cię za wszystko. Nie tak to sobie wyobrażałem. Myślałem, że Aneta się zmieni, że zrozumie… Ale ona nie chce. Ja już nie wiem, co robić. Boję się, że jeśli postawię sprawę na ostrzu noża, odejdzie.

— A jeśli nie postawisz, stracisz babcię. I mnie — powiedziałam cicho.

Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. W końcu Michał westchnął. — Daj mi jeszcze kilka dni. Porozmawiam z Anetą. Może uda się coś zmienić.

Ale nic się nie zmieniło. Aneta była coraz bardziej nieobecna, coraz bardziej obca. Michał zamknął się w sobie, unikał rozmów. Babcia coraz częściej chorowała, a ja czułam, że nie mogę już dłużej czekać.

Pewnego ranka spakowałam rzeczy babci i zabrałam ją do siebie. Michał nawet nie wyszedł z pokoju, gdy wychodziłyśmy. Aneta patrzyła na nas z ulgą, jakby pozbywała się ciężaru.

Minęły tygodnie. Babcia powoli odzyskiwała spokój, a ja czułam, że zrobiłam to, co należało. Michał dzwonił rzadko, rozmowy były krótkie, pełne niezręczności. Aneta podobno wyprowadziła się do matki. Dom po babci stał pusty.

Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była bardziej walczyć o naszą rodzinę? Czy można zmusić kogoś do miłości i odpowiedzialności? A może czasem trzeba po prostu pozwolić odejść tym, którzy nie chcą być częścią naszego życia? Co wy byście zrobili na moim miejscu?