Czy można wybaczyć mężowi, który wrócił po zdradzie?

— Mamo, ktoś puka do drzwi! — krzyknął Kuba, mój starszy syn, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Był piątkowy wieczór, dzieci odrabiały lekcje przy kuchennym stole, a ja właśnie kończyłam zmywać naczynia. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko sąsiadka, pani Zofia, która czasem wpadała pożyczyć cukier. Ale kiedy usłyszałam ten znajomy, nieco zbyt stanowczy sposób pukania, wiedziałam już, że to nie ona.

Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Michała. Stał tam, jakby czas się dla niego zatrzymał — ten sam płaszcz, ta sama mina, tylko oczy miał bardziej zmęczone. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. W końcu odezwał się cicho:

— Aniu, mogę wejść?

Nie odpowiedziałam od razu. Przez głowę przelatywały mi obrazy z ostatnich dwóch lat: jak płakałam nocami, jak tłumaczyłam dzieciom, że tata wyjechał, jak uczyłam się naprawiać cieknący kran i jak po raz pierwszy sama zawiozłam samochód do mechanika. W końcu skinęłam głową i wpuściłam go do środka.

Dzieci wbiegły do przedpokoju. Kuba zatrzymał się w pół kroku, a Zosia schowała się za moimi plecami. Michał uklęknął i rozłożył ramiona.

— Przepraszam was, dzieciaki. Bardzo was kocham. Tęskniłem za wami każdego dnia.

Kuba patrzył na niego z mieszaniną złości i tęsknoty. — Dlaczego nas zostawiłeś? — zapytał cicho.

Michał spuścił głowę. — Byłem głupi. Myślałem, że wiem, czego chcę, ale się myliłem. Bardzo was skrzywdziłem. Chciałbym to naprawić, jeśli mi pozwolicie.

Zosia zaczęła płakać. Przytuliłam ją mocno, czując, jak moje własne łzy napływają do oczu. Michał spojrzał na mnie błagalnie.

— Aniu, wiem, że nie zasługuję na drugą szansę, ale… nie umiem żyć bez was. Tamten świat, do którego uciekłem, okazał się pusty. Zrozumiałem, że rodzina to wszystko, co mam.

Usiedliśmy w kuchni. Dzieci poszły do swoich pokoi, a ja nalałam nam herbaty. Przez chwilę panowała niezręczna cisza. W końcu Michał zaczął mówić. Opowiadał o tym, jak poczuł się stary i niewidzialny, jak młodsza kobieta, z którą odszedł, dawała mu złudzenie nowego życia. Ale to wszystko było powierzchowne. Po kilku miesiącach zaczęły się kłótnie, a on coraz częściej myślał o nas. O mnie. O dzieciach. O tym, jak pachnie nasz dom, jak śmiejemy się razem przy stole.

— Wiem, że nie mogę cofnąć czasu — mówił, patrząc mi prosto w oczy. — Ale chcę spróbować to naprawić. Chcę być znowu częścią waszego życia. Jeśli mi pozwolisz.

Słuchałam go, ale w środku czułam tylko ból i gniew. Przypomniałam sobie, jak upokorzona czułam się, gdy sąsiedzi szeptali za moimi plecami. Jak musiałam tłumaczyć dzieciom, dlaczego tata nie przychodzi na ich urodziny. Jak bałam się, że już nigdy nie będę szczęśliwa. Przez dwa lata nauczyłam się być silna. Znalazłam nową pracę, zaczęłam chodzić na jogę, poznałam kilka nowych osób. Ale każdej nocy, gdy dzieci zasypiały, czułam pustkę, której nie potrafiłam wypełnić.

— Michał, nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć — powiedziałam w końcu. — Zraniłeś mnie tak bardzo, że czasem mam wrażenie, że już nie jestem tą samą osobą. Przez dwa lata budowałam siebie od nowa. Nie wiem, czy chcę wracać do tego, co było.

Michał spuścił głowę. — Rozumiem. Ale będę próbował. Chcę być blisko was, nawet jeśli już nigdy nie będziemy razem.

W kolejnych dniach Michał zaczął pojawiać się coraz częściej. Odbierał dzieci ze szkoły, pomagał im w lekcjach, zabierał na lody. Zosia powoli zaczęła się do niego przekonywać, ale Kuba długo nie chciał z nim rozmawiać. Ja sama czułam się rozdarta. Z jednej strony widziałam, jak dzieci potrzebują ojca. Z drugiej — bałam się, że znowu zostanę zraniona.

Pewnego wieczoru, gdy dzieci już spały, Michał przyszedł do mnie do kuchni. Usiadł naprzeciwko i długo milczał.

— Aniu, wiem, że nie masz powodu mi ufać. Ale chcę cię prosić o jedną rzecz. Pozwól mi być ojcem dla naszych dzieci. Nawet jeśli już nigdy nie będziemy razem, chcę, żeby wiedziały, że mogą na mnie liczyć.

Patrzyłam na niego i widziałam w jego oczach szczerość, ale też strach. Strach przed odrzuceniem, przed samotnością. Przez chwilę miałam ochotę go przytulić, ale powstrzymałam się. Zbyt wiele razy płakałam przez niego.

Minęły tygodnie. Michał starał się jak mógł, ale ja wciąż nie potrafiłam mu zaufać. Zaczęłam chodzić na terapię, żeby zrozumieć, czego naprawdę chcę. Rozmawiałam z przyjaciółkami, które miały podobne doświadczenia. Jedne mówiły: „Daj mu szansę, ludzie się zmieniają”. Inne: „Nie pozwól, żeby znowu cię zranił”. Każda rada tylko bardziej mnie mieszała.

Pewnego dnia, gdy wracałam z pracy, zobaczyłam Michała bawiącego się z dziećmi w parku. Śmiali się, rzucali piłką, a ja poczułam ukłucie zazdrości. Przez chwilę zapragnęłam, żeby wszystko było jak dawniej. Ale wiedziałam, że to niemożliwe. Nie jestem już tą samą Anią, którą byłam dwa lata temu. Teraz jestem silniejsza, bardziej niezależna. I nie wiem, czy potrafię znowu zaufać Michałowi.

Wieczorem usiedliśmy razem na ławce przed domem. Michał spojrzał na mnie poważnie.

— Aniu, wiem, że nie mogę żądać od ciebie wybaczenia. Ale chcę cię prosić o szansę. Nie dla mnie, ale dla nas wszystkich. Dla dzieci. Dla ciebie. Dla rodziny.

Patrzyłam na niego długo, czując, jak w środku walczą ze sobą miłość, żal i strach. Czy można wybaczyć komuś, kto tak bardzo zranił? Czy można zacząć wszystko od nowa, nie bojąc się, że historia się powtórzy?

Czasem myślę, że życie to nieustanne wybory między sercem a rozumem. Czy powinnam wybaczyć Michałowi? Czy jestem gotowa zaryzykować jeszcze raz? A może lepiej nauczyć się żyć na nowo, już bez niego? Co byście zrobili na moim miejscu?