Moja mama nie oddaje mi mojego syna – dramat matki, która walczy o swoje dziecko

Wszystko zaczęło się od krzyku. – Nie zabierzesz go! – usłyszałam od mamy, kiedy po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć, że chcę, by mój syn wrócił ze mną do Warszawy. Stałam wtedy w kuchni jej domu pod Piotrkowem Trybunalskim, z dłońmi zaciśniętymi na kubku herbaty, a serce waliło mi jak oszalałe. Mój syn, siedmioletni Kuba, bawił się w pokoju obok, nieświadomy, że jego przyszłość właśnie rozgrywa się w tej ciasnej kuchni, między mną a moją matką.

Mam na imię Martyna. Moja historia to nie jest bajka o szczęśliwej rodzinie. To opowieść o wyborach, które ranią, o wdzięczności, która zamienia się w kajdany i o miłości matki, która czasem boli bardziej niż nienawiść.

Sześć lat temu byłam na dnie. Mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety, zostawiając mnie z rocznym Kubą i długami po nieudanym interesie. Przez kilka miesięcy próbowałam utrzymać się w Łodzi – pracowałam na kasie w Biedronce, sprzątałam po nocach biura, ale pieniędzy nie starczało nawet na czynsz. Mama zaproponowała pomoc: – Przyjedź do nas. Odpoczniesz, pomyślisz, co dalej. Kuba będzie miał ogród, a ja się nim zajmę.

To miało być na chwilę. Ale chwilę później dostałam ofertę pracy w Warszawie – lepsze pieniądze, szansa na nowe życie. Mama powiedziała: – Zostaw Kubusia ze mną. On tu ma wszystko – kolegów, przedszkole, mnie. Ty pojedziesz, zarobisz i wrócisz po niego.

Tak minęły lata. Pracowałam jak wół – najpierw w sklepie odzieżowym, potem jako asystentka w biurze nieruchomości. Wynajmowałam pokój z innymi dziewczynami. Każdą wolną chwilę spędzałam na telefonie z Kubą albo w pociągu do domu. Mama wysyłała mi zdjęcia: Kuba na rowerze, Kuba z babcią na grzybach, Kuba z uśmiechem od ucha do ucha.

Ale im dłużej mnie nie było, tym bardziej czułam się gościem we własnym życiu. Kiedy przyjeżdżałam na weekendy, Kuba mówił do mnie „ciociu” przez sen. Bolało jak cholera.

W końcu udało mi się wynająć kawalerkę na Bródnie. Zaczęłam układać sobie życie z nowym partnerem – Michałem. Michał pokochał Kubę od pierwszego spotkania i powtarzał: – Martyna, czas go zabrać do nas. Jesteś jego matką.

Zebrałam się na odwagę i pojechałam do mamy. – Chcę zabrać Kubusia do Warszawy – powiedziałam drżącym głosem.

Mama spojrzała na mnie tak, jakby zobaczyła obcą osobę. – On tu ma dom. Ty nawet nie masz dla niego pokoju! I co? Będzie mieszkał z obcym facetem? Nie pozwolę!

– Mamo… To mój syn! – krzyknęłam bezsilnie.

– A gdzie byłaś przez te wszystkie lata? Ja go wychowałam! Ja byłam przy nim, kiedy miał gorączkę po szczepieniu! Kiedy płakał za tobą w nocy! Ty byłaś tylko głosem w telefonie!

Zatkało mnie. Wiedziałam, że ma rację – ale czy to znaczy, że straciłam prawo do bycia matką?

Próbowałam rozmawiać z Kubą. – Synku… Chciałbyś zamieszkać ze mną w Warszawie? – zapytałam cicho.

Spojrzał na mnie niepewnie. – A babcia pojedzie z nami?

– Babcia zostanie tutaj… Ale będziesz mógł ją odwiedzać kiedy tylko chcesz.

Kuba spuścił głowę i zaczął bawić się klockami.

