Moja teściowa zaoferowała mi dom, ale pod jednym warunkiem: Przepisz go na mnie! Jeden telefon zmienił całe moje życie.
– Aniu, musimy porozmawiać – głos mojej teściowej, pani Haliny, rozbrzmiał w słuchawce tak chłodno, że aż przeszedł mnie dreszcz. Był już późny wieczór, dzieci spały, a mój mąż, Tomek, oglądał mecz w salonie. – O co chodzi? – zapytałam, próbując ukryć niepokój. – Chodzi o dom. Wiesz, że to rodzinny dom Tomka, ale ja mam pewien warunek, zanim go dostaniecie. Musisz go przepisać na mnie. Inaczej nie dostaniecie nic.
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Przecież przez ostatnie lata remontowaliśmy ten dom, inwestowaliśmy każdą złotówkę, każdą wolną chwilę. To miał być nasz azyl, miejsce, gdzie dzieci będą dorastać, gdzie w końcu poczuję się bezpieczna. – Ale dlaczego? – wyszeptałam. – Przecież to miało być dla nas…
– Bo nie ufam ci, Aniu. Nie wiem, co będzie za kilka lat. Chcę mieć pewność, że dom zostanie w rodzinie, rozumiesz? – jej ton był nieugięty, wręcz lodowaty. – Jeśli się nie zgodzisz, możecie się wyprowadzić. Mam już kupca.
Rozłączyła się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć. Stałam przez chwilę z telefonem w ręku, czując, jak świat wali mi się na głowę. W głowie kłębiły mi się myśli: co powiedzieć Tomkowi? Czy powiedzieć mu w ogóle? Czy on stanie po mojej stronie, czy po stronie matki?
Weszłam do salonu, gdzie Tomek nadal wpatrywał się w ekran. – Tomek, musimy pogadać – powiedziałam cicho. Spojrzał na mnie z niepokojem. – Co się stało? – zapytał. – Twoja mama… zadzwoniła. Chce, żebym przepisała dom na nią. Inaczej nas wyrzuci.
Tomek zbladł. – To jakiś żart? Przecież ten dom miał być nasz! – wykrzyknął, po czym złapał się za głowę. – Wiedziałem, że ona coś wymyśli. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo.
Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Unikaliśmy rozmów, każde z nas zamykało się w swoim świecie. Ja nie mogłam spać, przewracałam się z boku na bok, analizując każdą możliwą opcję. Z jednej strony – dom, nasze marzenia, bezpieczeństwo dzieci. Z drugiej – duma, poczucie sprawiedliwości, strach przed manipulacją teściowej.
W końcu postanowiłam spotkać się z Haliną twarzą w twarz. Pojechałam do niej sama, zostawiając dzieci z Tomkiem. Siedziała w kuchni, popijając kawę, jakby nic się nie stało. – Wiesz, Aniu, ja nie chcę cię skrzywdzić – zaczęła, zanim zdążyłam się odezwać. – Ale musisz zrozumieć, że rodzina to nie tylko miłość, to też odpowiedzialność. Ja muszę mieć pewność, że nie zostanę na starość bez dachu nad głową.
– Ale przecież nigdy bym pani nie wyrzuciła! – wybuchłam. – Zawsze traktowałam panią jak własną matkę. Dlaczego mi pani nie ufa?
– Bo życie mnie nauczyło, że ludzie się zmieniają. Ty też możesz się zmienić. A ja nie chcę ryzykować.
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Tomek próbował mnie pocieszyć, ale widziałam, że sam nie wie, co robić. – Może powinniśmy się zgodzić? – powiedział cicho. – Przynajmniej będziemy mieli gdzie mieszkać.
– A co, jeśli ona nas wyrzuci? Co, jeśli za kilka lat zostaniemy z niczym? – zapytałam. – Tomek, ja nie chcę żyć w ciągłym strachu.
Zaczęliśmy się kłócić. Coraz częściej, coraz głośniej. Dzieci płakały, ja płakałam, Tomek wychodził z domu, trzaskając drzwiami. Nasze małżeństwo zaczęło się sypać. Każda rozmowa kończyła się awanturą. – To twoja matka nas niszczy! – krzyczałam. – A ty jej na to pozwalasz!
W końcu przyszedł dzień, kiedy musiałam podjąć decyzję. Halina zadzwoniła jeszcze raz. – Masz czas do końca tygodnia. Albo przepiszesz dom na mnie, albo się wyprowadzacie.
Usiadłam przy stole, patrząc na śpiące dzieci. Czy naprawdę mam poświęcić ich bezpieczeństwo dla własnej dumy? Czy mogę zaufać teściowej, że nie wyrzuci nas na bruk? Czy Tomek kiedykolwiek stanie po mojej stronie?
Zadzwoniłam do prawnika. Chciałam wiedzieć, jakie mam prawa, co mogę zrobić, żeby zabezpieczyć siebie i dzieci. – Proszę pani, jeśli przepisze pani dom na teściową, nie będzie pani miała żadnych praw. Może pani zostać bez niczego – usłyszałam. – Proszę się dobrze zastanowić.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień. W końcu usiadłam z Tomkiem i powiedziałam: – Nie mogę tego zrobić. Nie mogę oddać wszystkiego, co mamy, w ręce twojej matki. Jeśli chcesz, możesz zostać, ale ja z dziećmi wyprowadzam się do mojej mamy.
Tomek długo milczał. W końcu powiedział: – Przepraszam, Aniu. Powinienem był stanąć po twojej stronie od początku. Nie pozwolę, żeby mama zniszczyła nasze życie.
Zadzwoniliśmy razem do Haliny. – Nie przepiszemy domu na panią. Jeśli chce pani sprzedać, trudno. Poradzimy sobie.
Halina była wściekła. Krzyczała, groziła, płakała. Ale po raz pierwszy poczułam, że mam kontrolę nad swoim życiem. Zaczęliśmy szukać nowego mieszkania. Było ciężko, ale przynajmniej byliśmy razem. Nasze małżeństwo przeszło próbę, a ja nauczyłam się, że czasem trzeba postawić granice, nawet jeśli to boli.
Czasem patrzę na nasze dzieci i zastanawiam się, czy kiedyś będą musiały wybierać między rodziną a własnym szczęściem. Czy naprawdę rodzina powinna być polem bitwy? A może to my sami pozwalamy, żeby inni decydowali o naszym losie?