Nie tak miało być – wojna o spadek po ojcu rozdziera rodzinę
– To jest niesprawiedliwe, Anka! Tata obiecał mi ten dom, kiedy jeszcze żył! – głos Marka odbijał się echem od pustych ścian, a ja czułam, jak w gardle rośnie mi gula. Stałam przy kuchennym oknie, patrząc na ogród, gdzie jeszcze niedawno ojciec pielił grządki. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiamy o testamencie, a nie o tym, jak bardzo nam go brakuje.
– Marek, przestań. Wszyscy wiemy, co tata mówił, ale testament jest jasny. Wszystko dzielimy po równo – odpowiedziałam, choć głos mi drżał. W głębi duszy czułam, że to nie o dom chodzi, tylko o coś znacznie głębszego. O żal, który nosiliśmy w sobie od lat, o niewypowiedziane pretensje, o dziecięce rywalizacje, które nigdy się nie skończyły.
W salonie siedziała jeszcze Magda, najmłodsza z nas. Milczała, bawiąc się obrączką na palcu, jakby chciała zetrzeć z niej wspomnienia. Mama zniknęła gdzieś na górze, nie mogąc znieść tej atmosfery. Nawet kot, stary Bazyl, nie miał odwagi wskoczyć na kanapę, jakby i on czuł, że coś się skończyło.
– A co z działką w Zalesiu? – rzucił Marek, nie odpuszczając. – Przecież tata mówił, że to dla mnie, bo ja się tym zajmowałem!
– Marek, przestań! – Magda w końcu nie wytrzymała. – Czy naprawdę musimy się o to kłócić? Tata nie zdążył nawet dobrze ostygnąć, a wy już dzielicie jego rzeczy!
Zrobiło się cicho. Przez chwilę słyszałam tylko tykanie starego zegara i szum wiatru za oknem. Przypomniałam sobie, jak tata zawsze powtarzał: „Pieniądze to tylko papier, rodzina jest najważniejsza”. Teraz te słowa brzmiały jak gorzki żart.
Wróciłam myślami do dzieciństwa. Do sobotnich poranków, kiedy tata kroił chleb, a my z rodzeństwem kłóciliśmy się o to, kto dostanie piętkę. Do śmiechu przy stole, do wspólnych wakacji nad jeziorem, do wieczorów, kiedy tata czytał nam książki. Gdzie to wszystko się podziało?
– Może powinniśmy się uspokoić i porozmawiać jak dorośli – zaproponowałam, choć sama nie wierzyłam, że to możliwe. Marek spojrzał na mnie z wściekłością.
– Ty zawsze byłaś tą rozsądną, co? Zawsze wszystko wiedziałaś najlepiej! – syknął. – Ale ja nie dam się oszukać. Pracowałem z ojcem na tej ziemi, a wy tylko przyjeżdżałyście na święta!
Poczułam, jak narasta we mnie złość. – A kto opiekował się tatą, kiedy był chory? Kto jeździł z nim do lekarza? Ty? Nie przypominam sobie!
Magda zaczęła płakać. – Przestańcie, błagam was. Ja już nie mam siły. Tata by tego nie chciał.
Ale słowa były jak zatrute strzały. Każde kolejne zdanie wbijało się głębiej, raniąc bardziej niż cokolwiek, co moglibyśmy sobie zrobić fizycznie. Wyszłam na chwilę do ogrodu, żeby złapać oddech. Pachniało ziemią, w powietrzu unosił się zapach świeżo skoszonej trawy. Przypomniałam sobie, jak tata uczył mnie sadzić pomidory. „Ziemia wszystko pamięta, Aniu. Trzeba ją szanować, tak jak ludzi” – mówił.
Wróciłam do domu, gdzie atmosfera była jeszcze gęstsza. Mama zeszła na dół, blada, z podkrążonymi oczami. – Dzieci, proszę was… Nie róbcie tego. Nie rozdzierajcie tej rodziny przez pieniądze.
Ale było już za późno. Marek zadzwonił do prawnika. Magda zamknęła się w swoim pokoju. Ja siedziałam w kuchni, patrząc na stary kubek ojca, i czułam, że coś we mnie pęka.
Kolejne tygodnie były jak koszmar. Spotkania u notariusza, kłótnie o każdy metr ziemi, o każdy obraz na ścianie. Marek przestał się do mnie odzywać. Magda wyjechała do Warszawy, nie odbierając telefonów. Mama zamknęła się w sobie, coraz częściej patrząc w okno, jakby czekała, aż tata wróci.
W pewną niedzielę przyszłam do domu rodzinnego, żeby zabrać kilka rzeczy. W kuchni siedział Marek. Milczał, patrząc na swoje dłonie. – Pamiętasz, jak tata uczył mnie jeździć traktorem? – zapytał nagle. – Bałem się wtedy jak cholera, ale nie chciałem się przyznać. Tata tylko się śmiał i mówił, że dam radę.
Usiadłam naprzeciwko niego. – Ja też się bałam. Bałam się, że kiedyś się pokłócimy i już nie będziemy rodziną.
Spojrzał na mnie z bólem w oczach. – Może już nie jesteśmy.
Nie odpowiedziałam. Bo co mogłam powiedzieć? Że żałuję? Że chciałabym cofnąć czas? Że dom bez ojca to tylko ściany i meble, a nie miejsce, gdzie czujemy się bezpiecznie?
Ostatni raz przeszłam się po ogrodzie. Dotknęłam starego płotu, który tata sam naprawiał. Spojrzałam na jabłoń, pod którą zawsze siadał z gazetą. Wszystko było takie samo, a jednak zupełnie inne.
Wieczorem zadzwoniła Magda. – Anka, przepraszam. Nie powinnam była wyjeżdżać. Nie chcę, żebyśmy się tak rozstali.
Poczułam łzy pod powiekami. – Ja też przepraszam. Może jeszcze nie wszystko stracone?
Ale wiedziałam, że pewnych słów nie da się już cofnąć. Że blizny zostaną na zawsze.
Czasem myślę, czy tata patrzy na nas z góry i widzi, co zrobiliśmy z jego dziedzictwem. Czy wybaczyłby nam tę wojnę o rzeczy, które tak naprawdę nie mają znaczenia? Czy można jeszcze odbudować rodzinę po takim rozłamie? Co wy byście zrobili na moim miejscu?