„Nie jestem już tą samą żoną: historia Magdy, która musiała wejść drugi raz”
– Cześć! Jestem żoną. Czy mogę wejść?
Ten głos, kobiecy, pewny siebie, rozległ się na klatce schodowej mojego bloku w Warszawie. Stałam w kuchni, krojąc marchewkę do zupy dla dzieci, gdy usłyszałam pukanie do drzwi i te słowa. Zamarłam. Moje ręce zaczęły drżeć, nóż upadł na deskę z głuchym stukiem. W głowie miałam mętlik – przecież to ja jestem żoną Pawła. To ja tu mieszkam, to moje dzieci biegają po tym mieszkaniu, to ja codziennie walczę o każdy dzień naszej rodziny.
Otworzyłam drzwi. Przede mną stała młoda kobieta, może kilka lat młodsza ode mnie, ubrana modnie, z perfekcyjnym makijażem. Spojrzała mi prosto w oczy i powtórzyła:
– Jestem żoną Pawła. Musimy porozmawiać.
Zrobiło mi się słabo. Oparłam się o framugę drzwi, próbując złapać oddech. Za moimi plecami rozległ się śmiech mojej córki, Zosi. Syn, Michał, krzyczał coś z pokoju. Przez chwilę chciałam zamknąć drzwi tej kobiecie przed nosem, ale ciekawość i strach były silniejsze.
– Proszę… – wyszeptałam i wpuściłam ją do środka.
Usiadłyśmy przy stole w kuchni. Ona zdjęła płaszcz i od razu zaczęła mówić:
– Nazywam się Kinga Nowak. Od dwóch lat jestem żoną Pawła. Myślałam, że jestem jedyną…
Zatkało mnie. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Paweł był moim mężem od trzynastu lat. Poznaliśmy się na studiach na Politechnice Warszawskiej – on studiował informatykę, ja architekturę. Byliśmy nierozłączni. Wspólne mieszkanie na Ursynowie, kredyt na trzydzieści lat, dwójka dzieci, wakacje nad Bałtykiem i w górach u mojej mamy. Nigdy nie podejrzewałam go o zdradę.
– To jakiś żart? – zapytałam cicho.
Kinga wyciągnęła z torebki zdjęcia – ślubne, z podróży poślubnej do Barcelony, selfie z Pawłem na tle jej mieszkania na Mokotowie.
– On mówił mi, że jest rozwiedziony – powiedziała spokojnie. – Że ma dzieci, ale nie utrzymuje kontaktu z byłą żoną.
W tej chwili świat mi się zawalił. Próbowałam sobie przypomnieć wszystkie wieczory, kiedy Paweł wracał późno z pracy, wszystkie delegacje do Krakowa i Poznania…
– Dlaczego przyszłaś do mnie? – zapytałam po chwili.
– Bo jestem w ciąży – odpowiedziała Kinga bez cienia emocji. – I nie chcę żyć w kłamstwie.
Zrobiło mi się niedobrze. Wstałam od stołu i podeszłam do okna. Za szybą padał śnieg, dzieciaki lepiły bałwana na podwórku. Miałam ochotę krzyczeć, płakać, rzucać talerzami o ścianę.
Wróciłam do stołu i spojrzałam Kindze prosto w oczy:
– Co teraz zamierzasz zrobić?
– Chcę znać prawdę – odpowiedziała cicho. – Chcę wiedzieć, kim naprawdę jest Paweł.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię „Paweł”. Nie odebrałam.
Kinga wyszła po godzinie. Zostawiła mi numer telefonu i zdjęcia. Usiadłam na podłodze w kuchni i rozpłakałam się jak dziecko.
Wieczorem Paweł wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Dzieci rzuciły mu się na szyję.
– Cześć kochanie! – powiedział radośnie i pocałował mnie w policzek.
Odsunęłam się od niego.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam zimno.
Zamknęliśmy się w sypialni. Pokazałam mu zdjęcia Kingi.
– Kim ona jest? – zapytałam drżącym głosem.
Paweł pobladł.
– Magda… To nie tak… Ja…
– Jesteś bigamistą? – przerwałam mu. – Masz drugą rodzinę?
Paweł usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach.
– To zaczęło się przypadkiem… Byłem samotny… Ty ciągle zajęta dziećmi, pracą… Kinga była inna… Nie chciałem cię skrzywdzić…
Zacisnęłam pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
– Nie chciałeś mnie skrzywdzić?! Zniszczyłeś wszystko! Naszą rodzinę! Dzieci!
Paweł płakał. Ja też płakałam. Przez całą noc nie zmrużyliśmy oka.
Następnego dnia zadzwoniła moja mama:
– Magda, co się dzieje? Michał powiedział mi przez telefon, że płakałaś całą noc…
Nie miałam siły tłumaczyć jej wszystkiego przez telefon. Przyjechała tego samego dnia z Radomia i przejęła opiekę nad dziećmi.
Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Paweł próbował rozmawiać ze mną każdego dnia:
– Magda, błagam cię… Daj mi szansę…
Ale ja nie potrafiłam wybaczyć.
Moja teściowa zadzwoniła po tygodniu:
– Magda, nie możesz tak po prostu wyrzucić Pawła z domu! Pomyśl o dzieciach!
– A on pomyślał o nich?!
Rodzina Pawła stanęła po jego stronie. Moja mama była przy mnie dzień i noc. Dzieci pytały:
– Mamo, dlaczego tata śpi na kanapie?
Nie umiałam im odpowiedzieć.
W pracy nie mogłam się skupić. Szefowa zaprosiła mnie na rozmowę:
– Magda, jeśli potrzebujesz urlopu albo pomocy psychologa…
Odmówiłam. Chciałam być silna dla dzieci.
Po miesiącu Paweł wyprowadził się do wynajmowanego mieszkania na Pradze. Kinga urodziła syna – Paweł był przy porodzie.
Dzieci widywały go co drugi weekend. Michał zamknął się w sobie, przestał rozmawiać ze mną o szkole i kolegach. Zosia zaczęła moczyć się w nocy.
Moja mama próbowała mnie pocieszać:
– Magda, musisz żyć dalej…
Ale jak żyć dalej po czymś takim?
Po pół roku dostałam pozew rozwodowy od Pawła – chciał uregulować sprawy formalnie ze względu na nowe dziecko.
Na sali sądowej spojrzałam mu w oczy ostatni raz jako żona:
– Dlaczego? – zapytałam cicho.
Nie odpowiedział.
Po rozwodzie zostałam sama z dziećmi i kredytem na mieszkanie. Musiałam wrócić do pracy na pełen etat, a wieczorami dorabiałam projektami wnętrz dla znajomych z Facebooka.
Najgorsze były święta – puste miejsce przy stole bolało najbardziej.
Minął rok od tamtego dnia, kiedy Kinga zapukała do moich drzwi jako „żona”. Dziś już wiem: nie jestem tą samą osobą co wtedy. Jestem silniejsza, choć blizny zostały na zawsze.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy można jeszcze komuś zaufać? Czy warto budować życie od nowa?
A Wy? Co byście zrobili na moim miejscu?