Wieczorem usiadłyśmy z mamą przy stole. – Mamo… Proszę cię. Daj mi szansę być matką naprawdę.

– Martyna… Ja cię kocham. Ale nie pozwolę ci skrzywdzić mojego wnuka. On tu jest szczęśliwy.

– A ja? Ja też mam prawo być szczęśliwa z własnym dzieckiem!

– Miałaś wybór! Wybrałaś Warszawę!

– Wybrałam przetrwanie! Chciałam zarobić na lepsze życie dla nas obu!

Mama rozpłakała się. Ja też płakałam. Siedziałyśmy tak długo w milczeniu.

Następnego dnia zadzwoniłam do Michała.

– I co? – zapytał cicho.

– Ona nie odda mi Kuby…

– Martyna… To twój syn. Masz pełnię praw rodzicielskich. Możesz go zabrać nawet dziś.

– Nie chcę wojny…

– A chcesz być matką tylko na papierze?

Nie spałam całą noc. W głowie miałam tysiące myśli: co jeśli Kuba mnie znienawidzi? Co jeśli mama się załamie? Co jeśli zrobię mu krzywdę?

Próbowałam rozmawiać z rodziną. Moja siostra powiedziała: – Martyna… Mama przesadza. Ale ona naprawdę go kocha jak własnego syna. Może spróbujcie mediacji?

Zadzwoniłam do psychologa rodzinnego w Piotrkowie. Umówiłyśmy się na spotkanie we trójkę: ja, mama i Kuba.

Psycholog zapytała Kubę: – Kogo kochasz najbardziej na świecie?

Kuba spojrzał na mnie i na babcię. – Mamusię i babcię…

– A chciałbyś mieszkać z mamą?

Kuba wzruszył ramionami.

Psycholog spojrzała na mnie: – On jest rozdarty między waszą miłością a lojalnością wobec babci. Musicie dać mu czas i poczucie bezpieczeństwa.

Mama wyszła ze spotkania obrażona. – To wszystko twoja wina! Rozbijasz mu życie!

Michał próbował mnie pocieszać: – Może spróbujmy częstszych wizyt? Może Kuba sam zapragnie być z tobą?

Zaczęłam jeździć co tydzień do Piotrkowa. Zabierałam Kubę do kina, na lody, do parku linowego. Po kilku miesiącach zauważyłam zmianę: Kuba coraz częściej pytał o moje mieszkanie, o Michała, o szkołę w Warszawie.

W końcu sam powiedział: – Mamo… Chciałbym spróbować mieszkać z tobą… Ale czy babcia będzie smutna?

Serce mi pękło.

Usiadłyśmy z mamą jeszcze raz przy stole.

– Mamo… Kuba chce spróbować mieszkać ze mną. Proszę cię…

Mama długo milczała.

– Jeśli go skrzywdzisz… Nigdy ci tego nie wybaczę.

Zabrałam Kubę do Warszawy tydzień później. Mama nie przyszła nas pożegnać na dworzec.

Pierwsze tygodnie były trudne – Kuba płakał za babcią, miał koszmary, nie chciał jeść śniadań. Michał robił wszystko, żeby go rozweselić: budował z nim zamki z klocków, chodził na mecze Legii.

Po miesiącu zadzwoniła mama:

– Jak on się trzyma?

– Tęskni za tobą… Ale powoli się przyzwyczaja.

– Nie wybaczę ci tego nigdy…

Odłożyła słuchawkę.

Minął rok. Kuba jest już u siebie – ma kolegów w szkole, własny pokój pełen książek i gier, a ja każdego dnia uczę się być matką naprawdę. Mama przestała odbierać moje telefony.

Czasem patrzę na zdjęcia sprzed lat i pytam siebie: czy mogłam to rozegrać inaczej? Czy da się być dobrą córką i dobrą matką jednocześnie? Czy każda decyzja musi oznaczać czyjąś stratę?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy można odzyskać dziecko bez utraty matki?