„Chcę się rozwieść.” – Sekunda, która rozbiła moje życie na kawałki
– Chcę się rozwieść.
Te trzy słowa rozbrzmiały w mojej głowie jak wystrzał. Stałam w kuchni, trzymając w ręku kubek z herbatą, kiedy Piotr wszedł do domu. Był zimny wieczór, a ja właśnie kończyłam rozmowę telefoniczną z naszą córką, Zosią, która nocowała u koleżanki. Piotr nawet nie zdjął kurtki. Spojrzał na mnie tym swoim obcym wzrokiem, jakby patrzył na kogoś zupełnie innego.
– Co ty mówisz? – zapytałam cicho, czując, jak serce wali mi w piersi.
– Nie mogę już tak dłużej. Przepraszam, Aniu. Próbowałem, ale… nie jestem szczęśliwy.
Zamarłam. Przez chwilę miałam nadzieję, że to jakiś żart. Ale Piotr nie żartował nigdy z takich rzeczy. Przez szesnaście lat byliśmy razem – razem budowaliśmy dom, razem wychowywaliśmy Zosię, razem przechodziliśmy przez wszystkie burze. A teraz miałam poczucie, że stoję na środku autostrady i właśnie uderzył mnie tir.
– To przez kogoś? – zapytałam, choć bałam się odpowiedzi.
Piotr spuścił wzrok. Milczał długo.
– Tak – powiedział w końcu. – Poznałem kogoś. Nie chciałem cię ranić, ale nie mogę już dłużej udawać.
Poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Przypomniały mi się słowa mojej mamy: „Nigdy nie pozwól, żeby ktoś inny decydował o twoim szczęściu.” Zawsze wydawało mi się, że to banał. Teraz zrozumiałam, jak bardzo się myliłam.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Zosia wróciła do domu i od razu wyczuła napiętą atmosferę. Miała czternaście lat i była bystra – nie dało się jej niczego ukryć.
– Mamo, co się dzieje? Czemu tata śpi na kanapie?
Nie wiedziałam, co jej powiedzieć. Jak wytłumaczyć dziecku, że świat, który znała od zawsze, właśnie się rozpada?
Wieczorem usiadłam z nią na łóżku.
– Zosiu… Tata i ja musimy porozmawiać. O nas. O naszej rodzinie.
Zosia spojrzała na mnie wielkimi oczami.
– Rozwodzicie się?
Łzy napłynęły mi do oczu. Przytuliłam ją mocno.
– Nie wiem jeszcze, kochanie. Ale cokolwiek się stanie, zawsze będziemy cię kochać.
Zosia zaczęła płakać. Poczułam się bezradna jak nigdy dotąd.
W pracy nie potrafiłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła moją nieobecność.
– Anka, co jest? Wyglądasz jakbyś nie spała od tygodnia.
Opowiedziałam jej wszystko przy kawie w kuchni biurowej. Kasia objęła mnie ramieniem.
– Wiesz co? Nie jesteś sama. Przeszłam przez to samo dwa lata temu. Myślałam, że się rozpadnę, ale… da się to przeżyć. Tylko musisz zadbać o siebie i o Zosię.
Wieczorami dzwoniłam do mamy. Słuchała mnie cierpliwie.
– Aniu, pamiętasz co ci mówiłam? Jesteś silniejsza niż myślisz. Nie pozwól mu odebrać ci godności.
Ale jak być silną, kiedy wszystko boli? Kiedy każda rzecz w domu przypomina wspólne chwile – zdjęcia na ścianie, kubki z napisem „Najlepsza rodzina”, nawet stara kanapa, na której Piotr teraz spał?
Pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu i zobaczyłam Piotra pakującego walizkę.
– Wyprowadzam się do Magdy – powiedział bez emocji.
Magda. Imię tej kobiety dźwięczało mi w uszach jak przekleństwo.
– A Zosia? Myślisz o niej w ogóle? – zapytałam przez łzy.
– Myślę! Ale nie mogę żyć w kłamstwie! – krzyknął Piotr pierwszy raz od lat.
Zosia weszła do przedpokoju i zobaczyła ojca z walizką.
– Tato… ty odchodzisz?
Piotr ukląkł przy niej i przytulił ją mocno.
– Kocham cię bardzo. To nie twoja wina.
Zosia wybiegła do swojego pokoju i zatrzasnęła drzwi. Ja zostałam sama na środku pustego mieszkania.
Przez kolejne tygodnie próbowałam jakoś żyć. Zosia zamknęła się w sobie – przestała rozmawiać ze mną i z ojcem. W szkole zaczęły się problemy: wagary, gorsze oceny. Dzwoniła wychowawczyni:
– Pani Aniu, Zosia jest bardzo zamknięta ostatnio. Może warto porozmawiać z psychologiem?
Nie chciałam tego robić – bałam się przyznać do porażki jako matka. Ale wiedziałam, że muszę działać.
Poszłyśmy razem do psychologa szkolnego. Zosia długo milczała podczas pierwszej wizyty. Dopiero po kilku spotkaniach zaczęła mówić o tym, jak bardzo boi się przyszłości bez taty w domu.
W międzyczasie Piotr próbował utrzymywać kontakt z córką, ale ona nie chciała go widzieć. Ja musiałam nauczyć się być matką i ojcem jednocześnie – gotować obiady, pomagać w lekcjach, rozmawiać o pierwszych zauroczeniach i złamanych sercach.
Pewnego wieczoru usiadłyśmy z Zosią przy stole i zaczęłyśmy rozmawiać o wszystkim – o jej lękach, o moich obawach, o tym, co nas czeka.
– Mamo… czy ty jeszcze kiedyś będziesz szczęśliwa?
Zaskoczyło mnie to pytanie. Spojrzałam na nią i poczułam ogromną falę miłości.
– Nie wiem, Zosiu. Ale wiem jedno: zrobię wszystko, żebyśmy obie były szczęśliwe na nowo.
Dziś mija pół roku od tamtej rozmowy w kuchni. Nadal boli – czasem bardziej niż jestem w stanie znieść. Ale nauczyłam się czegoś ważnego: nie można budować swojego życia wyłącznie na kimś innym. Trzeba znaleźć siłę w sobie i dla tych, których kochamy najbardziej.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy potrafię jeszcze zaufać? Czy można odbudować życie po zdradzie? Może wy też znacie ten ból? Jak sobie z nim radzicie?