Oddać mieszkanie bratu? Historia rodzinna, która rozdarła moje serce
– Aniu, musisz to zrozumieć, twój brat nie ma gdzie mieszkać – głos mamy drżał, jakby zaraz miała się rozpłakać. Stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Za oknem padał deszcz, a krople bębniły o parapet, jakby chciały zagłuszyć to, co słyszałam. – On naprawdę nie ma już wyjścia.
Zawsze byłam tą odpowiedzialną. Starsza córka, która nigdy nie sprawiała problemów. Kiedy tata odszedł, miałam piętnaście lat i to ja pomagałam mamie ogarnąć dom, pilnowałam młodszego brata, Michała, żeby nie rozrabiał. Michał był oczkiem w głowie mamy, zawsze trochę rozpieszczany, zawsze z jakimś problemem, który trzeba było rozwiązać. Ale nigdy nie sądziłam, że kiedyś będę musiała oddać mu coś, na co sama ciężko pracowałam.
Mieszkanie na Żoliborzu kupiłam trzy lata temu. Pracowałam wtedy w agencji reklamowej, brałam nadgodziny, oszczędzałam na wszystkim. To był mój azyl, moje miejsce na ziemi. Każda cegła, każdy mebel był świadectwem mojej niezależności. Kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg własnego mieszkania, płakałam ze szczęścia. Teraz miałam oddać to wszystko Michałowi, bo – jak powiedziała mama – „jemu jest trudniej”.
– Mamo, przecież Michał ma dwadzieścia sześć lat, mógłby w końcu wziąć się za siebie – powiedziałam, czując, jak narasta we mnie złość. – Ja też nie miałam łatwo, ale jakoś sobie poradziłam.
– Ty zawsze sobie radzisz, Aniu. Ale on… on nie jest taki silny jak ty – usłyszałam w odpowiedzi.
Wtedy zrozumiałam, że w oczach mamy zawsze będę tą, która może zrezygnować ze swoich marzeń dla innych. Michał był tym, którego trzeba chronić.
Wieczorem zadzwonił Michał. Nie prosił, nie tłumaczył się. Po prostu powiedział:
– Anka, mama mówiła, że się zastanawiasz. Wiesz, że nie mam gdzie iść. Ola mnie wyrzuciła, nie mam pracy, nie mam kasy. Ty i tak masz dobrą robotę, możesz wynająć coś innego. Ja nie dam rady.
Jego głos był zmęczony, jakby życie już go pokonało. Przez chwilę poczułam litość, ale zaraz potem przyszła złość. Dlaczego zawsze to ja mam się poświęcać? Dlaczego nikt nie pyta, czego ja chcę?
Przez kolejne dni nie mogłam spać. W pracy byłam rozkojarzona, szefowa patrzyła na mnie z niepokojem. W głowie wciąż słyszałam głos mamy: „On nie jest taki silny jak ty”. Czy to znaczy, że ja nie mam prawa być słaba? Że moje potrzeby się nie liczą?
W sobotę pojechałam do mamy. Siedziała w kuchni, mieszała zupę, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Michał siedział przy stole, wpatrzony w telefon.
– Aniu, usiądź – powiedziała mama, nie patrząc mi w oczy. – Musimy to omówić jak rodzina.
– Nie chcę oddawać mieszkania – powiedziałam cicho, ale stanowczo. – Pracowałam na nie latami. To jest moje miejsce.
Michał spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Ty zawsze wszystko masz. Ja nigdy nie miałem nic. Nawet tata cię bardziej lubił – rzucił, a ja poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz.
– Michał, to nieprawda! – wybuchłam. – Zawsze miałeś wsparcie, zawsze ktoś cię ratował. Może czas, żebyś sam coś zrobił ze swoim życiem?
Mama zaczęła płakać. – Proszę was, nie kłóćcie się. Jesteście rodzeństwem. Musicie sobie pomagać.
Wyszłam z kuchni, trzaskając drzwiami. Na klatce schodowej oparłam się o ścianę i zaczęłam płakać. Czułam się winna, zła, rozczarowana. Czy naprawdę bycie rodziną oznacza, że zawsze muszę rezygnować z siebie?
Przez kolejne dni unikałam rozmów z mamą i Michałem. W pracy zaczęłam popełniać błędy, nie mogłam się skupić. Przyjaciółka, Kasia, próbowała mnie pocieszać:
– Anka, nie możesz ciągle brać wszystkiego na siebie. Masz prawo do własnego życia. Michał jest dorosły, niech w końcu dorośnie.
Ale w mojej głowie wciąż brzmiały słowa mamy: „On nie jest taki silny jak ty”.
Pewnego wieczoru Michał przyszedł do mnie do mieszkania. Stał w drzwiach, niepewny, z oczami pełnymi żalu.
– Anka, przepraszam. Wiem, że nie powinienem cię o to prosić. Ale ja naprawdę nie mam już siły. Wszystko mi się sypie. Ola mnie zostawiła, straciłem pracę, nie mam gdzie spać. Mama się o mnie martwi. Ja… ja nie wiem, co robić.
Patrzyłam na niego i widziałam zagubionego chłopaka, który nigdy nie nauczył się walczyć o siebie. Zawsze ktoś go ratował. Może to był błąd? Może gdyby kiedyś musiał sam się podnieść, dziś byłby silniejszy?
– Michał, nie mogę oddać ci mieszkania. Ale mogę ci pomóc znaleźć pracę, mogę ci pomóc stanąć na nogi. Ale nie mogę poświęcić wszystkiego, co mam, tylko dlatego, że ty nie potrafisz sobie poradzić.
Michał spuścił głowę. – Wiem. Przepraszam, że cię w to wciągnąłem.
Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć. Czułam ulgę, ale i ogromny smutek. Wiedziałam, że mama będzie rozczarowana, że Michał poczuje się odrzucony. Ale pierwszy raz w życiu postawiłam siebie na pierwszym miejscu.
Dziś, kiedy patrzę na swoje mieszkanie, czuję dumę, ale i żal. Czy powinnam była postąpić inaczej? Czy rodzina naprawdę zawsze musi być ważniejsza niż własne szczęście? A może czasem trzeba nauczyć się mówić „nie”, nawet jeśli to boli najbardziej?