Moja córka co miesiąc przesyła mi pieniądze i błaga, żebym nie mówiła o tym jej mężowi. Czy powinnam czuć wdzięczność czy wstyd?
— Mamo, proszę cię, tylko nie mów o tym Tomkowi. — Głos mojej córki drżał przez telefon, jakby bała się, że ktoś nas podsłuchuje. — On by tego nie zrozumiał.
Siedziałam przy kuchennym stole, ściskając w dłoni telefon. Na blacie leżał wyciąg z banku — kolejne pięćset złotych od Agnieszki. Znowu. Już trzeci rok z rzędu, co miesiąc. I za każdym razem ta sama prośba: „Nie mów Tomkowi”.
Czułam się jak złodziejka we własnym domu. Z jednej strony wdzięczność — bo bez tych pieniędzy nie byłoby mnie stać na leki, rachunki, czasem nawet na jedzenie. Z drugiej strony wstyd, że muszę przyjmować pomoc od własnego dziecka i jeszcze ukrywać to przed jej mężem.
Agnieszka zawsze była wyjątkowa. Kiedy jej ojciec odszedł — miałam wtedy trzydzieści dwa lata, ona ledwie dwa — świat mi się zawalił. Nie miałam nikogo. Matka już nie żyła, ojciec zmarł jeszcze wcześniej. Został mi tylko ten dom na obrzeżach Radomia, który odziedziczyłam po mamie. Pracowałam w sklepie spożywczym, czasem dorabiałam sprzątaniem u sąsiadów. Każda złotówka była na wagę złota.
Pamiętam, jak Agnieszka pierwszy raz przyszła ze szkoły zapłakana, bo dzieci wyśmiewały ją za stare buty. Wtedy obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by jej nigdy niczego nie brakowało. I chyba się udało — skończyła studia w Warszawie, znalazła dobrą pracę w biurze rachunkowym, wyszła za Tomka.
Tomek… Nigdy go do końca nie polubiłam. Był uprzejmy, ale chłodny. Zawsze miał swoje zdanie i nie znosił sprzeciwu. Kiedy przyjeżdżali do mnie na święta, czułam się jak intruz we własnym domu. On patrzył na mnie z góry, jakbym była kimś gorszym.
— Mamo, Tomek uważa, że powinnaś sobie radzić sama — powiedziała mi kiedyś Agnieszka cicho, kiedy Tomek wyszedł do łazienki. — On nie rozumie, jak to jest być samotną matką.
Nie odpowiedziałam wtedy nic. Bo co miałam powiedzieć? Że przez lata walczyłam o każdy grosz? Że czasem płakałam po nocach ze zmęczenia i bezsilności?
Teraz Agnieszka co miesiąc przesyła mi pieniądze. Czasem pisze: „Mamo, kup sobie coś ładnego”, innym razem: „Na leki”. Ale zawsze dodaje: „Nie mów Tomkowi”.
Ostatnio sytuacja się zaostrzyła. Tomek zaczął dopytywać Agnieszkę o wydatki.
— Gdzie znikają te pieniądze? — słyszałam jego podniesiony głos przez telefon, kiedy przypadkiem zadzwoniłam w złym momencie.
— Przecież wszystko idzie na dom! — broniła się Agnieszka.
— Na dom? A może na twoją matkę? — syknął Tomek.
Serce mi stanęło. Usłyszałam trzask słuchawki i ciszę.
Wieczorem Agnieszka zadzwoniła do mnie zapłakana.
— Mamo… On się domyśla. Boję się, że jeśli się dowie, będzie awantura…
Nie spałam całą noc. Przewracałam się z boku na bok, myśląc: czy powinnam dalej przyjmować te pieniądze? Czy jestem egoistką?
Następnego dnia poszłam do apteki po leki na serce. Farmaceutka spojrzała na mnie współczująco.
— Pani Zosiu, wszystko w porządku?
— Tak… tak… tylko trochę zmęczona jestem — skłamałam.
Wróciłam do pustego domu i usiadłam przy stole. Przypomniały mi się czasy, gdy Agnieszka była mała i biegała po ogrodzie z rozwianymi włosami. Była wtedy taka szczęśliwa…
Wieczorem zadzwoniła ponownie.
— Mamo… Tomek powiedział, że jeśli jeszcze raz zobaczy przelew do ciebie, to… to nie wiem co zrobi…
— Kochanie… może już wystarczy tych pieniędzy? Jakoś sobie poradzę…
— Nie! — przerwała mi stanowczo. — Nie pozwolę ci głodować! On tego nie rozumie…
Czułam jej rozpacz i bezsilność. Wiedziałam też, że Tomek coraz częściej podnosi na nią głos. Ostatnio nawet usłyszałam w jej głosie strach.
Kilka dni później przyszła do mnie niespodziewanie.
— Mamo… muszę ci coś powiedzieć…
Usiadłyśmy w kuchni. Agnieszka miała podkrążone oczy.
— On mnie kontroluje… sprawdza telefon, konta bankowe… Boję się go czasem…
Objęłam ją mocno.
— Kochanie… jeśli chcesz, możesz tu zostać…
— Nie mogę… On by mnie znalazł…
Siedziałyśmy długo w ciszy. W końcu Agnieszka powiedziała:
— Mamo… ja już nie wiem co robić… Chciałabym ci pomagać, ale boję się o siebie…
Patrzyłam na nią i czułam narastający gniew na Tomka i na siebie samą — że dopuściłam do tego wszystkiego.
Od tamtej pory nie dostałam już żadnego przelewu. Agnieszka rzadziej dzwoniła. Czułam pustkę i strach o nią większy niż o siebie samą.
Dziś siedzę przy tym samym stole i zastanawiam się: czy dobrze zrobiłam? Czy powinnam była przyjmować te pieniądze? Czy mogłam jakoś pomóc Agnieszce wcześniej?
Może powinnam była powiedzieć Tomkowi prawdę? A może lepiej było milczeć?
Czy naprawdę rodzina powinna mieć przed sobą tajemnice? Czy pomoc dziecku to powód do wstydu?
Czasem myślę: ile matek w Polsce żyje dziś tak jak ja — między wdzięcznością a wstydem?
Czy wy też mieliście kiedyś podobny dylemat? Co byście zrobili na moim miejscu?