Drżały mi ręce na ławce w warszawskim parku, a mama wciąż dzwoniła: „Wracaj do domu” — tylko że domu już nie było
Siedziałem bezdomny na ławce w warszawskim parku i trzymałem w dłoniach zniszczoną szachownicę, jakby to była ostatnia rzecz, która mnie jeszcze trzyma przy życiu. Uciekałem od rodzinnego dramatu i presji, żeby „być mężczyzną” i ratować wszystkich, choć sam nie miałem co jeść. Dziś opowiadam, jak szachy wciągnęły mnie z powrotem w świat — i jak jedna decyzja zmieniła nie tylko mnie, ale i moją rodzinę.