Nowa praca, stare lęki: Jak poradzić sobie z niechcianą uwagą w biurze?
— Aniu, a Ty zawsze tak późno wychodzisz z pracy? — usłyszałam za plecami, kiedy pakowałam laptopa do torby. Michał, nowy kolega z działu, stał oparty o framugę drzwi, z uśmiechem, który miał być pewnie czarujący, ale mnie tylko zmroził. To był mój trzeci tydzień w tej firmie, a już czułam, że coś jest nie tak.
— Czasem tak wychodzi — odpowiedziałam, starając się brzmieć neutralnie. W głowie miałam gonitwę myśli: „Nie daj się sprowokować, nie pokazuj, że Cię to rusza”. Michał nie odpuszczał. — Wiesz, zauważyłem, że nie nosisz obrączki. Jesteś sama? — zapytał, jakby to było najnaturalniejsze pytanie na świecie. Poczułam, jak robi mi się gorąco na twarzy. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
— To chyba nie jest temat na rozmowę w pracy — rzuciłam, próbując zakończyć temat. Michał tylko się uśmiechnął szerzej. — Oj, nie bądź taka poważna, Aniu. Może wyskoczymy kiedyś na kawę po pracy? Chciałbym Cię lepiej poznać.
Wróciłam do domu roztrzęsiona. W głowie odtwarzałam tę scenę raz po raz. Mój mąż, Tomek, od razu zauważył, że coś jest nie tak. — Co się stało? — zapytał, kiedy zrzuciłam torbę na podłogę i usiadłam ciężko na kanapie. — W pracy… jest taki jeden kolega. Michał. Zaczepia mnie, komentuje, pyta o prywatne sprawy. Dziś zaprosił mnie na kawę. Czuję się z tym bardzo niekomfortowo — wyrzuciłam z siebie jednym tchem. Tomek spoważniał. — Powiedziałaś mu, żeby przestał? — Tak, ale nie wiem, czy zrozumiał. Boję się, że jak powiem coś mocniej, to będzie na mnie patrzył jak na histeryczkę. Albo, co gorsza, zacznie rozpowiadać plotki.
Przez kolejne dni Michał nie odpuszczał. Przynosił mi kawę, zostawiał karteczki z uśmieszkami na biurku, komentował mój wygląd. — Ładnie dziś wyglądasz, Aniu. Dla kogo się tak wystroiłaś? — rzucił pewnego ranka, kiedy miałam na sobie nową sukienkę. Czułam się coraz bardziej osaczona. Zaczęłam unikać wspólnej kuchni, wychodziłam z pracy innymi drzwiami, byle tylko go nie spotkać.
W domu byłam coraz bardziej rozdrażniona. Tomek próbował mnie wspierać, ale widziałam, że i jemu zaczyna brakować cierpliwości. — Musisz coś z tym zrobić, Aniu. Nie możesz pozwolić, żeby ktoś tak Cię traktował. — Ale co mam zrobić? Pójść do szefowej i powiedzieć, że Michał mnie zaczepia? Przecież to ja będę wyglądać na problematyczną. On jest lubiany, wszyscy go znają. Ja jestem tu nowa. — A co, jeśli to się nie skończy? — zapytał Tomek. — Co, jeśli zacznie być coraz gorzej?
W pracy zaczęłam zauważać, że inni też coś widzą. Kasia z księgowości spojrzała na mnie ze współczuciem, kiedy Michał znowu próbował mnie zagadać przy ekspresie do kawy. — Uważaj na niego — szepnęła, kiedy przechodziła obok. — On już tak miał z jedną dziewczyną. Skończyło się tym, że ona odeszła.
To była kropla, która przelała czarę. Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tysiąc scenariuszy. Co, jeśli powiem szefowej? Co, jeśli Michał się zemści? Co, jeśli nikt mi nie uwierzy? Ale co, jeśli nie zrobię nic i będę musiała codziennie znosić te aluzje, te spojrzenia, te komentarze?
Następnego dnia zebrałam się na odwagę. Po pracy zapukałam do gabinetu szefowej, pani Ewy. — Pani Ewo, czy mogę zająć chwilę? — zapytałam, czując, jak drżą mi ręce. — Oczywiście, Aniu. Co się stało? — usiadłam naprzeciwko niej i zaczęłam opowiadać. O komentarzach Michała, o zaproszeniach, o tym, jak bardzo mnie to stresuje. Pani Ewa słuchała uważnie, nie przerywała. — Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś. To bardzo poważna sprawa. Porozmawiam z Michałem. Nie powinnaś się tak czuć w pracy. Jeśli coś jeszcze się wydarzy, od razu przyjdź do mnie.
Wyszłam z gabinetu z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony poczułam ulgę, z drugiej — strach. Co będzie dalej? Czy Michał się obrazi? Czy będzie się mścił? Czy inni zaczną mnie unikać?
Następnego dnia Michał był wyraźnie spięty. Nie odzywał się do mnie, unikał kontaktu wzrokowego. Widziałam, że coś się zmieniło. Kasia z księgowości uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo. — Dobrze zrobiłaś — szepnęła. — Trzeba stawiać granice.
W domu opowiedziałam Tomkowi, co się wydarzyło. — Jestem z Ciebie dumny — powiedział, przytulając mnie mocno. — Wiem, że to było trudne.
Minęło kilka tygodni. Michał już mnie nie zaczepia. W pracy czuję się spokojniej, choć czasem mam wrażenie, że inni patrzą na mnie inaczej. Może myślą, że jestem konfliktowa, może się mnie boją. Ale wiem jedno — nie mogłam dłużej milczeć.
Czasem zastanawiam się, ile jeszcze kobiet codziennie przeżywa to samo. Ile z nas boi się powiedzieć głośno, że coś jest nie tak? Czy naprawdę musimy wybierać między spokojem w pracy a własnym poczuciem bezpieczeństwa? Co Wy byście zrobili na moim miejscu?