„To koniec” – powiedział. Zgodziłam się, a potem zobaczyłam go z moją najlepszą przyjaciółką
– To koniec – powiedział Paweł, patrząc na mnie z chłodnym spokojem, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Siedzieliśmy w mojej kuchni, przy stole, na którym jeszcze godzinę temu stały dwie filiżanki kawy i talerz z ciastkami. Teraz wszystko wydawało się obce, jakby ktoś nagle zamienił moje mieszkanie w scenę z kiepskiego filmu. – Po prostu… już nie czuję tego, co kiedyś – dodał, spuszczając wzrok.
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. W głowie miałam tylko jedno pytanie: „Dlaczego?”. Ale nie zapytałam. Może z dumy, może z szoku. Zamiast tego skinęłam głową, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. – Rozumiem – wyszeptałam, choć nie rozumiałam niczego.
Paweł wstał, wziął kurtkę i wyszedł. Zostawił mnie z ciszą, która bolała bardziej niż jakiekolwiek słowa. Przez następne godziny siedziałam na kanapie, wpatrując się w ścianę. Telefon milczał. Nikt nie dzwonił, nikt nie pisał. Nawet Marta, moja najlepsza przyjaciółka, z którą zawsze dzieliłam się wszystkim, nie odezwała się od wczoraj.
Następnego dnia obudziłam się z bólem głowy i ciężarem w sercu. Postanowiłam wyjść na spacer, żeby nie zwariować w czterech ścianach. Przechodziłam obok kawiarni, w której często spotykałam się z Martą. Przez szybę zobaczyłam ją… i Pawła. Siedzieli naprzeciwko siebie, pochylając się konspiracyjnie, jakby dzielili się jakimś sekretem. Paweł dotknął jej dłoni. Marta roześmiała się cicho, odgarniając włosy za ucho – ten gest znałam aż za dobrze.
Serce mi zamarło. Stałam jak wryta, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę. Przez chwilę miałam ochotę wejść do środka i zrobić awanturę, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Odeszłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
Wieczorem zadzwoniłam do Marty. Odebrała po kilku sygnałach, jej głos był napięty. – Cześć, co tam? – zapytała, jakby nic się nie stało.
– Widziałam was dzisiaj w kawiarni – powiedziałam bez ogródek. Po drugiej stronie zapadła cisza.
– To nie tak, jak myślisz… – zaczęła, ale przerwałam jej.
– A jak? – głos mi zadrżał. – Paweł zerwał ze mną wczoraj. Dzisiaj widzę was razem. Przypadek?
– On… on przyszedł do mnie po radę – tłumaczyła się nerwowo. – Nie chciałam cię zranić. My tylko rozmawialiśmy.
– Dotykał twojej ręki, Marta. – Poczułam, jak łzy ciekną mi po policzkach. – Czy ty naprawdę myślisz, że jestem aż tak naiwna?
– Przepraszam… – wyszeptała. – To się po prostu stało. Nie planowaliśmy tego. On był taki zagubiony, a ja…
– A ty co? – przerwałam jej z goryczą. – Zawsze byłaś przy mnie, kiedy miałam problemy. Teraz widzę, że byłaś też przy nim, kiedy miał problemy ze mną.
Rozłączyłam się, zanim zdążyła odpowiedzieć. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się wspomnienia – wspólne wyjazdy, wieczory spędzone na rozmowach, śmiech, łzy. Wszystko wydawało się teraz kłamstwem.
Następnego dnia zadzwoniła mama. – Kochanie, co się dzieje? – zapytała z troską. – Marta do mnie dzwoniła, była roztrzęsiona. Powiedziała, że pokłóciłyście się o Pawła.
– Mamo, nie chcę o tym rozmawiać – odpowiedziałam, czując, jak głos mi się łamie. – Zdradzili mnie oboje. Nie wiem, komu mogę jeszcze ufać.
– Czasem ludzie popełniają błędy – powiedziała cicho. – Ale nie możesz zamknąć się na świat. Masz rodzinę, masz mnie. Nie jesteś sama.
Chciałam w to wierzyć, ale czułam się bardziej samotna niż kiedykolwiek. W pracy nie mogłam się skupić, wszystko mnie drażniło. Koleżanki pytały, czy wszystko w porządku, ale zbywałam je wymówkami. Wieczorami płakałam w poduszkę, przeklinając siebie za to, że nie zauważyłam wcześniej, co się dzieje.
Kilka dni później Paweł napisał mi wiadomość. „Przepraszam. Nie chciałem cię zranić. To wszystko mnie przerosło.” Przez chwilę chciałam mu odpisać, zapytać, dlaczego nie był ze mną szczery. Ale potem przypomniałam sobie jego obojętny wzrok, kiedy mówił „to koniec”. Skasowałam wiadomość.
Marta próbowała się ze mną kontaktować jeszcze kilka razy. Pisała długie wiadomości, w których tłumaczyła, że nie chciała, żeby tak to się skończyło. Że nasza przyjaźń była dla niej ważna. Ale ja nie potrafiłam jej wybaczyć. Każde jej słowo bolało jak kolejne ukłucie noża.
Minęły tygodnie. Powoli zaczęłam wracać do siebie. Zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się z innymi znajomymi, nadrabiać zaległości w pracy. Ale rana w sercu wciąż była świeża. Czasem łapałam się na tym, że patrzę na ludzi z podejrzliwością, bojąc się, że znowu ktoś mnie zdradzi.
Pewnego dnia spotkałam Martę na ulicy. Zatrzymała się, spojrzała na mnie niepewnie. – Mogę z tobą porozmawiać? – zapytała cicho.
– Nie wiem, czy to ma sens – odpowiedziałam szczerze. – Straciłam do ciebie zaufanie. Do was obojga.
– Wiem, że to, co zrobiliśmy, było złe – powiedziała, spuszczając wzrok. – Ale nie chciałam cię stracić jako przyjaciółki. Paweł… on był zagubiony, a ja… chyba też. Przepraszam.
Patrzyłam na nią przez chwilę, próbując znaleźć w sobie resztki dawnej sympatii. Ale nie potrafiłam. – Może kiedyś ci wybaczę – powiedziałam. – Ale teraz muszę zadbać o siebie.
Odeszłam, zostawiając ją na chodniku. Poczułam ulgę, ale też smutek. Straciłam dwie najbliższe osoby, ale może właśnie tego potrzebowałam, żeby zacząć na nowo.
Dziś, kiedy patrzę w lustro, widzę kogoś innego. Kogoś, kto przeszedł przez piekło, ale nie pozwolił, żeby go to złamało. Czasem zastanawiam się, czy kiedykolwiek będę w stanie komuś zaufać tak, jak ufałam kiedyś. Czy zdrada zawsze zostawia ślad, którego nie da się wymazać? Jak wy radzicie sobie z rozczarowaniem i zdradą? Czy można jeszcze wierzyć w ludzi?