Powrót do kawiarni na rogu: historia o miłości, stracie i przebaczeniu
Po latach weszłam do tej samej kawiarni na rogu. Pachniało tak samo jak kiedyś: mieszanką kawy, cynamonu i odrobiną dymu papierosowego, który osiadł w starych fotelach. Było w tym coś znajomego, jakby czas się cofnął. Zajęłam miejsce przy oknie i dopiero wtedy zauważyłam, że przy stoliku obok siedzi mężczyzna, którego kiedyś kochałam do szaleństwa. Serce zabiło mi mocniej, jakby chciało wyrwać się z piersi i uciec z tego miejsca, zanim zdążę się rozpaść.
Michał. Jego imię rozbrzmiało w mojej głowie jak echo dawnych dni. Siedział pochylony nad filiżanką espresso, bawiąc się łyżeczką, zupełnie nieświadomy mojej obecności. Przez chwilę miałam ochotę wstać i wybiec na ulicę, ale coś mnie powstrzymało. Może ciekawość, może tęsknota za tym, co utraciłam. Może po prostu chciałam się przekonać, czy to wszystko było prawdziwe.
Kelnerka podeszła do mnie z uśmiechem. „Jak zwykle cappuccino?” zapytała cicho, a ja skinęłam głową. Nawet ona się nie zmieniła – te same rude włosy spięte w niedbały kok, te same zmęczone oczy. Przez chwilę poczułam się jak dwadzieścia lat temu, kiedy przychodziłam tu z Michałem po zajęciach na uniwersytecie.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zastanawiałam się, czy mnie poznał. Czy pamięta tamte wieczory, kiedy śmialiśmy się do łez, planując wspólne życie? Czy pamięta nasze kłótnie o głupoty i to jedno słowo za dużo, które wszystko zniszczyło?
Nagle Michał podniósł głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Przez sekundę widziałam w jego oczach ten sam błysk, który kiedyś sprawiał, że świat stawał się lepszy. Uśmiechnął się niepewnie.
– Anka? – zapytał cicho.
– Cześć – odpowiedziałam, czując jak głos więźnie mi w gardle.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. On patrzył na mnie z niedowierzaniem, ja próbowałam zebrać myśli. W końcu odważyłam się zapytać:
– Co tu robisz?
Wzruszył ramionami.
– Czasem tu przychodzę. Wiesz… żeby sobie przypomnieć.
Zrobiło mi się ciepło na sercu i jednocześnie poczułam ukłucie żalu. Ile razy sama tu wracałam? Ile razy próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego wszystko się rozpadło?
– Myślałem o tobie – powiedział nagle Michał. – O nas.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na ekran – mama. Westchnęłam ciężko. Odkąd tata odszedł do innej kobiety, mama nie radziła sobie z samotnością i całą swoją frustrację przelewała na mnie. Zawsze byłam tą odpowiedzialną, tą „grzeczną córką”, która nigdy nie powinna zawieść.
– Muszę odebrać – mruknęłam przepraszająco i wyszłam na zewnątrz.
– Aniu! Gdzie jesteś? – głos mamy był spięty jak zawsze.
– W mieście, załatwiam sprawy – skłamałam.
– Mogłabyś wpaść po zakupy? I nie zapomnij o lekach dla babci!
– Dobrze, mamo – odpowiedziałam automatycznie.
Rozłączyłam się i przez chwilę stałam na chodniku, próbując złapać oddech. Zawsze tak było – najpierw inni, potem ja. Moje życie podporządkowane potrzebom rodziny. Może dlatego wtedy uciekłam od Michała? Może dlatego nie potrafiłam zawalczyć o siebie?
Wróciłam do środka. Michał patrzył na mnie pytająco.
– Wszystko w porządku?
Skinęłam głową, choć miałam ochotę krzyczeć.
– Przepraszam… – zaczęłam niepewnie. – Wiem, że wtedy… że cię zraniłam.
Michał odsunął filiżankę i spojrzał mi prosto w oczy.
– Anka, oboje popełniliśmy błędy. Ja też nie byłem święty. Pamiętasz tamten wieczór?
Pamiętałam aż za dobrze. Awantura o moją rodzinę, o to, że zawsze musiałam być „na zawołanie”. Michał chciał wyjechać do Warszawy za pracą, a ja nie potrafiłam zostawić mamy samej z babcią i młodszym bratem.
– Nie mogłam wtedy…
– Wiem – przerwał mi łagodnie. – Ale czasem myślę, co by było, gdybyśmy wtedy spróbowali jeszcze raz.
Zamilkliśmy oboje. W powietrzu wisiały niewypowiedziane słowa i żal za straconymi szansami.
Nagle Michał wyciągnął rękę i dotknął mojej dłoni.
– Anka… Życie jest krótkie. Może powinniśmy przestać żałować tego, co było?
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
– A jeśli już za późno?
Uśmiechnął się smutno.
– Nigdy nie jest za późno na rozmowę.
W tej chwili poczułam ciężar wszystkich lat spędzonych na spełnianiu cudzych oczekiwań. Przypomniały mi się wszystkie noce spędzone przy łóżku chorej babci, wszystkie kłótnie z mamą o to, że „nie mam prawa być szczęśliwa”, dopóki ona cierpi po zdradzie taty. Przypomniały mi się też chwile z Michałem: pierwsze pocałunki pod parasolem w deszczu, wspólne plany o własnym mieszkaniu i dzieciach…
– Michał… Ja już nie wiem, kim jestem bez tych wszystkich obowiązków – wyszeptałam drżącym głosem.
Patrzył na mnie długo.
– Może czas się tego dowiedzieć?
Wyszedł pierwszy. Zostawił mi swój numer telefonu na serwetce i cichy szept: „Zadzwoń, jeśli będziesz gotowa”.
Siedziałam jeszcze długo przy oknie, patrząc na ludzi spieszących się gdzieś w deszczu. W głowie kłębiły mi się pytania: czy mam prawo być szczęśliwa? Czy mogę wybrać siebie bez poczucia winy wobec rodziny? Czy można naprawić to, co zostało roztrzaskane przez lata milczenia i żalu?
Może każdy z nas ma swoją kawiarnię na rogu – miejsce, do którego wraca po odpowiedzi na najważniejsze pytania życia? A może czasem wystarczy odważyć się zrobić pierwszy krok…