Kiedy miłość przechodzi przez zdradę i przebaczenie: słyszeć to, co trzeba – historia Magdy i Pawła
Wszystko zaczęło się od trzaśnięcia drzwiami. To był dźwięk, który rozciął ciszę naszego mieszkania na warszawskim Ursynowie jak nóż. Stałam w kuchni, z rękami zanurzonymi w pianie, kiedy Paweł wrócił wcześniej z pracy. Nie spojrzał na mnie. Rzucił klucze na komodę i przeszedł do salonu, gdzie czekała już jego matka. Zawsze przychodziła bez zapowiedzi, jakby miała do tego prawo. Tego dnia czułam, że coś wisi w powietrzu.
Nie chciałam podsłuchiwać, ale drzwi były uchylone. Usłyszałam swoje imię. „Magda nie jest dla ciebie, Pawle. Zobacz, jak wygląda wasze życie. Ona nie potrafi nawet utrzymać domu w porządku. Ty harujesz po godzinach, a ona? Co ona robi? Pisze te swoje teksty do internetu? To nie jest prawdziwa praca!” – głos teściowej był ostry jak brzytwa.
Poczułam, jak serce mi zamiera. Paweł milczał długo. W końcu odpowiedział: „Mamo, proszę cię… Nie zaczynaj znowu.” Ale ona nie dawała za wygraną. „Nie zaczynam! Ja tylko mówię prawdę. Ty się męczysz, a ona nawet obiadu nie ugotuje na czas! Widziałeś dziś ten bałagan w łazience? I jeszcze te jej koleżanki… Po co one tu przychodzą? Żeby plotkować?”
Zacisnęłam pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę. Chciałam wejść i krzyknąć, ale coś mnie powstrzymało. Może strach? Może wstyd? Może to, że w głębi duszy sama czułam się niewystarczająca.
Teściowa wyszła po godzinie, trzaskając drzwiami jeszcze mocniej niż Paweł wcześniej. On został w salonie, zapatrzony w okno. Przez chwilę miałam nadzieję, że przyjdzie do mnie i powie coś ciepłego. Ale on tylko westchnął ciężko i zamknął się w sypialni.
Wieczorem próbowałam z nim rozmawiać.
– Pawle… czy ty naprawdę myślisz to samo co twoja mama?
– Magda, proszę cię… Ona po prostu się martwi.
– O ciebie czy o siebie?
– O nas.
– Nie wierzę ci.
Odwrócił się do ściany. Płakałam długo tej nocy, cicho, żeby nie słyszał.
Następnego dnia zadzwoniła moja mama.
– Madziu, wszystko w porządku?
– Tak, mamo – skłamałam.
– Słyszałam od cioci Eli, że twoja teściowa znowu była u was…
– Mamo, proszę cię…
– Madziu, nie pozwól sobie wejść na głowę! Jesteś mądrą dziewczyną. Nie daj się zniszczyć!
Nie miałam siły tłumaczyć jej wszystkiego. Wyszłam na spacer po osiedlu. Warszawa była szara i zimna tego listopadowego popołudnia. Przechodziłam obok kawiarni, gdzie kiedyś Paweł poprosił mnie o rękę. Teraz wydawało mi się to tak odległe, jakby dotyczyło kogoś innego.
Kiedy wróciłam do domu, Paweł już spał. Na stole leżała kartka: „Muszę zostać dłużej w pracy”. Znowu.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak współlokatorzy. Unikaliśmy rozmów o wszystkim, co ważne. Ja pisałam teksty do portali internetowych – czasem o miłości, czasem o zdradzie – ironia losu. On wracał coraz później.
Aż pewnego wieczoru zobaczyłam wiadomość na jego telefonie. „Dziękuję za dzisiaj. Było cudownie” – napisała jakaś Aneta. Serce mi stanęło. Przewinęłam rozmowę dalej – zdjęcia z restauracji, uśmiechy, serduszka.
