Miłość, która nie wybacza – historia z warszawskiego blokowiska
– Nie musisz tego robić, jestem żonaty i kocham swoją żonę – powiedział, patrząc jej prosto w oczy. Zamarłam w progu kuchni, ściskając w dłoni kubek z herbatą. To był głos mojego męża, Adama. Słyszałam go wyraźnie, choć nie widział mnie za drzwiami. A ona – ta druga – stała naprzeciwko niego, zbyt blisko, zbyt pewnie.
Nazywam się Marta Zielińska. Mam czterdzieści dwa lata, mieszkam na warszawskim Ursynowie. Od piętnastu lat jestem żoną Adama, matką nastoletniej Julki i córką kobiety, która nigdy nie potrafiła okazywać czułości. Moje życie było zwyczajne – praca w szkole jako polonistka, zakupy w Lidlu, obiady na dwa dni i wieczorne seriale. Myślałam, że to wystarczy do szczęścia.
Tamtego dnia wszystko się zmieniło. Adam wrócił wcześniej z pracy, a ja – przez przypadek – usłyszałam rozmowę, której nie powinnam była słyszeć. „Nie musisz tego robić…” – powtarzało mi się w głowie jak mantra. Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę wejść do kuchni i zrobić awanturę, ale coś mnie powstrzymało. Może strach? Może duma? Zamiast tego cofnęłam się do sypialni i usiadłam na łóżku.
Po chwili usłyszałam ciche kroki. Drzwi się uchyliły i zobaczyłam twarz Adama. Był blady, jakby zobaczył ducha.
– Marta… Ty już jesteś? – zapytał nerwowo.
– Tak. Kto to był? – zapytałam chłodno.
– To tylko koleżanka z pracy. Przyniosła mi dokumenty do podpisu.
– Koleżanka? – powtórzyłam z niedowierzaniem.
– Tak. Naprawdę nic się nie stało.
Nie wierzyłam mu. Znałam go za dobrze. Adam zawsze był spokojny, opanowany, ale teraz widziałam w jego oczach panikę. Przez następne dni chodził spięty, unikał mojego wzroku, a ja zaczęłam szukać śladów – zapachu obcych perfum na jego koszuli, wiadomości w telefonie, czegokolwiek.
Julka zauważyła zmianę atmosfery w domu.
– Mamo, czemu jesteś taka smutna? – zapytała pewnego wieczoru.
– Wszystko w porządku, kochanie – skłamałam.
Ale ona nie dała się zwieść.
– Pokłóciliście się z tatą?
– Nie… Po prostu jestem zmęczona.
Kłamstwo bolało bardziej niż prawda. W końcu nie wytrzymałam i zadzwoniłam do mojej matki. Zawsze była chłodna i wymagająca, ale teraz potrzebowałam jej rady.
– Mamo… Adam chyba mnie zdradza – powiedziałam drżącym głosem.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– A czego się spodziewałaś? – odpowiedziała w końcu lodowato. – Faceci tacy są. Musisz być silna dla Julki.
Zamiast wsparcia dostałam kolejną porcję chłodu. Poczułam się jeszcze bardziej samotna. Przez kolejne tygodnie żyliśmy z Adamem jak obcy ludzie pod jednym dachem. On wychodził wcześniej do pracy, wracał późno, a ja coraz częściej płakałam po nocach.
Pewnego dnia Julka wróciła ze szkoły zapłakana.
– Mamo, dziewczyny śmiały się ze mnie na przerwie… Mówiły, że tata ma inną kobietę! Skąd one to wiedzą?
Zatkało mnie. Plotki rozeszły się szybciej niż mogłam przypuszczać.
– To nieprawda! – krzyknęłam zbyt głośno.
Julka patrzyła na mnie z rozpaczą w oczach.
– Mamo… ja już nie chcę tu mieszkać…
To był moment przełomowy. Musiałam coś zrobić. Wieczorem postawiłam Adamowi ultimatum.
– Albo powiesz mi prawdę, albo odchodzę – powiedziałam stanowczo.
Adam spuścił głowę.
– Marta… To był tylko jeden raz. Przysięgam! Nic dla mnie nie znaczyła…
Poczułam się tak, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi.
– Jeden raz? A ile razy kłamałeś? Ile razy patrzyłeś mi w oczy i udawałeś?
Adam milczał. Widziałam łzy w jego oczach, ale nie potrafiłam już współczuć.
Następne dni były koszmarem. Moja matka zadzwoniła tylko raz:
– Nie rób scen przy dziecku – rzuciła sucho.
Teściowa natomiast przyszła do nas bez zapowiedzi i zaczęła bronić syna:
– Marta, każdy popełnia błędy! Nie możesz rozbijać rodziny przez jeden wybryk!
Wybryk? Dla niej to był wybryk, dla mnie koniec świata.
Julka zamknęła się w sobie. Przestała jeść, przestała rozmawiać ze mną i Adamem. Pewnej nocy usłyszałam jej cichy płacz za ścianą. Weszłam do jej pokoju i przytuliłam ją mocno.
– Córeczko… Przepraszam cię za wszystko…
Odpowiedziała tylko:
– Chcę żeby było jak dawniej…
Ale już nigdy nie miało być jak dawniej.
W pracy zaczęły się plotki. Koleżanki patrzyły na mnie ze współczuciem lub ciekawością. Dyrektorka wezwała mnie na rozmowę:
– Pani Marto, czy wszystko w porządku? Ostatnio jest pani rozkojarzona…
Nie potrafiłam już udawać silnej kobiety. Rozpłakałam się przed nią jak dziecko.
W końcu podjęłam decyzję: wyprowadziłam się z Julką do wynajętej kawalerki na Mokotowie. Adam błagał o drugą szansę:
– Marta, proszę cię! Zrobię wszystko!
Ale ja już nie potrafiłam mu zaufać.
Pierwsze tygodnie były najgorsze w moim życiu. Samotność bolała fizycznie. Julka zamknęła się jeszcze bardziej, a ja walczyłam z poczuciem winy i żalu. Moja matka nie odwiedziła nas ani razu. Teściowa przestała dzwonić.
Pewnego dnia Julka wróciła ze szkoły z uśmiechem na twarzy:
– Mamo! Dostałam piątkę z polskiego!
Po raz pierwszy od miesięcy poczułam cień nadziei.
Zaczęłyśmy budować nasze życie od nowa – bez Adama, bez toksycznych rad mojej matki i bez udawania przed światem. Było ciężko: pieniądze ledwo starczały do pierwszego, Julka czasem tęskniła za ojcem, a ja nocami płakałam w poduszkę. Ale powoli uczyłyśmy się być szczęśliwe na własnych warunkach.
Czasem zastanawiam się: czy mogłam postąpić inaczej? Czy wybaczenie byłoby oznaką siły czy słabości? Czy można odbudować zaufanie po zdradzie? A może czasem trzeba po prostu zacząć wszystko od nowa?
Co wy byście zrobili na moim miejscu?