Mój mąż spędził lato z byłą żoną: „Zrozum mnie, muszę utrzymywać kontakt” – Moja walka o zaufanie i własną godność
– Naprawdę musisz tam jechać? – zapytałam Piotra, patrząc na niego przez łzy, które starałam się ukryć pod maską obojętności. Stał już w przedpokoju, z walizką w ręku, gotowy do wyjazdu na Mazury. Wiedziałam, że nie jedzie sam – czekała tam na niego jego była żona, Aneta, i ich dwójka dzieci. Niby wszystko jasne: dzieci potrzebują ojca. Ale dlaczego musiał tam zostać całe lato?
– Zrozum mnie, Marto. To dla dzieci. Muszę być obecny w ich życiu – odpowiedział spokojnie, jakby nie widział mojego bólu. – Aneta nie daje sobie rady sama. Chcę pomóc.
Zamknęłam oczy. W głowie kłębiły mi się myśli: czy naprawdę chodzi tylko o dzieci? Czy może Piotr tęskni za dawnym życiem? Za nią? Przez kolejne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Każdy telefon od niego był dla mnie jak test – czy usłyszę w jego głosie czułość dla mnie, czy raczej dystans?
Moja mama powtarzała: „Nie daj się zwariować. Piotr cię kocha”. Ale ja czułam się coraz bardziej samotna. W pracy nie mogłam się skupić, a wieczorami patrzyłam na puste miejsce po jego stronie łóżka i zadawałam sobie pytanie: czy to ja jestem problemem?
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Aneta.
– Marta, musimy porozmawiać – powiedziała bez zbędnych wstępów. – Piotr jest tu tylko dla dzieci. Nie masz się czego obawiać.
Ale jej głos był chłodny, niemal wyzywający. Poczułam się jak intruz we własnym małżeństwie. Po tej rozmowie długo płakałam. Zaczęłam analizować każdy szczegół: zdjęcia z Mazur na Facebooku, komentarze znajomych, nawet to, jak Piotr mówił do mnie przez telefon.
W końcu nie wytrzymałam.
– Piotrze, wróć do domu – powiedziałam pewnego wieczoru przez telefon. – Potrzebuję cię tutaj. Nasze małżeństwo też potrzebuje ciebie.
– Marta… Nie mogę tak po prostu zostawić dzieci. One mnie potrzebują – odpowiedział zmęczonym głosem.
– A ja? Ja cię nie potrzebuję? – zapytałam drżącym głosem.
Zapadła cisza. Po drugiej stronie słyszałam tylko szum jeziora i śmiech dzieci.
Zaczęłam się zastanawiać: czy jestem egoistką? Czy powinnam być bardziej wyrozumiała? Ale ile można czekać?
W międzyczasie moja teściowa zaczęła mi dogryzać:
– Widzisz, Aneta przynajmniej dba o dzieci. Ty tylko narzekasz i robisz sceny.
Czułam się coraz bardziej osaczona. Nawet mój brat, Tomek, powiedział:
– Może Piotr po prostu nie jest gotowy na nową rodzinę? Może ciągle żyje przeszłością?
Zaczęłam chodzić do psychologa. Tam po raz pierwszy powiedziałam na głos:
– Boję się, że go stracę. Boję się być sama.
Psycholog zapytał:
– A czego ty chcesz dla siebie?
Nie wiedziałam. Przez tyle lat stawiałam potrzeby innych ponad swoje. Teraz musiałam nauczyć się myśleć o sobie.
Pod koniec sierpnia Piotr wrócił do domu. Był opalony, spokojny, jakby nic się nie stało.
– Cześć, Marto – powiedział cicho.
Nie odpowiedziałam od razu. Patrzyłam na niego długo.
– Czy ty jeszcze mnie kochasz? – zapytałam w końcu.
Piotr spuścił wzrok.
– Nie wiem… Wszystko się pogmatwało. Chciałem dobrze dla wszystkich…
Wtedy zrozumiałam, że nie chodzi tylko o dzieci czy byłą żonę. Chodzi o nas – o to, że gdzieś po drodze zgubiliśmy siebie nawzajem.
Przez kolejne tygodnie próbowaliśmy rozmawiać. Były łzy, krzyki i ciche dni pełne napięcia. W końcu podjęliśmy decyzję o terapii małżeńskiej.
Dziś wiem jedno: zaufanie to nie coś danego raz na zawsze. To codzienna praca i odwaga, by mówić o swoich lękach i potrzebach.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy potrafię jeszcze zaufać? Czy warto walczyć o miłość, gdy wszystko wokół mówi: „odpuść”? Co wy byście zrobili na moim miejscu?