Gdy po dwóch miesiącach wróciłem do domu, obca kobieta otworzyła drzwi – a to, co powiedziała, rozwścieczyło mnie
Gdy tylko przekroczyłem próg klatki schodowej, poczułem znajomy zapach wilgoci i starego linoleum. Zmęczony, z torbą na ramieniu, marzyłem tylko o własnym łóżku i kubku gorącej herbaty. Dwa miesiące poza domem – tyle czasu spędziłem w Białymstoku przy łóżku ojca po udarze. Nie spałem dobrze ani jednej nocy, a szpitalne korytarze śniły mi się nawet w dzień. W końcu jednak tata zaczął mówić i rehabilitować się na tyle, że mogłem wrócić do Warszawy. Chciałem tylko zobaczyć żonę, poczuć jej dotyk i usłyszeć: „Dobrze, że jesteś, Paweł”.
Ale kiedy zadzwoniłem do drzwi naszego mieszkania na Ochocie, otworzyła mi obca kobieta. Miała na sobie mój stary szlafrok i wyglądała tak, jakby właśnie wyszła spod prysznica. Przez chwilę myślałem, że pomyliłem piętra.
– Przepraszam… – zacząłem niepewnie. – Czy mogę rozmawiać z Magdą?
Kobieta spojrzała na mnie z góry na dół i westchnęła z irytacją.
– A pan to kto?
– Jestem jej mężem – odpowiedziałem powoli, czując jak w gardle rośnie mi gula.
Przez sekundę widziałem w jej oczach cień paniki. Potem uśmiechnęła się sztucznie.
– Magda wyszła do pracy. A ja… jestem jej koleżanką. Zostawiła mi klucze, żebym mogła się przespać po nocnej zmianie.
Zamrugałem. Coś tu nie grało. Wszedłem do środka bez pytania, mijając ją w progu. W mieszkaniu panował porządek, ale na stole leżały dwie filiżanki po kawie i talerz z niedojedzonymi kanapkami. W łazience wisiał ręcznik Magdy i… drugi, którego nie znałem.
– Jak się pani nazywa? – zapytałem ostro.
– Sylwia – odpowiedziała bez wahania. – Pracujemy razem w szpitalu.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Magda.
– Paweł? Już wróciłeś? – jej głos był napięty.
– Tak. Jestem w domu. Z twoją koleżanką Sylwią.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Zaraz będę – powiedziała tylko i rozłączyła się.
Usiadłem na kanapie, próbując zebrać myśli. Sylwia krzątała się nerwowo po kuchni.
– Napije się pan herbaty? – zaproponowała.
– Nie, dziękuję – odpowiedziałem chłodno.
Czekałem. Każda minuta dłużyła się jak godzina. W końcu usłyszałem klucz w zamku. Magda weszła do mieszkania z siatką zakupów. Była blada jak ściana.
– Paweł… To nie tak, jak myślisz – zaczęła od razu.
– To jak? – przerwałem jej ostro. – Kim jest Sylwia? Dlaczego mieszka u nas pod moją nieobecność?
Sylwia wyszła z kuchni i spojrzała na Magdę z wyrzutem.
– Powiedz mu prawdę – rzuciła cicho.
Magda spuściła głowę.
– Sylwia… jest moją partnerką – powiedziała w końcu drżącym głosem. – Od kilku miesięcy… Jesteśmy razem.
Poczułem, jak świat wali mi się na głowę. Wszystko zaczęło wirować. Próbowałem złapać oddech.
– Co ty mówisz? – wyszeptałem. – Jesteśmy małżeństwem!
Magda podeszła bliżej, ale odsunąłem się od niej jak oparzony.
– Próbowałam ci powiedzieć… Ale nie chciałam cię ranić, zwłaszcza gdy twój ojciec był chory… Sylwia pomogła mi przetrwać ten czas. Zakochałam się w niej.
Sylwia stała z boku, wyraźnie skrępowana.
– Przepraszam pana… Nie chciałam niszczyć państwa małżeństwa – powiedziała cicho.
Wybuchnąłem śmiechem przez łzy.
– To już się stało! – krzyknąłem. – Przez dwa miesiące walczyłem o życie ojca, a wy urządziłyście sobie tutaj nowe życie!
Magda zaczęła płakać.
– Paweł… Ja naprawdę próbowałam… Ale już od dawna czułam się samotna przy tobie. Ty zawsze byłeś gdzieś indziej: w pracy, przy ojcu, przy swoich problemach…
Przypomniały mi się wszystkie nasze kłótnie o nadgodziny, o to, że nie mamy dzieci, o jej wieczne zmęczenie i moje wieczne usprawiedliwienia.
– I to jest powód? – syknąłem przez zaciśnięte zęby. – Zdradzić mnie? Własnego męża?
Sylwia próbowała ją objąć, ale Magda odsunęła się gwałtownie.
– Nie chcę teraz o tym rozmawiać! – krzyknęła nagle Magda. – Paweł, proszę cię… Daj mi czas!
Wstałem i zacząłem chodzić po pokoju jak lew w klatce. Wszystko we mnie kipiało: gniew, żal, upokorzenie. Chciałem coś rozwalić, wykrzyczeć cały ból świata.
– Czas? Na co? Żebyście mogły spokojnie urządzić sobie wspólne życie w MOIM mieszkaniu?!
Magda zaczęła zbierać swoje rzeczy do torby. Sylwia patrzyła na nią bezradnie.
– Wyjdziemy obie – powiedziała Magda cicho. – Zostawimy ci czas na przemyślenie wszystkiego. Przepraszam…
Patrzyłem na nie, jak wychodzą razem z mieszkania. Drzwi zamknęły się z głuchym trzaskiem. Zostałem sam w pustym mieszkaniu pełnym wspomnień i zapachu obcej kobiety.
Przez kolejne dni nie wychodziłem prawie z domu. Mama dzwoniła codziennie:
– Synku, wszystko w porządku?
Kłamałem: „Tak, mamo”. Nie miałem odwagi powiedzieć jej prawdy.
Po tygodniu przyszedł list od Magdy. Pisała o tym, jak bardzo ją zawiodłem jako mąż i jak bardzo ona zawiodła mnie jako żona. Prosiła o rozwód bez orzekania o winie i podział majątku „po ludzku”. Na końcu napisała: „Może kiedyś mi wybaczysz”.
Nie wiem, czy kiedykolwiek będę potrafił wybaczyć jej albo sobie. Czy można przeżyć całe życie z kimś i nie zauważyć jego prawdziwego „ja”? Czy to ja byłem ślepy czy ona tak dobrze udawała?
Czasem siedzę wieczorami przy oknie i patrzę na światła miasta. Zastanawiam się: ile jeszcze takich historii dzieje się za zamkniętymi drzwiami zwykłych mieszkań? Czy można odbudować siebie po takim upokorzeniu? A może to właśnie teraz zaczyna się moje prawdziwe życie?