Miłość czy lojalność? Historia kobiety rozdartej między mężem a wnukami – wyznanie Marii Nowak z Krakowa

– Maria, nie możesz znowu iść do nich! – głos Jana odbił się echem w ciasnej kuchni naszego mieszkania na osiedlu w Nowej Hucie. Stałam z ręką na klamce, czując jak łzy napływają mi do oczu. – Oni cię wykorzystują! – dodał, patrząc na mnie z wyrzutem, jakby każde moje wyjście do córki było zdradą.

Miałam już na sobie płaszcz, torbę z zakupami dla wnuków ściskałam kurczowo. W głowie huczało mi od jego słów. „Wykorzystują cię”… Czy naprawdę? Czy to źle, że chcę pomóc Kindze, mojej córce, która po rozwodzie ledwo wiąże koniec z końcem? Czy to źle, że chcę być dla moich wnuków kimś więcej niż tylko babcią od święta?

– Janek, oni mnie potrzebują – wyszeptałam, próbując nie podnieść głosu. – Kinga jest sama, a dzieci… Ty wiesz, jak one się cieszą, kiedy przychodzę.

– A ja? – zapytał cicho. – Ja się nie liczę?

Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystko i zostać. Ale widziałam już w oczach męża ten cień żalu i rozczarowania, który pojawiał się za każdym razem, gdy wybierałam rodzinę Kingi ponad nasze wspólne plany. Odkąd przeszedł na emeryturę, chciał mieć mnie tylko dla siebie. Marzył o wspólnych wyjazdach na działkę, o spokojnych wieczorach przy herbacie. Ale ja nie potrafiłam zamknąć się w naszym małym świecie.

Wyszłam. Na klatce schodowej zatrzymałam się na chwilę, opierając czoło o zimną ścianę. „Czy jestem złą żoną?” – pytałam siebie w myślach. „Czy można kochać za bardzo?”

Kinga otworzyła mi drzwi z podkrążonymi oczami. Wnuki rzuciły mi się na szyję. – Babciu! Babciu! – krzyczały, a ja czułam, jak serce mi mięknie. Przez chwilę zapomniałam o wszystkim.

– Mamo, przepraszam… Wiem, że Janek nie jest zadowolony – szepnęła Kinga, kiedy dzieci bawiły się w pokoju.

– To nie twoja wina – odpowiedziałam szybko. – On po prostu… nie rozumie.

Ale czy naprawdę nie rozumiał? Czy może to ja nie chciałam widzieć jego samotności?

Wieczorem wróciłam do pustego mieszkania. Jan siedział w fotelu, patrząc w telewizor bez dźwięku. Nie odezwał się ani słowem. Przez kilka dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Każda rozmowa kończyła się kłótnią.

– Zawsze wybierasz ich! – krzyknął któregoś dnia. – A ja? Ja już się nie liczę?

– To nie tak! – broniłam się. – Przecież jesteśmy rodziną!

– Oni mają ciebie codziennie, a ja tylko wtedy, kiedy ci wygodnie!

Te słowa bolały bardziej niż cokolwiek innego. Zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę zaniedbałam męża? Czy moje pragnienie bycia potrzebną było ważniejsze niż nasza miłość?

Pewnej nocy obudziłam się zlana potem. Śniło mi się, że stoję na moście nad Wisłą i muszę wybrać: po jednej stronie stoi Jan z wyciągniętą ręką, po drugiej Kinga z dziećmi. Krzyczałam, że nie potrafię wybrać, ale nikt mnie nie słyszał.

Rano zadzwoniła Kinga. Płakała. Jej były mąż znów nie przyszedł po dzieci, a ona musiała iść do pracy.

– Mamo, błagam… Przyjedziesz?

Spojrzałam na Jana. Patrzył na mnie smutno.

– Idź – powiedział cicho. – I tak zawsze wybierzesz ich.

Wyszłam bez słowa. Ale tym razem poczułam ciężar winy większy niż kiedykolwiek.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy w zawieszeniu. Jan coraz częściej wychodził z domu sam. Ja biegałam między domem Kingi a naszym mieszkaniem. Czułam się rozdarta na pół.

Któregoś dnia znalazłam list na stole:

„Mario,
Nie wiem już, kim dla ciebie jestem. Chciałem mieć żonę przy sobie na starość, ale chyba przegrałem z twoją potrzebą bycia babcią i matką. Może kiedyś zrozumiesz, że ja też cię potrzebuję.
Jan”

Upadłam na krzesło i rozpłakałam się jak dziecko.

Wieczorem zadzwoniła Kinga:
– Mamo… Tata cię kocha. Może powinnaś trochę zwolnić?

– Ale jak mam wybrać? – szlochałam do słuchawki.

– Nie musisz wybierać… Tylko spróbuj być też dla siebie.

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie.

Zaczęłam rozmawiać z Janem. Powoli, ostrożnie. O tym, czego nam brakuje, czego pragniemy. O strachu przed samotnością i o tym, jak trudno pogodzić rolę żony i babci.

Nie było łatwo. Były łzy, krzyki i ciche dni pełne żalu. Ale zaczęliśmy szukać kompromisu: wspólne weekendy na działce, popołudnia u Kingi tylko dwa razy w tygodniu.

Czasem patrzę na Jana i myślę: ile jeszcze mamy czasu? Czy zdążymy naprawić to, co się popsuło?

A może każda kobieta musi kiedyś wybrać między miłością a lojalnością? Czy można być szczęśliwą żoną i spełnioną babcią jednocześnie?

Co wy byście zrobili na moim miejscu?