Ojciec w domu opieki: Decyzja, która rozdarła moją rodzinę
– Naprawdę to zrobisz? – głos mojej siostry, Magdy, drżał od gniewu i rozpaczy. Stałyśmy na korytarzu naszego starego mieszkania w Krakowie, a za drzwiami tata kaszlał cicho, nieświadomy burzy, która właśnie się rozpętała. – Oddasz go tam jak niepotrzebny mebel?
Patrzyłam na nią przez łzy. – Magda, nie daję już rady. Próbowałam wszystkiego. Ty wiesz, ile razy w nocy wstawałam, ile razy dzwoniłam po karetkę…
– Ale to nasz ojciec! – przerwała mi. – On zawsze był dla nas. A teraz ty… ty go po prostu zostawiasz.
Nie miałam już siły tłumaczyć. Odkąd mama zmarła trzy lata temu, wszystko spadło na mnie. Magda mieszkała w Warszawie, przyjeżdżała tylko na święta. Brat, Tomek, miał własną rodzinę i wiecznie brakowało mu czasu. Ja zostałam sama z ojcem, który coraz bardziej zapadał się w sobie, gubił się w mieszkaniu, zapominał moje imię.
Pamiętam ten wieczór jak przez mgłę. Deszcz bębnił o dach samochodu, kiedy pakowałam torbę taty. On patrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
– Dokąd jedziemy, Aniu? – zapytał cicho.
– Do miejsca, gdzie będą mogli ci pomóc – odpowiedziałam, starając się nie płakać.
W domu opieki przywitała nas pielęgniarka o łagodnym uśmiechu. Pokazała nam pokój – czysty, jasny, z widokiem na ogród. Tata usiadł na łóżku i spojrzał na mnie tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle.
– Będziesz mnie odwiedzać? – zapytał w końcu.
– Oczywiście, tato. Zawsze.
Ale kiedy wyszłam na korytarz i zamknęłam za sobą drzwi, poczułam się tak, jakbym go zdradziła.
Następnego dnia telefon nie przestawał dzwonić. Najpierw Magda – płaczliwa, roztrzęsiona, potem Tomek – chłodny i oskarżycielski.
– Jak mogłaś? – syknął przez telefon. – Przecież on tam umrze z tęsknoty.
Próbowałam tłumaczyć: że lekarze zalecali profesjonalną opiekę, że sama nie dawałam już rady, że bałam się zostawiać go samego nawet na chwilę. Ale nikt nie chciał słuchać.
W pracy zaczęłam popełniać błędy. Szefowa patrzyła na mnie z troską, ale i z irytacją.
– Może powinnaś wziąć urlop? – zaproponowała pewnego dnia.
Ale ja nie mogłam sobie na to pozwolić. Musiałam zarabiać na czynsz i rachunki. Każdego wieczoru wracałam do pustego mieszkania i czułam się jak najgorszy człowiek na świecie.
Pierwsza wizyta u taty była najtrudniejsza. Siedział przy oknie i patrzył na drzewa za ogrodzeniem.
– Aniu… długo cię nie było – powiedział cicho.
Byłam tam dwa dni wcześniej. Ale dla niego czas płynął inaczej.
– Przepraszam, tato. Miałam dużo pracy.
Uśmiechnął się smutno i pogładził mnie po dłoni.
– Wiesz… czasem myślę o mamie. Czy ona też by mnie tu zostawiła?
Zacisnęło mi się gardło. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Po powrocie do domu znalazłam wiadomość od Magdy: „Nie licz na moją pomoc. Sama sobie radź.”
Przez kolejne tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Rodzina przestała się do mnie odzywać. Nawet na święta nie dostałam zaproszenia od Tomka. Czułam się wykluczona, napiętnowana jak zdrajca.
W pracy coraz częściej zamykałam się w łazience i płakałam po cichu. Zaczęły męczyć mnie koszmary – śniło mi się, że tata siedzi sam w ciemnym pokoju i woła moje imię.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie pielęgniarka z domu opieki.
– Pani Anno, pański tata miał dziś gorszy dzień. Był bardzo smutny i powtarzał, że nikt go nie kocha.
Pojechałam tam natychmiast. Zastałam go skulonego na łóżku.
– Tato… jestem tutaj – wyszeptałam.
Spojrzał na mnie oczami pełnymi łez.
– Dlaczego mnie tu zostawiłaś?
Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się przy nim jak dziecko.
– Przepraszam… Przepraszam cię za wszystko…
Objął mnie słabymi ramionami i przez chwilę byliśmy tylko my dwoje – córka i ojciec zagubieni w świecie, który nagle stał się dla nas obcy.
Po tej wizycie zaczęłam przychodzić częściej. Przynosiłam mu ulubione książki i ciasteczka z piekarni obok domu. Czasem rozmawialiśmy godzinami, czasem tylko siedzieliśmy w milczeniu trzymając się za ręce.
Ale rodzina nadal milczała. Magda przysłała mi tylko krótkiego SMS-a: „Nie rozumiem cię.”
Zaczęłam zastanawiać się nad wszystkim od nowa. Czy naprawdę zrobiłam to dla taty? Czy może po prostu chciałam odzyskać własne życie? Czy egoizm może być czasem usprawiedliwiony?
Dziś wiem jedno: każda decyzja niesie ze sobą cenę. Może nigdy nie pogodzę się z tym wyborem, ale wiem też, że zrobiłam wszystko, co mogłam.
Czasem patrzę na zdjęcie mamy i pytam ją w myślach: „Czy ty byś postąpiła inaczej?”
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy można wybaczyć sobie wybory, które ranią najbliższych?