Moja szwagierka żąda ode mnie mieszkania, a mama mnie do tego namawia – czy naprawdę jestem winna, że mam więcej?

– Magda, przecież ty masz dwa mieszkania, a Kasia z Michałem ledwo wiążą koniec z końcem – głos mamy rozbrzmiewał w mojej głowie jeszcze długo po tej rozmowie. Stałam przy kuchennym oknie, patrząc na szarą, listopadową Warszawę, i próbowałam zrozumieć, jak to się stało, że znowu jestem tą złą.

– Mamo, to nie jest takie proste – odpowiedziałam cicho, choć w środku aż się we mnie gotowało. – Pracowałam na to mieszkanie latami, nikt mi nic nie dał za darmo.

Mama westchnęła ciężko, jakby to ona dźwigała cały ciężar świata. – Ale przecież jesteście rodziną. Kasia jest twoją szwagierką, Michał twoim bratem. Oni mają małe dziecko, a ty… Ty nawet nie masz komu tego mieszkania zostawić.

Zacisnęłam pięści. To zawsze wracało – to, że nie mam dzieci, że jestem sama, że moje sukcesy są mniej ważne, bo nie wpisują się w rodzinny scenariusz. Od dziecka czułam się inna. Kiedy inni bawili się na podwórku, ja siedziałam z książkami. Kiedy brat rzucał studia, ja kończyłam kolejne kursy. Kiedy rodzice martwili się o pieniądze, ja już odkładałam na pierwszą kawalerkę.

Ale nikt nie widział moich nieprzespanych nocy, stresu, łez po cichu w poduszkę. Wszyscy widzieli tylko efekt: Magda, ta, której się udało.

– Magda, nie bądź samolubna – wtrąciła się Kasia, która nagle pojawiła się w kuchni. – My naprawdę potrzebujemy tego mieszkania. Michał nie ma stałej pracy, a ja po urlopie macierzyńskim nie wiem, czy mnie przyjmą z powrotem. Ty masz wszystko.

Spojrzałam na nią. Stała przede mną w rozciągniętym swetrze, z podkrążonymi oczami, dziecko płakało w drugim pokoju. Przez chwilę poczułam ukłucie współczucia, ale zaraz potem przyszła złość.

– Kasiu, ja też nie miałam nic na początku. Nikt mi nie pomagał. Pracowałam na dwa etaty, żeby spłacić kredyt. To mieszkanie to moja poduszka bezpieczeństwa.

– Ale przecież możesz sobie pozwolić na więcej! – wybuchła. – My nie mamy nic!

Mama tylko pokiwała głową, jakby to wszystko było oczywiste. – Magda, pomyśl, co by powiedział tata. On zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza.

Zacisnęłam zęby. Tata odszedł pięć lat temu, zostawiając po sobie pustkę i niezałatwione sprawy. To ja byłam tą, która załatwiała pogrzeb, papiery, długi. Michał wtedy nawet nie przyjechał na czas. Ale nikt tego nie pamięta.

– A co ze mną? – zapytałam cicho. – Czy ktoś kiedyś pomyślał, czego ja chcę? Czy zawsze mam być tą, która daje, bo „ma więcej”?

Kasia spojrzała na mnie z wyrzutem. – Ty zawsze musisz wszystko komplikować. Gdybyś miała rodzinę, zrozumiałabyś.

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Odwróciłam się, żeby nie widziały, jak bardzo mnie to boli. Czy naprawdę jestem winna temu, że mam więcej? Czy to moja wina, że Michał nie potrafi utrzymać pracy, a Kasia nie skończyła studiów?

Wieczorem zadzwoniła do mnie przyjaciółka, Ania. – Magda, nie możesz się dać wciągnąć w ich gry. To twoje życie.

– Ale to moja rodzina – odpowiedziałam bez przekonania. – Mama nie odpuści. Już widzę, jak zaczyna mnie szantażować emocjonalnie.

– A ty? Ile jeszcze będziesz się poświęcać? – zapytała Ania. – Zasługujesz na własne szczęście.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była gęsta jak zupa grochowa. Mama chodziła obrażona, Kasia przestała się do mnie odzywać, Michał udawał, że nie widzi problemu. Czułam się jak intruz we własnym domu.

W pracy nie mogłam się skupić. Szef pytał, czy wszystko w porządku, a ja tylko kiwałam głową. W nocy nie spałam, przewracając się z boku na bok. W końcu postanowiłam porozmawiać z Michałem.

– Michał, możemy pogadać? – zapytałam, gdy wrócił z pracy.

– Jeśli chodzi o mieszkanie, to już wszystko ustalone – mruknął, nawet na mnie nie patrząc.

– Nic nie jest ustalone – odpowiedziałam stanowczo. – To moje mieszkanie. Nikt nie ma prawa decydować za mnie.

W końcu wybuchłam. – Czy wy naprawdę myślicie, że jestem waszym bankomatem? Że moje życie nie ma znaczenia, bo nie mam dzieci i męża?

Michał spojrzał na mnie zaskoczony. – Magda, my tylko chcemy lepszego życia dla naszej córki. Ty zawsze miałaś łatwiej…

– Łatwiej? – przerwałam mu. – Ty nie masz pojęcia, ile mnie to wszystko kosztowało. Ile razy płakałam po nocach, ile razy musiałam wybierać między rachunkami a jedzeniem. Ty zawsze miałeś wsparcie mamy, ja byłam sama.

Michał spuścił głowę. – Przepraszam, nie wiedziałem…

– Bo nigdy nie chciałeś wiedzieć – powiedziałam cicho. – Zawsze byłam tylko tą, która ma dawać.

Wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Przez godzinę chodziłam po parku, próbując się uspokoić. W końcu zadzwoniła mama.

– Magda, nie możesz być taka twarda. Rodzina to rodzina.

– Mamo, a ja? Czy ja też jestem rodziną? Czy moje potrzeby się nie liczą?

Mama milczała przez chwilę. – Ty zawsze sobie poradzisz…

– Ale czy ktoś kiedyś zapytał, czy chcę sobie radzić sama? – zapytałam, czując, jak łzy spływają mi po policzkach. – Czy naprawdę muszę poświęcić swoje szczęście dla cudzych oczekiwań?

Dziś siedzę w swoim mieszkaniu i patrzę na światła miasta. Wiem, że ta rozmowa zmieniła wszystko. Może stracę kontakt z rodziną, może już nigdy nie będę dla nich „tą dobrą”. Ale po raz pierwszy w życiu czuję, że zrobiłam coś dla siebie.

Czy naprawdę jestem winna temu, że mam więcej? Czy każdy, kto osiągnął coś sam, musi oddać to innym? Może czasem warto postawić granicę – nawet jeśli boli.