Czekałam na niego do północy. Kiedy wszedł do mieszkania, byłam już gotowa.
– Kim jest Aneta?
Zamarł w progu.
– Magda… To nie tak…
– To jak?!
– To koleżanka z pracy…
– Koleżanka? Czy kochanka?
Milczał długo.
– Magda… Przepraszam.
Wybiegłam z mieszkania na klatkę schodową w samych kapciach i płaszczu narzuconym na piżamę. Siedziałam tam chyba godzinę, zanim zebrałam się na odwagę wrócić.
Następnego dnia spakowałam walizkę i pojechałam do mamy do Piaseczna. Mama przyjęła mnie bez słowa pytania – tylko przytuliła mocno i podała kubek gorącej herbaty z malinami.
Przez tydzień nie odbierałam telefonów od Pawła. Pisał setki wiadomości: „Wybacz mi”, „To był błąd”, „Tylko ty się dla mnie liczysz”. Ale ja nie potrafiłam mu wybaczyć tak po prostu.
W końcu przyszedł osobiście. Stał pod drzwiami jak zbity pies.
– Magda… Proszę cię… Daj mi szansę wszystko naprawić.
– Jak mam ci zaufać?
– Kocham cię. Popełniłem największy błąd życia.
– A twoja mama? Też mnie nienawidzi?
– Mama… Ona już wie o wszystkim. Powiedziała mi rzeczy, których nigdy jej nie wybaczę.
– Jakie rzeczy?
– Że lepiej by było, gdybyś nigdy nie została moją żoną.
Zrobiło mi się zimno w środku. Przez chwilę miałam ochotę go uderzyć – za wszystko: za zdradę, za kłamstwa, za to upokorzenie przed własną rodziną.
Ale wtedy mama weszła do pokoju.
– Madziu… Jeśli go kochasz i chcesz spróbować jeszcze raz – spróbuj. Ale jeśli nie potrafisz mu wybaczyć – odejdź teraz i nie oglądaj się za siebie.
Nie spałam całą noc. Rano spojrzałam na siebie w lustrze – zapuchnięte oczy, włosy w nieładzie, blada twarz. Czy to naprawdę ja?
Zadzwoniłam do Pawła:
– Spotkajmy się w naszej kawiarni.
Przyszedł punktualnie jak nigdy wcześniej. Usiadł naprzeciwko mnie i patrzył z nadzieją.
– Chcę spróbować jeszcze raz – powiedziałam cicho – ale pod jednym warunkiem: żadnych tajemnic i żadnej twojej matki w naszym życiu przez najbliższy czas.
Przytaknął bez słowa sprzeciwu.
Zaczęliśmy od nowa – powoli, ostrożnie, jakbyśmy stąpali po cienkim lodzie. Były łzy, były krzyki i były noce pełne rozmów do rana. Paweł zerwał kontakt z Anetą i przeprosił mnie na wszystkie możliwe sposoby – kwiatami, listami, drobnymi gestami każdego dnia.
Po miesiącu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szok – bałam się powiedzieć Pawłowi po tym wszystkim.
Ale kiedy usiadłam naprzeciwko niego przy śniadaniu i wyszeptałam: „Będziemy mieli dziecko”, zobaczyłam łzy w jego oczach pierwszy raz od lat.
Teściowa dowiedziała się ostatnia. Przyszła z bukietem róż i łzami skruchy w oczach.
– Magdo… Przepraszam cię za wszystko. Chcę być babcią dla waszego dziecka… Jeśli mi pozwolisz…
Nie odpowiedziałam od razu. Potrzebowałam czasu na przebaczenie – jej i sobie samej.
Dziś nasza córka ma dwa lata. Czasem patrzę na Pawła i zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy można odbudować coś z popiołów? Może miłość to właśnie umiejętność słyszenia tego, co trzeba – nawet jeśli boli najbardziej?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć taką zdradę? Czy warto walczyć o rodzinę mimo wszystkiego?