Kiedy teściowa powiedziała: 'To co, bierzemy kredyt?’ – a ja byłam niewidzialna. Moja historia o tym, jak wróciłam do mamy
– To co, bierzemy kredyt? – głos teściowej przebił się przez ciszę kuchni jak nóż przez masło. Siedziałam przy stole, dłubiąc widelcem w ziemniakach, i czułam, jak moje serce kurczy się z każdym kolejnym słowem. Janek spojrzał na mnie przelotnie, ale zaraz odwrócił wzrok. Znowu byłam niewidzialna.
Nie wiem, kiedy dokładnie zaczęłam znikać. Może wtedy, gdy po ślubie Janek powiedział: „Na razie zamieszkamy u moich rodziców, będzie łatwiej”. Moja mama ostrzegała: „Kasiu, to nie jest dobry pomysł”. Ale ja byłam zakochana po uszy. Wierzyłam, że razem damy radę. Że to tylko na chwilę.
Pierwsze tygodnie były nawet znośne. Teściowa, pani Grażyna, częstowała mnie herbatą i pytała, czy nie chcę dokładki zupy. Teść, pan Zbyszek, żartował przy obiedzie. Ale potem zaczęły się drobne uwagi: „Kasia, nie tak się ściera kurze”, „U nas zawsze gotuje się rosół w niedzielę”, „Janek lubi mieć wyprasowane koszule”. Próbowałam się dostosować. Chciałam być dobrą żoną i synową.
Pewnego wieczoru usłyszałam przez drzwi rozmowę teściowej z Jankiem:
– Ona nie umie nawet zrobić schabowego jak trzeba. Co ty zjesz w tym małżeństwie?
– Mamo, daj spokój…
– Ja tylko mówię prawdę.
Leżałam wtedy w łóżku i płakałam w poduszkę. Nie miałam nikogo poza Jankiem, a on coraz częściej spędzał wieczory z ojcem przy telewizorze albo wychodził z kolegami. Ja zostawałam sama z Grażyną i jej spojrzeniami pełnymi dezaprobaty.
Kiedy padło to pytanie o kredyt, poczułam się jak powietrze. Rozmawiali o mnie i za mnie. Teściowa planowała wszystko: „Weźmiemy większe mieszkanie, Janek dostanie lepszą pracę, Kasia może coś dorobi”. Nawet nie zapytała mnie o zdanie. Siedziałam tam jak dziecko przy stole dorosłych.
Po kolacji próbowałam porozmawiać z Jankiem:
– Kochanie, nie chcę brać kredytu na mieszkanie z twoimi rodzicami. Chciałabym mieć coś swojego…
– Kasia, nie przesadzaj. Mama dobrze wie, co robi. Poza tym nie stać nas na własne mieszkanie.
– Ale ja…
– Daj spokój – uciął i wyszedł do salonu.
Zaczęłam gasnąć. Praca w sklepie spożywczym była moją jedyną odskocznią. Tam przynajmniej ktoś mnie zauważał – pani Basia z warzywniaka zawsze pytała o zdrowie, a pan Marek z piekarni opowiadał dowcipy. Ale wracałam do domu i znów czułam się jak cień.
Pewnego dnia Grażyna weszła do mojego pokoju bez pukania:
– Kasia, musisz się bardziej starać. Janek jest zmęczony twoim narzekaniem. Może powinnaś pomyśleć o dziecku? To by was scementowało.
Zaniemówiłam. Dziecko? W tym domu? W tej atmosferze?
Wieczorem zadzwoniłam do mamy:
– Mamo… ja już nie mogę.
– Przyjedź do mnie, Kasiu. Zawsze masz tu miejsce.
Nie spałam całą noc. Rano spakowałam kilka rzeczy do torby i wyszłam bez słowa. Janek spał jeszcze. Zostawiłam mu kartkę: „Muszę odpocząć. Jestem u mamy”.
Mama przyjęła mnie bez pytań i wyrzutów. Ugotowała mój ulubiony barszcz czerwony i pozwoliła mi płakać tyle, ile potrzebowałam.
Przez pierwsze dni czułam się winna. Może powinnam była bardziej się postarać? Może to ja zawiodłam? Ale potem zaczęłam oddychać pełną piersią. Nikt nie oceniał moich umiejętności kulinarnych ani nie komentował sposobu ścierania kurzu.
Janek dzwonił kilka razy:
– Kiedy wrócisz?
– Nie wiem.
– Mama mówi, że przesadzasz.
– To nie mama jest twoją żoną – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Po miesiącu przyszedł list polecony – pozew o rozwód. Janek nawet nie próbował walczyć. Może było mu wygodniej zostać z mamą niż budować coś ze mną?
Zaczęłam układać sobie życie od nowa. Znalazłam pracę w bibliotece miejskiej – zawsze kochałam książki. Zapisałam się na kurs angielskiego i zaczęłam chodzić na jogę z sąsiadką Anią. Powoli wracała mi wiara w siebie.
Czasem myślę o Janku i jego rodzinie. Czy są szczęśliwi? Czy Grażyna nadal rządzi wszystkimi wokół? A może ktoś inny teraz siedzi przy tym stole i czuje się tak samo niewidzialny jak ja?
Nie żałuję swojej decyzji. Lepiej być samej niż żyć w cieniu cudzych oczekiwań.
Czy naprawdę trzeba poświęcać siebie dla świętego spokoju? A może czasem warto odejść i zacząć wszystko od nowa? Co Wy o tym myślicie?