Mój dziadek poślubił sąsiadkę i zapomniał o rodzinie – czy można jeszcze odbudować więzi?
– Dziadku, dlaczego nie odbierasz ode mnie telefonu? – mój głos drżał, gdy po raz kolejny próbowałam się z nim skontaktować. Siedziałam na schodach przed blokiem na warszawskim Ursynowie, ściskając w dłoni telefon, jakby od tego zależało moje życie. Od śmierci babci minęły dopiero cztery miesiące, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć, że jej już nie ma. Ale to, co wydarzyło się potem, bolało jeszcze bardziej.
Dziadek zawsze był dla mnie kimś wyjątkowym. To on nauczył mnie jeździć na rowerze, zabierał na lody do Parku Skaryszewskiego i opowiadał historie z czasów wojny. Po śmierci babci wydawał się przygaszony, zamknięty w sobie. Próbowałam go wspierać – dzwoniłam codziennie, przynosiłam mu ulubione drożdżówki z makiem. Wydawało mi się, że powoli wraca do życia. Ale wtedy pojawiła się pani Halina – nasza sąsiadka z parteru.
Zawsze była miła, choć trochę wścibska. Przynosiła ciasta na święta, czasem pomagała babci w zakupach. Po pogrzebie zaczęła coraz częściej odwiedzać dziadka. Najpierw przynosiła mu zupę, potem razem chodzili na spacery. Mama mówiła, że to dobrze – że dziadek nie jest sam. Ale kiedy pewnego dnia zobaczyłam ich trzymających się za ręce pod blokiem, poczułam coś dziwnego w żołądku.
Wszystko zmieniło się w jedno popołudnie, kiedy mama wróciła z pracy blada jak ściana.
– Dziadek… ożenił się z Haliną – powiedziała cicho.
– Jak to? – zapytałam z niedowierzaniem.
– Wzięli ślub cywilny wczoraj. Nawet nas nie zaprosił.
Przez chwilę miałam wrażenie, że świat się zatrzymał. Jak mógł nam tego nie powiedzieć? Jak mógł tak po prostu wymazać babcię z pamięci?
Od tamtej pory wszystko zaczęło się sypać. Dziadek przestał odbierać telefony, nie przychodził na rodzinne obiady. Gdy raz przyszliśmy do niego bez zapowiedzi, pani Halina otworzyła drzwi i powiedziała chłodno:
– Stefan jest zajęty. Proszę nie przeszkadzać.
Mama płakała wieczorami w kuchni. Tata próbował rozmawiać z dziadkiem, ale ten tylko wzruszał ramionami:
– Mam prawo do szczęścia. Wasze życie to wasza sprawa.
Czułam się zdradzona. Zawsze myślałam, że rodzina jest najważniejsza – tak mnie wychowywano. A teraz miałam wrażenie, że ktoś wyrwał mi kawałek serca i rzucił nim o ścianę.
Najgorsze były święta. Zawsze spędzaliśmy je razem – przy jednym stole, z barszczem i uszkami, z opłatkiem i kolędami. Tym razem dziadek nawet nie zadzwonił. Wysłał tylko krótkiego smsa: „Wesołych Świąt”. Mama czytała go kilka razy, jakby szukała w nim ukrytego znaczenia.
Zaczęły się plotki w bloku. Sąsiedzi szeptali na klatce schodowej:
– Widzisz? Stefan już zapomniał o żonie…
– Halina zawsze była sprytna…
Czułam wstyd i złość jednocześnie. Próbowałam tłumaczyć dziadka przed znajomymi:
– On po prostu nie chce być sam…
Ale sama w to nie wierzyłam.
Któregoś dnia zebrałam się na odwagę i poszłam do niego sama. Stałam pod drzwiami dłuższą chwilę, zanim nacisnęłam dzwonek. Otworzyła mi Halina.
– Czego chcesz? – zapytała bez cienia uśmiechu.
– Chciałabym porozmawiać z dziadkiem.
– Stefan odpoczywa.
– Proszę… To ważne.
Po chwili pojawił się dziadek. Wyglądał inaczej – jakby był starszy o dziesięć lat.
– Dziadku… dlaczego nie chcesz mieć z nami kontaktu? – zapytałam cicho.
Westchnął ciężko.
– Życie jest krótkie, Aniu. Chcę być szczęśliwy. Wasza mama nigdy mnie nie rozumiała…
– Ale ja cię kocham! – wybuchłam nagle. – Tęsknię za tobą!
Spojrzał na mnie smutno.
– Może kiedyś to zrozumiesz.
Wróciłam do domu roztrzęsiona. Mama przytuliła mnie mocno.
– On już nie wróci – szepnęła przez łzy.
Od tamtej pory minął rok. Dziadek żyje swoim życiem – podobno jeździ z Haliną nad morze, chodzi do teatru, nawet zaczął uczyć się angielskiego na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. My spotykamy się rzadziej, bo każdy czuje pustkę po nim. Mama zamknęła się w sobie, tata coraz częściej wychodzi z domu wieczorami.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była bardziej go wspierać? Czy to my zawiedliśmy jako rodzina? A może każdy ma prawo do szczęścia – nawet jeśli oznacza to zerwanie więzi?
Patrzę na stare zdjęcia: dziadek z babcią na Mazurach, ja na jego kolanach podczas Wigilii… I pytam siebie: czy można odbudować rodzinę, jeśli ktoś sam postanowił ją opuścić? Czy wybaczenie jest możliwe? Może czasem trzeba pozwolić odejść tym, których kochamy najbardziej…