Portfel mojego męża, mój więzienny mur: Moja walka o wolność w lodowatym małżeństwie

– Iwona, gdzie są moje klucze? – głos Marka odbija się echem po kuchni, a ja czuję, jak moje serce kurczy się ze strachu. Stoję przy zlewie, dłonie mam mokre od zimnej wody, a w gardle rośnie mi gula. Klucze leżą na półce, dokładnie tam, gdzie zawsze. Ale wiem, że to nie o klucze chodzi. Nigdy nie chodzi o klucze.

Odkąd pamiętam, Marek kontrolował wszystko: rachunki, zakupy, nawet to, ile papieru toaletowego zużywam w tygodniu. Kiedyś śmiałam się z jego pedantyzmu, teraz wiem, że to była zapowiedź więzienia. Portfel Marka stał się moim więziennym murem – nie mam do niego dostępu, nie mam własnych pieniędzy. Nawet na kawę z koleżanką muszę prosić o kilka złotych i tłumaczyć się z każdego wydatku.

– Po co ci te dwadzieścia złotych? – pyta z ironią, kiedy próbuję wyjść z domu.
– Chciałam kupić sobie książkę…
– Książkę? Przecież masz internet. Po co ci książka?

Czuję się jak dziecko, które musi prosić o pozwolenie na każdy krok. Moja mama mówiła mi kiedyś: „Iwonka, kobieta powinna mieć swoje pieniądze”. Nie słuchałam jej. Wierzyłam w miłość i wspólne życie. Teraz wiem, że miłość nie powinna boleć.

Najgorsze są wieczory. Marek siada przed telewizorem z piwem w ręku, a ja krzątam się po kuchni, udając zajętą. Czasem próbuję zagaić rozmowę:
– Może pójdziemy jutro na spacer?
– Po co? Przecież masz wszystko w domu.

Mam wszystko – oprócz siebie. Z dnia na dzień coraz bardziej znikam. Przestałam malować paznokcie, bo Marek mówił, że to strata pieniędzy. Przestałam spotykać się z przyjaciółkami – „po co ci one, przecież masz rodzinę”. Nawet moja siostra przestała dzwonić, bo zawsze słyszała w słuchawce mój wymuszony śmiech.

Pamiętam dzień, kiedy wszystko się zaczęło. Byliśmy wtedy młodzi, zakochani. Marek był czuły, opiekuńczy. Po ślubie zaczął powoli przejmować kontrolę nad naszym życiem. Najpierw wspólne konto – „bo tak wygodniej”. Potem karta tylko na jego nazwisko – „bo przecież ja zarabiam więcej”. W końcu nawet zakupy spożywcze robił sam – „bo ty nie umiesz oszczędzać”.

Kiedy urodziła się nasza córka Ola, myślałam, że coś się zmieni. Że Marek zobaczy we mnie partnerkę, matkę swojego dziecka. Ale on widział tylko kolejną osobę do kontrolowania. Ola ma teraz dziesięć lat i coraz częściej patrzy na mnie tym samym smutnym wzrokiem, którym ja patrzę na siebie w lustrze.

Pewnego dnia Ola zapytała:
– Mamo, dlaczego tata nigdy nie pyta cię, czy jesteś szczęśliwa?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Jak powiedzieć dziecku, że jej mama jest więźniem we własnym domu?

Próbowałam rozmawiać z Markiem:
– Marek, czuję się… niewidzialna. Chciałabym mieć trochę własnych pieniędzy.
– Po co ci pieniądze? Przecież wszystko masz! Dach nad głową, jedzenie…
– Ale ja chcę mieć coś swojego…
– To sobie znajdź pracę! – rzucił z pogardą.

Próbowałam znaleźć pracę. Ale po tylu latach przerwy nikt nie chciał mnie zatrudnić. CV pełne luk, brak doświadczenia – kto zatrudni kobietę po czterdziestce? Marek tylko się śmiał:
– Widzisz? Mówiłem ci, że nic nie potrafisz.

Czasem myślę o ucieczce. O tym, żeby spakować walizkę i wyjechać do siostry do Krakowa. Ale potem patrzę na Olę i wiem, że nie mogę jej tego zrobić. Ona potrzebuje matki. A ja…? Ja potrzebuję wolności.

Najgorsze są święta. Wszyscy udają szczęśliwą rodzinę. Mama patrzy na mnie z troską:
– Iwonka, wszystko dobrze?
– Tak, mamo – kłamię jak zawsze.

Wieczorami płaczę po cichu w łazience. Boję się przyszłości. Boję się tego, że już zawsze będę tylko cieniem siebie.

Ostatnio zaczęłam pisać pamiętnik. To jedyna rzecz, która należy tylko do mnie. Chowam go pod poduszką i zapisuję każdą myśl:
„Dziś znów poprosiłam Marka o pieniądze na bilet autobusowy. Powiedział: 'Po co ci autobus? Przecież możesz iść pieszo.’ Czuję się jak żebrak.”

Czasem Ola przytula mnie mocno i mówi:
– Mamo, jesteś najdzielniejsza na świecie.
Wtedy chce mi się płakać jeszcze bardziej.

Nie wiem, jak długo wytrzymam w tym lodowatym małżeństwie. Czasem myślę o rozwodzie, ale boję się samotności i tego, co powiedzą ludzie. Boję się też Marka – jego zimnych oczu i słów ostrych jak nóż.

Ale wiem jedno: nie chcę już dłużej być więźniem portfela mojego męża. Chcę odzyskać siebie – choćby po kawałku.

Czy ktoś z Was też czuje się zamknięty w swoim domu? Czy naprawdę musimy wybierać między godnością a bezpieczeństwem? Może razem znajdziemy odpowiedź…