Przyszła do mnie kochanka mojego męża. Powiedziała: „Czekam dwa lata. A teraz jestem w ciąży”
Kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam ją – młodą kobietę, może dwadzieścia pięć lat, z oczami tak pełnymi strachu, że aż cofnęłam się o krok. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. W głowie miałam tylko jedno pytanie: kim ona jest i czego chce ode mnie w środku zwykłego, szarego popołudnia? „Jest pani żoną Marcina?” – zapytała cicho, a jej głos zadrżał. Kiwnęłam głową, czując, jak serce zaczyna mi walić jak oszalałe. „Przyszłam… bo nie mogę już dłużej czekać. Dwa lata to za dużo.” Zanim zdążyłam zapytać, o co chodzi, dodała: „Jestem w ciąży. Z Marcinem.”
Poczułam, jak świat się zatrzymuje. Przez chwilę nie słyszałam nic poza własnym oddechem. Stałyśmy tak w milczeniu, ona ściskała pasek torebki, a ja próbowałam zrozumieć, czy to jakiś żart, czy może śnię. „Proszę… musiałam pani powiedzieć. On nie chce rozmawiać. Mówi, że wszystko się ułoży, ale ja już nie mogę tak żyć. Czekam dwa lata. Dwa lata byłam tą drugą. Teraz jestem w ciąży i nie wiem, co robić.”
Wpuściłam ją do środka, choć każda cząstka mnie krzyczała, żeby ją wyrzucić, zamknąć drzwi i udawać, że to się nie dzieje. Usiadłyśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Ona patrzyła na mnie z nadzieją, jakby liczyła, że rozwiążę jej problem. Ja czułam się, jakbym nagle znalazła się w obcym domu, wśród obcych ludzi.
„Jak masz na imię?” – zapytałam, próbując zapanować nad drżeniem głosu. „Kasia” – odpowiedziała. „Kasia… ile masz lat?” – zapytałam, choć to pytanie wydawało się absurdalne. „Dwadzieścia sześć. Poznałam Marcina w pracy. Był taki… inny niż wszyscy. Słuchał mnie, rozumiał. Wiedziałam, że jest żonaty, ale mówił, że wasze małżeństwo to tylko formalność, że już dawno nic was nie łączy. Wierzyłam mu. Przepraszam.”
Słowo „przepraszam” zabrzmiało jak kpina. Przepraszała mnie za to, że przez dwa lata spała z moim mężem, a teraz nosi jego dziecko? „Nie wiem, co mam ci powiedzieć” – wyszeptałam. „Nie wiem, czy powinnam ci współczuć, czy cię nienawidzić.”
Kasia spuściła wzrok. „Nie chcę go pani zabierać. Chciałam tylko, żeby wiedział, że to dziecko jest jego. I żeby pani wiedziała. Nie mogę już żyć w kłamstwie.”
Wtedy usłyszałam, jak drzwi wejściowe się otwierają. Marcin wrócił z pracy. Zamarłam. Kasia spojrzała na mnie przerażona. „Co tu się dzieje?” – zapytał, widząc nas razem. „Marcin, musimy porozmawiać” – powiedziałam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
Przez chwilę patrzył na mnie, potem na Kasię. „Co ty tu robisz?” – warknął do niej. „Musiałam jej powiedzieć. Nie mogę już tak żyć. Jestem w ciąży, Marcin. Nie będę tego ukrywać.”
Marcin pobladł. „To nie jest dobry moment…” – zaczął, ale przerwałam mu. „Nie ma dobrego momentu na takie rzeczy, Marcin. Dwa lata mnie okłamywałeś? Dwa lata prowadziłeś podwójne życie?”
„To nie tak…” – próbował się tłumaczyć, ale nie chciałam już słuchać. „Wyjdź. Oboje wyjdźcie. Muszę być sama.”
Kasia wstała, spojrzała na mnie z żalem. „Przepraszam” – powtórzyła. Marcin próbował coś jeszcze powiedzieć, ale zamknęłam drzwi przed jego twarzą.
Usiadłam na podłodze w przedpokoju i zaczęłam płakać. Wszystko, co budowałam przez piętnaście lat, rozpadło się w jednej chwili. Przypomniałam sobie nasze wspólne chwile – śluby, narodziny dzieci, wakacje nad morzem. Czy to wszystko było kłamstwem? Czy byłam aż tak ślepa?
Wieczorem Marcin próbował się do mnie dodzwonić. Pisał wiadomości: „To nie tak, jak myślisz. Kocham cię. To był błąd.” Ale jak można przez dwa lata popełniać ten sam błąd? Jak można patrzeć żonie w oczy i jednocześnie prowadzić drugie życie?
Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja mama. „Co się stało? Marcin był u nas, płakał. Powiedział, że wszystko się posypało.” Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. „Mamo, on ma dziecko z inną kobietą. Przez dwa lata mnie zdradzał.”
Mama milczała przez chwilę. „Może powinnaś mu wybaczyć? Dla dzieci? Dla rodziny?” – zapytała cicho. Poczułam wściekłość. „A co ze mną, mamo? Czy ja się nie liczę? Czy moje uczucia są mniej ważne niż jego wygoda?”
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Dzieci pytały, czemu tata nie wraca do domu. Najstarsza córka, Ola, miała łzy w oczach. „Mamo, czy wy się rozwiedziecie?” Nie umiałam jej odpowiedzieć. „Nie wiem, kochanie. Muszę to wszystko przemyśleć.”
Marcin przyszedł po tygodniu. Stał w drzwiach, jakby bał się wejść. „Proszę, pozwól mi to wyjaśnić” – powiedział. „Nie chcę cię stracić. Kocham cię. To z Kasią… to był błąd. Ona była samotna, ja byłem zmęczony naszym życiem. Ale to ty jesteś moją rodziną.”
„A dziecko?” – zapytałam. „Co zrobisz, kiedy się urodzi? Będziesz ojcem, czy będziesz udawał, że to się nie stało?”
Marcin spuścił głowę. „Nie wiem. Chcę być ojcem, ale nie chcę cię stracić. Proszę, daj mi szansę.”
Patrzyłam na niego i czułam, jak we mnie walczą dwie siły – miłość i nienawiść. Przez lata byłam jego żoną, matką jego dzieci, partnerką. A teraz miałam być tą, która wybacza wszystko dla świętego spokoju?
Wieczorem siedziałam sama w kuchni. Przeglądałam stare zdjęcia, wspominałam lepsze czasy. Zastanawiałam się, czy potrafię wybaczyć, czy chcę jeszcze walczyć o to małżeństwo. Czy jestem w stanie żyć z myślą, że gdzieś tam jest dziecko mojego męża z inną kobietą?
Może powinnam odejść i zacząć wszystko od nowa? Może powinnam walczyć o siebie, o swoje szczęście? Czy wy bylibyście w stanie wybaczyć taką zdradę? Czy można odbudować zaufanie po czymś takim? Czasem życie stawia nas przed wyborami, których nigdy nie chcieliśmy podejmować…