Wziąłem ślub w wieku 21 lat. Potem poznałem Ją i wszystko się zmieniło: piękna, mądra, nieodparta. Zostawiłem żonę i zapomniałem o synu.
– Gdzie byłeś całą noc? – głos Magdy drżał, gdy wchodziłem do mieszkania, próbując nie patrzeć jej w oczy. W powietrzu unosił się zapach kawy, a na stole leżał rysunek naszego syna, Antosia. Miałem ochotę rzucić torbę i wyjść znowu, byle nie musieć odpowiadać. Ale nie mogłem. Przecież to była moja rodzina.
Wziąłem ślub, mając 21 lat. Magda była dziewczyną z sąsiedztwa – ładna, ale nie taka, za którą wszyscy się oglądają. Miała ciepły uśmiech, śmiała się z moich żartów i zawsze wiedziała, jak mnie uspokoić. Wydawało mi się, że to wystarczy. Że tak właśnie wygląda szczęście. Szybko pojawił się Antoś. Byłem dumny, gdy pierwszy raz wziąłem go na ręce. Przez chwilę czułem się jak ktoś ważny, jak mężczyzna, który ma cel. Ale potem przyszła codzienność.
Moi koledzy z uczelni imprezowali, jeździli na koncerty, wyjeżdżali w góry. Ja wracałem do domu, gdzie czekały pieluchy, płacz i zmęczona żona. Zazdrościłem im wolności, choć nie chciałem się do tego przyznać. Magda była coraz bardziej zmęczona, a ja coraz częściej uciekałem w pracę, w spotkania z kolegami, w samotność.
Wszystko zmieniło się pewnego wieczoru, gdy poszedłem na spotkanie absolwentów liceum. Tam poznałem ją – Paulinę. Miała długie, ciemne włosy, oczy jak z filmu i sposób mówienia, który sprawiał, że czułem się wyjątkowy. Była inteligentna, błyskotliwa, śmiała się z moich żartów, ale inaczej niż Magda – jej śmiech był jak muzyka. Rozmawialiśmy całą noc. Wróciłem do domu pijany od jej obecności, nie alkoholu.
Od tamtej pory nie mogłem przestać o niej myśleć. Pisaliśmy do siebie, spotykaliśmy się na kawę, potem na wino. Każde spotkanie było jak ucieczka z więzienia. Paulina mówiła o podróżach, o marzeniach, o tym, że życie jest za krótkie, by tkwić w czymś, co nie daje szczęścia. Patrzyłem na nią i czułem, że znów oddycham.
Magda zaczęła coś podejrzewać. – Czemu tak późno wracasz? – pytała, a ja kłamałem, że praca, że korki, że koledzy. Antoś coraz częściej patrzył na mnie z wyrzutem, jakby wiedział, że coś jest nie tak. Ale ja byłem już gdzie indziej.
Pewnego dnia Paulina powiedziała: – Albo ja, albo ona. Nie chcę być tą drugą.
Wróciłem do domu, patrzyłem na Magdę, która usypiała Antosia. Była zmęczona, miała cienie pod oczami, ale wciąż była tą samą dziewczyną, którą kiedyś pokochałem. Ale ja już nie potrafiłem jej kochać.
– Muszę ci coś powiedzieć – zacząłem, a głos mi się łamał. Magda spojrzała na mnie, jakby już wiedziała. – Zakochałem się w kimś innym.
Nie płakała. Po prostu wstała, wyszła do kuchni i zamknęła za sobą drzwi. Antoś spał, a ja siedziałem na kanapie, czując, jak wszystko się wali.
Wyprowadziłem się następnego dnia. Paulina czekała na mnie z otwartymi ramionami. Przez chwilę byłem szczęśliwy. Mieszkanie z nią było jak życie w filmie – kolacje przy świecach, wyjazdy nad morze, długie rozmowy nocą. Ale coś zaczęło mnie gryźć. Antoś dzwonił, chciał się spotkać, a ja zawsze miałem wymówkę. Paulina nie lubiła, gdy mówiłem o synu. – To twoja przeszłość – powtarzała. – Teraz masz mnie.
Mijały miesiące. Magda nie dzwoniła, nie pisała. Antoś przestał się odzywać. Zacząłem tęsknić. Paulina była coraz bardziej wymagająca, chciała, żebym był tylko dla niej. Kłóciliśmy się o drobiazgi, o to, że nie jestem taki, jakiego sobie wyobrażała. Pewnego dnia wróciłem do pustego mieszkania – Paulina wyjechała bez słowa. Zostałem sam.
Spróbowałem zadzwonić do Magdy. Nie odebrała. Pojechałem pod jej blok, patrzyłem, jak Antoś bawi się na podwórku z innymi dziećmi. Chciałem do niego podejść, ale nie miałem odwagi. Czułem się jak intruz we własnym życiu.
Dziś siedzę w kawiarni, patrzę na ludzi za oknem i zastanawiam się, gdzie popełniłem błąd. Czy można naprawić to, co się roztrzaskało? Czy syn kiedyś mi wybaczy? Czy Magda jeszcze pamięta, kim byłem, zanim wszystko zniszczyłem?