Zaparzyłam herbatę, bo kiedy świat zaczyna przeciekać…

Zaparzyłam herbatę, bo kiedy świat zaczyna przeciekać, człowiek odruchowo łata go wrzątkiem. On stał oparty o framugę, jakby właśnie wrócił z biegania, a nie z decyzji, która przewraca dom. Mówił spokojnie, jak się mówi o zmianie planów na weekend.

– Zakochałem się. Nie chcę cię okłamywać. Nie potrafię tego zatrzymać.

Każde słowo szczelnie dopasowane, żadnych przymiotników, żadnych zbędnych ozdobników. Tylko fakty. Jakby mówił o pogodzie: „Pada deszcz”.

Patrzyłam na niego przez parę unoszącą się znad kubka. Herbata była gorąca, parzyła w dłonie. Chciałam, żeby bolało bardziej niż to, co właśnie usłyszałam.

– W kim? – zapytałam cicho, choć przecież odpowiedź nie miała znaczenia. Czy to była ta nowa z pracy, ta z działu marketingu, co zawsze śmiała się za głośno na firmowych wigiliach? Czy może ktoś zupełnie inny? Może nawet nie znałam jej imienia.

– W Magdzie – odpowiedział. – Przepraszam.

Magda. Oczywiście. Zawsze była gdzieś obok. Pomagała przy remoncie kuchni, przynosiła ciasto na imieniny. Ufałam jej. Ufałam jemu.

W kuchni pachniało cytryną i kurzem. Zegar tykał głośniej niż zwykle. Słychać było nawet szum ulicy za oknem, jakby świat chciał się upewnić, że jeszcze tu jestem.

– I co teraz? – zapytałam, bo trzeba było coś powiedzieć.

– Nie wiem – odpowiedział. – Chcę być uczciwy. Nie chcę cię ranić bardziej niż muszę.

Zaśmiałam się krótko i gorzko.

– Trochę za późno na to.

Wyszedł z kuchni, zostawiając mnie z herbatą i ciszą. Słyszałam, jak zamyka się w łazience. Może płakał? Może po prostu mył ręce? Nie wiem.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. On wychodził do pracy wcześniej niż zwykle, wracał później. Ja udawałam, że nie widzę nowych wiadomości na jego telefonie, że nie czuję innego zapachu perfum na jego koszuli.

Nasza córka, Zosia, miała wtedy czternaście lat. Siedziała w swoim pokoju, słuchała muzyki i pisała coś w zeszycie. Czasem patrzyła na mnie pytająco, ale nie pytała wprost. Wiedziała już za dużo jak na swój wiek.

Pewnego wieczoru usiadła obok mnie na kanapie.

– Mamo… Tata jest jakiś inny. Co się dzieje?

Nie umiałam odpowiedzieć. Przytuliłam ją mocno i poczułam jej łzy na ramieniu.

– Wszystko się zmieni? – spytała cicho.

– Nie wiem, kochanie – wyszeptałam. – Ale jestem tu z tobą.

Kiedy powiedzieliśmy jej razem o rozstaniu, płakała długo i bezgłośnie. Potem zamknęła się w swoim pokoju i przez dwa dni prawie nie wychodziła.

Moja mama przyjechała z Białegostoku zaraz po tym, jak zadzwoniłam do niej w środku nocy. Przywiozła słoik ogórków i ciasto drożdżowe z kruszonką.

– Dziecko… – powiedziała tylko i przytuliła mnie mocno.

W kuchni siedziałyśmy razem do późna. Mama mieszała herbatę łyżeczką i patrzyła przez okno na puste podwórko.

– Twój ojciec też miał romans – powiedziała nagle. – Ale został ze mną. Nie wiem, czy to było lepsze rozwiązanie.

Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Nigdy mi o tym nie mówiła.

– A ty? Przebaczyłaś mu?

Wzruszyła ramionami.

– Przebaczyłam sobie, że nie umiałam odejść.

Przez kolejne tygodnie uczyłam się żyć sama. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Koleżanki pytały o Andrzeja – „Co u twojego męża?”, „Jak tam wasza rocznica?” – a ja odpowiadałam półsłówkami.

Wieczorami chodziłam na długie spacery po osiedlu. Patrzyłam na światła w oknach innych mieszkań i zastanawiałam się, ile tam jest takich historii jak moja.

Pewnego dnia spotkałam Magdę na klatce schodowej. Stała z torbą zakupów i patrzyła na mnie niepewnie.

– Przepraszam… – zaczęła cicho.

Nie chciałam jej słuchać. Przeszłam obok niej bez słowa, ale potem długo płakałam w windzie.

Zosia zaczęła mieć problemy w szkole. Wychowawczyni zadzwoniła do mnie po raz pierwszy w życiu.

– Pani Aniu, Zosia jest zamknięta w sobie. Może warto porozmawiać z psychologiem?

Zgodziłam się bez wahania. Sama też zaczęłam chodzić na terapię. Na pierwszym spotkaniu terapeutka zapytała:

– Czego pani najbardziej żałuje?

Odpowiedź przyszła szybciej niż myślałam:

– Że nie zauważyłam wcześniej… Że ufałam za bardzo…

Ale czy można żyć bez zaufania?

Andrzej wyprowadził się do Magdy po dwóch miesiącach od tamtej rozmowy w kuchni. Zabrał tylko kilka rzeczy: książki o historii Polski, ulubiony kubek z napisem „Najlepszy tata”, stare zdjęcia z czasów studiów.

Zosia nie chciała jechać do niego przez pierwsze tygodnie. Potem zaczęła spędzać u niego weekendy – wracała cicha i zamyślona.

Pewnego dnia znalazłam jej list pod poduszką:

„Mamo,
Nie chcę wybierać między tobą a tatą. Chciałabym, żeby wszystko było jak dawniej, ale wiem, że już nie będzie. Kocham was oboje.”

Płakałam długo tej nocy. Potem usiadłam przy biurku i napisałam do niej list:

„Zosiu,
Nie musisz wybierać. Zawsze będziemy twoimi rodzicami.”

W pracy dostałam awans – paradoksalnie wtedy, gdy czułam się najmniej pewna siebie. Szefowa powiedziała:

– Aniu, jesteś silniejsza niż myślisz.

Może miała rację? Może właśnie teraz miałam szansę zacząć od nowa?

Czasem spotykam Andrzeja na ulicy – wygląda inaczej, jakby był młodszy o kilka lat. Magda trzyma go za rękę i śmieje się głośno – tak samo jak wtedy na firmowych wigiliach.

Nie czuję już złości ani żalu. Jest tylko smutek i cicha nadzieja, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa.

Wieczorami siadam przy oknie z kubkiem herbaty i patrzę na światła miasta. Zastanawiam się: ile kobiet przeżywa to samo co ja? Ile z nas potrafi jeszcze zaufać?

Czy można nauczyć się żyć od nowa po zdradzie? Czy serce naprawdę potrafi się zagoić?