Mam 38 lat, nie mam męża ani dzieci — i to właśnie ich boli najbardziej

„To kiedy w końcu dasz mi wnuka?” — głos mamy przeciął kuchnię jak nóż. Stałam z kubkiem herbaty, jeszcze w płaszczu, bo wpadłam tylko na chwilę. „Mamo, ja nie przyjechałam na przesłuchanie.”

„A na co?” — wtrąciła ciocia Irena, jakby miała prawo do mojego kalendarza. „Na pokaz? Zobaczyć, czy nadal ci się wydaje, że sama jesteś taka szczęśliwa?”

Uśmiechnęłam się, ale w środku coś mi drgnęło. Nie smutek. Raczej zmęczenie. „Nie wydaje mi się. Ja jestem szczęśliwa.”

Cisza była gorsza niż krzyk. Tata odchrząknął. Brat Paweł spojrzał na mnie, jakbym właśnie powiedziała coś nieprzyzwoitego.

„Szczęśliwa…” — mama powtórzyła, wolno. „A my? My mamy się cieszyć, że będziesz sama?”

„Nie jestem sama.” Postawiłam kubek. „Mam życie. Mam pracę. Mam swoje mieszkanie. Mam ludzi.”

„Ludzi?” — ciocia parsknęła. „Koleżanki z biura? To ci podadzą wodę, jak zachorujesz?”

„A mąż poda?” — wyrwało mi się szybciej, niż chciałam.

Mama spiorunowała mnie wzrokiem. „Nie bluźnij.”

Wtedy poczułam, jak wraca tamten stary schemat. Że mam się skurczyć. Uśmiechać. Mówić: „No dobrze, może kiedyś.” Żeby było miło. Żeby nikt nie miał wrażenia, że ich wybory nie są jedyną słuszną drogą.

„Mamo, ja nie chcę dziecka.” Powiedziałam to spokojnie, bez teatralności. „I nie chcę męża tylko po to, żebyście mieli spokój.”

Paweł odłożył widelec. „To egoizm.”

„Egoizm?” — spojrzałam na niego. „Ty mówisz o egoizmie, kiedy twoja Kasia od trzech lat nie przespała nocy, bo ty ‘musisz rano do pracy’?”

„Nie mieszaj się.”

„To wy się mieszacie w moje.”

Mama wstała. „Wiesz, co ludzie mówią?”

I to było sedno. Nie moje serce. Nie moje zdrowie. Nie moja codzienność. Tylko „ludzie”.

„Nie wiem, mamo. Bo ja z nimi nie sypiam i nie płacę im rachunków.”

Zrobiło się ostro. Tata w końcu podniósł głos, pierwszy raz od dawna. „Nie odzywaj się tak do matki.”

„A jak mam się odzywać?” — poczułam, że ręce mi drżą. „Mam przepraszać, że mi dobrze? Że nie wracam do pustego mieszkania z płaczem, tylko robię kolację, czytam, jadę w góry, śpię spokojnie? Że sama kupiłam to mieszkanie, sama spłaciłam kredyt, sama wszystko ogarnęłam?”

„No i co z tego?” — mama miała mokre oczy. „Pieniądze cię przytulą?”

„Nie.” Zrobiłam krok w jej stronę. „Ale ja też nie potrzebuję, żeby ktoś mnie przytulał na rozkaz. I nie chcę rodzić dziecka, żeby ktoś miał co przytulać.”

Ciocia Irena westchnęła ciężko. „Zobaczysz. Jak przekwitniesz, to będziesz płakać.”

„A jakbym wyszła za pierwszego lepszego i płakała teraz?” — odpowiedziałam. „To by było lepiej, bo pasuje do obrazka?”

Mama usiadła z powrotem. Głos jej zmiękł, jakby nagle przestała walczyć, a zaczęła się bać. „Ja po prostu nie chcę, żebyś żałowała.”

„Ja też nie.”

I wtedy przypomniałam sobie, jak miałam trzydzieści lat i byłam z Michałem. Wszyscy byli zachwyceni. „Taki porządny.” „Ustatkowany.” „W końcu.” A ja wracałam do domu i czułam, że oddycham dopiero, kiedy zamykają się za mną drzwi. Kiedy powiedziałam mu, że nie chcę dzieci, spojrzał na mnie jak na wadliwy produkt.

„To po co ty w ogóle jesteś?” — zapytał wtedy.

W kuchni mamy usłyszałam echo tamtego pytania w każdym spojrzeniu.

„Po to, żeby żyć po swojemu.” Powiedziałam cicho. „I żeby przestać udawać, że moje szczęście jest prowokacją.”

Paweł prychnął. „A jak zostaniesz sama na starość?”

„A jak wy zostaniecie we dwoje, ale obcy?” — odparłam. „Samotność nie zawsze zależy od obrączki.”

Mama wytarła policzek. „To chociaż… kogoś sobie znajdź. Tak normalnie.”

„Mamo.” Uśmiechnęłam się smutno. „Ja jestem normalna. Tylko nie taka, jak wam wygodnie.”

Wyszłam wcześniej, niż planowałam. Na klatce schodowej złapałam oddech, jak po długim biegu. Telefon zawibrował. Wiadomość od mamy: „Przepraszam. Boję się.”

Odpisałam: „Ja też czasem się boję. Ale nie będę budować życia ze strachu.”

I wiecie co? Wróciłam do swojego mieszkania. Włączyłam lampkę. Zrobiłam herbatę. Usiadłam na kanapie w ciszy, która nie była pustką, tylko przestrzenią.

Czy naprawdę muszę cierpieć, żeby moje życie było dla innych „prawdziwe”? A może to właśnie mój spokój jest czymś, czego najbardziej im brakuje — i dlatego tak ich drażni?