Dwadzieścia lat ciszy: Jak straciliśmy młodość przez rodzinne sekrety i własny strach
Wszystko zaczęło się od krzyku mojej matki: „Kinga! Znowu wracasz tak późno? Co ludzie powiedzą?!” Stałam w progu naszego starego domu w Kazimierzu Dolnym, zmarznięta, z sercem bijącym jak oszalałe. Właśnie wróciłam z nocnego spaceru z Bartkiem – moim najlepszym przyjacielem, największą miłością i… największym błędem mojego życia. Miałam wtedy siedemnaście lat i wydawało mi się, że świat należy do mnie. Nie wiedziałam jeszcze, że przez kolejne dwadzieścia lat będę żyć w cieniu własnych uczuć, pozwalając, by życie przeciekało mi przez palce.
Bartek pojawił się w naszej szkole nagle, jak burza. Wysoki, z nieśmiałym uśmiechem i oczami, które widziały więcej niż powinny. Od razu poczułam, że jest inny. Siedzieliśmy razem na lekcjach, dzieliliśmy się kanapkami i marzeniami o wielkim świecie. Ale wtedy pojawiła się ona – Patrycja. Piękna, pewna siebie, córka dyrektora szkoły. Bartek zakochał się w niej bez pamięci. Patrzyłam na nich z boku, dusząc w sobie zazdrość i ból.
Pewnego dnia podsłuchałam rozmowę Patrycji z koleżankami w szkolnej łazience:
– On jest taki łatwowierny! – śmiała się Patrycja. – Niech myśli, że go kocham. Tata chce, żebym miała porządnego chłopaka.
Zacisnęłam pięści. Chciałam powiedzieć Bartkowi prawdę, ale nie miałam odwagi. Zamiast tego wspierałam go, gdy płakał po rozstaniu. „Kinga, dlaczego ona mnie zostawiła?” – pytał. „Nie wiem, Bartek… Może nie była ciebie warta?”
Minęły lata. Bartek wiązał się z kolejnymi dziewczynami – każda z nich zostawiała po sobie ślad na jego sercu. Najpierw była Monika – artystka z Warszawy. Zakochał się w niej do szaleństwa, a ona… wyjechała na studia i przestała odbierać telefony. Potem była Sylwia – córka miejscowego lekarza. Jej rodzice nie akceptowali Bartka: „On nie ma perspektyw! Chcesz całe życie mieszkać w Kazimierzu?”
W tym czasie ja próbowałam ułożyć sobie życie z innymi. Był Michał – spokojny informatyk z Puław. Był dobry, czuły… ale nie był Bartkiem. Moja matka była zachwycona: „Wreszcie ktoś porządny! Nie to co ten twój Bartek – wiecznie z głową w chmurach.”
Rodzinne konflikty narastały. Ojciec Bartka pił – całe miasteczko o tym wiedziało. Moja matka powtarzała: „Nie będziesz się zadawać z rodziną alkoholików!” Kiedy raz przyszłam do domu po kłótni z Bartkiem, matka rzuciła we mnie ścierką:
– Zobaczysz, skończysz jak jego matka! Sama z dzieckiem!
Płakałam całą noc.
Bartek coraz bardziej zamykał się w sobie. Zaczął pracować w sklepie spożywczym swojego wuja. Ludzie plotkowali:
– Taki zdolny chłopak, a sprzedaje ziemniaki na rynku!
Czułam jego upokorzenie.
W międzyczasie Sylwia zaszła w ciążę – ale nie z Bartkiem. Kiedy dowiedział się prawdy, rozbił szybę w swoim samochodzie pięścią. Byłam przy nim tej nocy:
– Kinga… ja już nie wierzę w miłość.
Przytuliłam go mocno:
– Bartek… ja zawsze tu będę.
Ale nie powiedziałam najważniejszego.
Minęły kolejne lata. Ja wyszłam za Michała – z rozsądku, nie z miłości. Bartek wyjechał do Anglii za pracą. Przez dwa lata nie mieliśmy kontaktu. Wrócił nagle – chudszy, smutniejszy, z papierosem przyklejonym do ust.
Spotkaliśmy się przypadkiem na weselu wspólnej znajomej. Michał był zazdrosny:
– Znowu ten Bartek? Nigdy nie przestaniesz o nim mówić!
Wyszłam na taras, żeby zaczerpnąć powietrza. Bartek podszedł do mnie:
– Kinga… tęskniłem.
Zadrżałam cała.
Od tej pory spotykaliśmy się potajemnie – jak nastolatkowie. Rozmawialiśmy godzinami o wszystkim i o niczym. Michał coraz częściej wyjeżdżał służbowo do Warszawy, a ja czułam się coraz bardziej samotna.
Pewnego wieczoru Bartek zadzwonił do mnie zapłakany:
– Kinga… moja mama miała udar. Lekarze mówią, że to przez stres… przez ojca.
Pojechałam do niego natychmiast. Siedzieliśmy razem przy łóżku jego mamy. Wtedy pierwszy raz pocałował mnie w czoło.
Po śmierci jego mamy wszystko się zmieniło. Bartek zamknął się w sobie jeszcze bardziej. Próbowałam go ratować – bezskutecznie.
W końcu Michał odkrył naszą tajemnicę:
– Zdradzasz mnie? Z nim?!
Nie potrafiłam zaprzeczyć.
– Przepraszam…
Michał wyprowadził się tego samego dnia.
Moja matka była wściekła:
– Zrujnowałaś sobie życie przez chłopaka z patologii! Co ludzie powiedzą?!
Nie obchodziło mnie to już.
Bartek bał się zaangażować:
– Kinga… ja nie umiem kochać. Wszystko psuję.
Patrzyłam mu prosto w oczy:
– Daj nam szansę.
Milczał długo.
Minęły dwa lata zanim odważyliśmy się być razem naprawdę. Przeszliśmy przez piekło plotek, rodzinnych awantur i własnych lęków.
Dziś siedzę na werandzie naszego domu pod Kazimierzem Dolnym i patrzę na Bartka bawiącego się z naszą córką Zuzią.
Czasem myślę o tych dwudziestu latach straconych na milczenie i strach przed opinią innych ludzi.
Czy naprawdę musieliśmy tyle czekać? Czy gdybyśmy byli odważniejsi, nasze życie wyglądałoby inaczej? A może wszystko musiało wydarzyć się właśnie tak?
Może Wy też kiedyś baliście się zawalczyć o siebie? Ile czasu można zmarnować przez cudze oczekiwania i własny lęk?