Wielkanoc, która rozdarła moją rodzinę – i mnie samą
Już od pierwszej minuty żałowałam, że zgodziłam się przyjechać na Wielkanoc do rodzinnego domu z moim nowym chłopakiem. Właściwie nie powinnam nazywać go chłopakiem – to słowo brzmi zbyt lekko wobec tego, co czułam do Bartka. Ale czy moja rodzina mogła to zrozumieć? Gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania w bloku na warszawskim Bródnie, mama – Danuta – rzuciła mi spojrzenie, które mówiło wszystko: „Znowu coś wymyśliłaś, Magda”.
Bartek ścisnął moją dłoń. Widziałam, jak nerwowo rozgląda się po przedpokoju pełnym kurtek i dziecięcych bucików. Z kuchni dobiegał zapach żurku i pieczonej szynki, a zza drzwi słychać było podniesione głosy. „Magda! W końcu jesteście!” – zawołała moja siostra, Aneta, wybiegając z pokoju z niemowlakiem na rękach. „To ten twój informatyk?” – dodała półgłosem, mierząc Bartka wzrokiem od stóp do głów.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo już wpadł mój brat, Paweł, z żoną Martą. „O, nowy kandydat do rodziny!” – zażartował. „Ciekawe, ile wytrzyma…” Marta szturchnęła go w bok, ale nie powstrzymała uśmiechu. Bartek próbował się uśmiechnąć, ale widziałam, jak sztywnieje.
Mama już czekała przy stole. „Bartek, tak? A czym się zajmujesz?” – zapytała bez ogródek. „Pracuję w IT, zajmuję się cyberbezpieczeństwem” – odpowiedział spokojnie. „Aha… czyli siedzisz całymi dniami przy komputerze?” – mruknęła mama. „A Magda mówiła kiedyś, że chciałaby mieć męża lekarza albo prawnika…”
Poczułam, jak robi mi się gorąco. „Mamo!” – syknęłam. Ale ona już była w swoim żywiole. „No co? Chcę tylko wiedzieć, czy będziesz umiał utrzymać rodzinę. Magda nie jest łatwa w obyciu…”
Bartek spojrzał na mnie pytająco. Chciałam mu powiedzieć: „Nie przejmuj się, ona zawsze taka była”, ale nie zdążyłam, bo do pokoju weszła babcia Halina z ciotką Grażyną. „To ten nowy?” – zapytała babcia głośno, jakby Bartek był głuchy. „Wygląda na spokojnego… Ale pamiętasz tego twojego poprzedniego? Ten to był przystojny!”
Zrobiło mi się słabo. Bartek ścisnął moją dłoń jeszcze mocniej.
Przy stole atmosfera gęstniała z każdą minutą. Dzieci biegały wokół, ktoś rozlał barszcz na obrus, a ciotka Grażyna zaczęła opowiadać o tym, jak jej syn dostał pracę w banku i już planuje ślub z dziewczyną z „porządnej rodziny”. Mama kiwała głową z uznaniem.
Nagle Paweł rzucił: „A pamiętacie zeszłoroczną Wielkanoc? Jak Magda pokłóciła się z tatą o politykę i wyszła trzaskając drzwiami?” Wszyscy wybuchli śmiechem. Bartek spojrzał na mnie z troską.
„Może nie wracajmy do tego…” – próbowałam zmienić temat.
Ale mama już zaczęła: „No właśnie! Magda zawsze musi mieć ostatnie słowo! A teraz jeszcze przyprowadza chłopaka młodszego od siebie…”
Bartek był ode mnie dwa lata młodszy. Wiedziałam, że dla mojej rodziny to sensacja na miarę lądowania na Marsie.
Aneta dolała oliwy do ognia: „A ty, Bartek, masz jakieś poważne plany wobec naszej Magdy? Bo ona już nie taka młoda…”
Poczułam łzy pod powiekami. „Aneta! Przestań!” – krzyknęłam.
Bartek wziął głęboki oddech. „Tak, mam poważne plany. Kocham Magdę i chcę być z nią na dobre i na złe.” Zapadła cisza.
Mama spojrzała na niego badawczo. „Piękne słowa… Ale życie to nie bajka. Magda już raz się sparzyła…”
Wiedziałam, że zaraz zacznie się temat mojego rozwodu sprzed trzech lat. I nie pomyliłam się.
„A co z twoim byłym mężem?” – zapytała ciotka Grażyna. „Podobno wrócił do Polski i szuka kontaktu z tobą?”
Zacisnęłam pięści pod stołem. „Nie chcę o tym rozmawiać.” Bartek spojrzał na mnie z troską.
Babcia Halina westchnęła: „Kiedyś to były inne czasy… Małżeństwo było na całe życie. Teraz młodzi tylko zmieniają partnerów jak rękawiczki…”
Dzieci zaczęły płakać, ktoś przewrócił szklankę z kompotem. Mama poderwała się od stołu: „No dobrze! Czas na jajeczko! Każdy bierze po jednym i składamy sobie życzenia!”
Staliśmy w kręgu, trzymając jajka w dłoniach. Paweł mrugnął do Bartka: „Uważaj, tu trzeba mieć twardą skorupkę!” Bartek uśmiechnął się blado.
Kiedy przyszła moja kolej na życzenia, głos mi się załamał: „Chciałabym… żebyśmy choć raz spędzili święta bez kłótni i wypominania sobie przeszłości… Żebyśmy po prostu byli razem…”
Zapadła cisza. Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
Po obiedzie wyszłam na balkon zaczerpnąć powietrza. Bartek wyszedł za mną.
– Przepraszam cię za nich – powiedziałam cicho.
– Nie przepraszaj – odpowiedział spokojnie. – Wiem, że ci zależy na rodzinie.
– Ale oni nigdy mnie nie rozumieli… Zawsze byłam tą inną.
– Może czas przestać się tłumaczyć? Może czas żyć po swojemu?
Spojrzałam mu w oczy i poczułam ulgę.
Wróciliśmy do pokoju. Mama podeszła do mnie i ścisnęła mnie za rękę.
– Magda… Ja tylko chcę twojego szczęścia. Może czasem źle to okazuję…
– Wiem, mamo – odpowiedziałam cicho.
Wieczorem atmosfera trochę się rozluźniła. Bartek rozmawiał z Pawłem o komputerach, dzieci bawiły się nowymi zabawkami od babci. Ale ja wiedziałam już jedno: nigdy nie będę w stanie spełnić wszystkich oczekiwań mojej rodziny.
Kiedy wracaliśmy do domu autobusem przez nocną Warszawę, Bartek objął mnie ramieniem.
– Jesteś silniejsza niż myślisz – powiedział cicho.
– Nie wiem… Może po prostu jestem zmęczona walką o akceptację.
– A jeśli przestaniesz walczyć?
Patrzyłam przez okno na światła miasta i myślałam o tym wszystkim, co wydarzyło się tego dnia.
Czy naprawdę musimy być tacy sami jak nasi bliscy? Czy rodzina to miejsce wsparcia czy wiecznej oceny? Czy można być szczęśliwym bez zgody najbliższych?
A wy? Czy kiedykolwiek czuliście się obcy we własnym domu?