Dwie kawalerki zamiast jednego domu: Historia zdrady i rozczarowania

– Naprawdę to zrobiłeś? – mój głos drżał, a w oczach czułam piekące łzy. Stałam w kuchni, ściskając w dłoni akt notarialny, który przypadkiem znalazłam w jego torbie. Adam patrzył na mnie zaskoczony, jakby nie rozumiał powagi sytuacji. – O czym mówisz, Aniu? – próbował udawać niewinność, ale ja już wiedziałam wszystko.

Jeszcze tydzień temu śmialiśmy się razem, planując naszą przyszłość. Oboje pracowaliśmy ciężko, odkładaliśmy każdy grosz, żeby w końcu kupić własne mieszkanie. Marzyliśmy o dużym salonie z widokiem na park, o wspólnych śniadaniach w niedzielne poranki i o tym, że w końcu będziemy mieć swoje miejsce na ziemi. Tymczasem on… On kupił dwie kawalerki. Jedną dla nas, drugą dla swojej matki.

– Przecież to logiczne – powiedział cicho, jakby tłumaczył się przed dzieckiem. – Mama jest sama, nie mogłem jej zostawić w tamtym starym mieszkaniu.

– Ale dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej? Dlaczego nie zapytałeś mnie o zdanie? – głos mi się łamał. Czułam się zdradzona. To miała być nasza decyzja, nasz dom.

Adam spuścił wzrok. – Bałem się twojej reakcji. Wiedziałem, że nie będziesz zachwycona.

W tej chwili wszystko się we mnie przewróciło. Przez lata starałam się być dobrą żoną, wspierać go w trudnych chwilach, znosić humory jego matki, która nigdy mnie nie zaakceptowała. A teraz miałam mieszkać w kawalerce obok niej? Zamiast wspólnego domu – dwa małe mieszkania na jednym piętrze bloku z wielkiej płyty na Pradze.

Pamiętam pierwszą noc po przeprowadzce. Siedziałam na rozkładanej sofie, patrząc przez okno na szare podwórko. Adam spał już obok mnie, a ja nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: czy to naprawdę jest moje życie? Czy tak miało wyglądać moje małżeństwo?

Następnego dnia spotkałam się z Magdą, moją przyjaciółką od liceum. Siedziałyśmy w kawiarni przy Placu Zbawiciela. – Anka, musisz z nim porozmawiać szczerze – powiedziała stanowczo. – To nie jest normalne, że podejmuje takie decyzje za was oboje.

– Ale co mam zrobić? – zapytałam bezradnie. – On zawsze stawia matkę na pierwszym miejscu. Czuję się jak piąte koło u wozu.

Magda spojrzała na mnie ze współczuciem. – Musisz postawić granice. Inaczej zawsze będziesz na drugim planie.

Wieczorem próbowałam jeszcze raz porozmawiać z Adamem. – Czy ty naprawdę myślisz, że możemy być szczęśliwi w takich warunkach? Że będziemy rodziną, jeśli twoja mama będzie za ścianą?

Westchnął ciężko. – Aniu, nie rozumiesz… Ona jest sama na świecie. Nie mogę jej zostawić.

– A mnie możesz zostawić? Moje uczucia się nie liczą?

Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach cień zwątpienia. Ale zaraz potem zamknął się w sobie i wyszedł do drugiego pokoju.

Z dnia na dzień atmosfera robiła się coraz gęstsza. Jego matka, pani Halina, zaczęła wpadać do nas bez pukania. Przynosiła własne jedzenie, komentowała mój sposób gotowania („U mnie Adam nigdy nie narzekał na schabowe!”), a nawet krytykowała wystrój („Te zasłony są takie smutne…”). Czułam się jak intruz we własnym mieszkaniu.

Pewnego wieczoru usłyszałam przez ścianę ich rozmowę:
– Synku, ona cię nie rozumie. Ja bym nigdy cię tak nie potraktowała.
– Mamo, proszę cię…
– Widzisz? Nawet teraz musisz mnie prosić o spokój!

Łzy napłynęły mi do oczu. Wyszłam na klatkę schodową i długo siedziałam na zimnych schodach. Myślałam o tym, jak bardzo się zmieniło nasze życie przez jedną decyzję podjętą za moimi plecami.

W pracy byłam coraz bardziej rozkojarzona. Szefowa zwróciła mi uwagę: – Aniu, co się z tobą dzieje? Zawsze byłaś taka sumienna…
Nie umiałam odpowiedzieć. Wstydziłam się przyznać do tego chaosu w domu.

W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do mamy:
– Mamo… chyba popełniłam błąd wychodząc za Adama.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Córeczko, pamiętaj: masz prawo walczyć o swoje szczęście.

Te słowa dodały mi siły. Wieczorem postawiłam sprawę jasno:
– Adamie, jeśli chcesz być ze mną, musisz wybrać: albo budujemy wspólny dom i jesteśmy partnerami, albo zostajemy sąsiadami z twoją mamą i każdy żyje po swojemu.

Patrzył na mnie długo w milczeniu. Widziałam w jego oczach walkę – między lojalnością wobec matki a miłością do mnie.

Minęły tygodnie pełne napięcia i cichych dni. Adam coraz częściej znikał u matki, ja zamykałam się w sobie. Zaczęliśmy żyć obok siebie, a nie razem.

Dziś siedzę przy oknie mojej kawalerki i patrzę na światła miasta. Zastanawiam się: czy można odbudować zaufanie po takim rozczarowaniu? Czy warto walczyć o kogoś, kto nie potrafi postawić cię na pierwszym miejscu?

Może powinnam była wcześniej postawić granice? Może powinnam odejść już wtedy, gdy poczułam się niewidzialna?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu?