„Druga żona już była, proszę wejść”: Jak zdrada mojego męża wyszła na jaw w szpitalu

– Druga żona już była, proszę wejść – powiedziała pielęgniarka, nie patrząc mi w oczy, tylko w ekran komputera. Zamarłam w progu, ściskając pasek torebki tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. W głowie dudniło mi tylko jedno słowo: „druga?”. Przecież jestem jedyną żoną Marka. Byłam pewna. Przez dwadzieścia dwa lata wspólnego życia nie przyszło mi do głowy, że mogłoby być inaczej.

– Przepraszam, czy pani do pana Marka Nowaka? – dopytała pielęgniarka, widząc moją minę.

– Tak… jestem jego żoną. – Głos mi zadrżał.

– No właśnie… Druga pani już była. – Wzruszyła ramionami i odwróciła się do papierów.

Weszłam na salę, czując jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Marek leżał blady, z kroplówką w ręce. Uśmiechnął się słabo, jakby nic się nie stało.

– Kochanie… – zaczęłam, ale głos ugrzązł mi w gardle. – Kto tu był przede mną?

Marek spojrzał na mnie zaskoczony, potem odwrócił wzrok. – To pewnie jakaś pomyłka…

Ale ja już wiedziałam. Znałam ten ton. Znałam te uniki. Przez lata tłumaczyłam sobie jego późne powroty z pracy, delegacje, tajemnicze telefony odbierane szeptem w łazience. „Pracuje ciężko dla nas” – powtarzałam sobie. „Jest zmęczony”.

Usiadłam na krześle obok łóżka i patrzyłam na niego długo, próbując zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. W głowie kłębiły mi się obrazy: nasz ślub w kościele św. Anny, narodziny naszej córki Oliwii, wspólne wakacje nad Bałtykiem… Czy to wszystko było kłamstwem?

– Marek, powiedz mi prawdę. Kto tu był? – zapytałam cicho.

Westchnął ciężko i zamknął oczy. – To nie jest dobry moment…

– Teraz albo nigdy! – podniosłam głos, czując jak łzy napływają mi do oczu.

Wtedy usłyszałam za plecami cichy szelest. Odwróciłam się i zobaczyłam kobietę w moim wieku, może trochę młodszą, z długimi ciemnymi włosami i wyraźnie podkrążonymi oczami. Stała niepewnie w drzwiach.

– Przepraszam… ja tylko chciałam zostawić mu rzeczy… – powiedziała cicho.

Spojrzałyśmy na siebie przez chwilę. W jej oczach zobaczyłam ten sam strach i tę samą niepewność, którą czułam ja.

– Ty jesteś…? – zaczęłam.

– Anna. – Skinęła głową. – Żona Marka.

Świat zawirował mi przed oczami. Poczułam się jak bohaterka taniego serialu. Chciałam krzyczeć, rzucić się na Marka z pięściami, ale nie miałam siły nawet wstać.

– Od jak dawna? – zapytałam drżącym głosem.

Anna spojrzała na Marka, potem na mnie. – Siedem lat.

Siedem lat! Siedem lat żyłam w kłamstwie. Siedem lat dzieliłam się swoim mężem z inną kobietą i nawet o tym nie wiedziałam.

Marek próbował coś tłumaczyć, ale nie słuchałam już jego słów. Wybiegłam z sali i zatrzymałam się dopiero na szpitalnym korytarzu. Oparłam się o zimną ścianę i pozwoliłam łzom płynąć.

Przez kolejne dni żyłam jak we śnie. Nie odbierałam telefonów od Marka ani od nikogo innego. Ola próbowała się do mnie dodzwonić, ale nie miałam siły jej tłumaczyć, co się stało. W końcu sama przyszła do domu.

– Mamo, co się dzieje? Czemu tata nie wraca? – zapytała zaniepokojona.

Usiadłyśmy razem przy kuchennym stole. Patrzyłam na jej młodą twarz i zastanawiałam się, jak jej powiedzieć prawdę.

– Tata… ma drugą rodzinę – powiedziałam w końcu cicho.

Ola patrzyła na mnie przez chwilę w milczeniu, potem wybuchła płaczem.

– Jak on mógł?! – krzyczała przez łzy. – Jak mógł nas tak oszukać?

Nie miałam odpowiedzi na jej pytania. Sama ich sobie zadawałam setki razy dziennie.

Wieczorami siedziałam sama w salonie i patrzyłam na zdjęcia z naszego ślubu. Próbowałam znaleźć jakieś znaki ostrzegawcze, coś co przeoczyłam. Ale wszystko wydawało się takie normalne…

Po tygodniu Marek przyszedł do domu po swoje rzeczy. Stał w progu z torbą sportową i patrzył na mnie błagalnie.

– Przepraszam… Nie chciałem cię skrzywdzić… To wszystko wymknęło się spod kontroli…

– Skrzywdziłeś nas obie – powiedziałam chłodno. – I naszą córkę też.

Nie odpowiedział. Wyszedł bez słowa.

Zostałyśmy z Olą same w naszym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Każdego dnia próbowałyśmy nauczyć się żyć od nowa. Bez Marka. Bez złudzeń.

Czasem zastanawiam się, czy mogłam coś zrobić inaczej. Czy powinnam wcześniej zauważyć sygnały? Czy to moja wina? Ale wiem jedno: nie zasłużyłyśmy na takie traktowanie.

Dziś patrzę w lustro i widzę kobietę silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Nadal boli, ale wiem już, że dam sobie radę.

Czy można jeszcze zaufać komuś po takim upokorzeniu? Czy da się odbudować życie od nowa po zdradzie najbliższej osoby? Może ktoś z was zna odpowiedź…