Odwołaj swoje plany, albo nie nazywaj się dobrą babcią
— Mamo, musisz odwołać swoje plany na weekend — głos Daniela był stanowczy, a ja poczułam, jak w gardle rośnie mi gula. Stałam przy kuchennym stole, ścierając ręce o fartuch, choć nie było już na nich mąki. — Maria nie da sobie rady sama z małą, a jej rodzice wyjeżdżają. Potrzebujemy cię tutaj.
Patrzyłam przez okno na szare, kwietniowe niebo nad Warszawą. Miałam już bilety do teatru, spotkanie z przyjaciółkami, coś, co planowałam od miesięcy. Ale Daniel… Mój jedyny syn. Odkąd ożenił się z Marią, wszystko się zmieniło. Zamieszkali razem z jej rodzicami w dwupokojowym mieszkaniu na Pradze. Ja zostałam sama w naszym starym mieszkaniu na Ochocie. Odwiedzałam ich często, ale zawsze czułam się tam jak gość, nie jak matka czy babcia.
— Danielu, przecież mówiłam ci tydzień temu, że mam plany… — zaczęłam ostrożnie.
— Plany? — przerwała mi Maria, która właśnie weszła do kuchni z małą Zosią na rękach. — Twoje plany są ważniejsze niż rodzina?
Zosia zaczęła płakać. Maria spojrzała na mnie z wyrzutem, a ja poczułam się winna. Zawsze tak było — cokolwiek bym nie zrobiła, zawsze byłam tą złą. Przypomniałam sobie pierwsze miesiące po narodzinach Zosi. Maria nie chciała mojej pomocy przy dziecku, mówiła, że poradzi sobie sama. Ale kiedy tylko pojawiały się trudności, oczekiwała ode mnie pełnej dyspozycyjności.
— Nie o to chodzi… — próbowałam tłumaczyć. — Po prostu czasem też chciałabym mieć coś dla siebie.
— Dla siebie? — Maria podniosła głos. — Ja nie mam nic dla siebie! Cały czas jestem z dzieckiem! Ty przynajmniej możesz wyjść z domu.
Daniel spojrzał na mnie błagalnie. Wiedziałam, że jest między młotem a kowadłem. Zawsze był spokojny, unikał konfliktów. Ale odkąd zamieszkał z rodziną Marii, coraz częściej widziałam w jego oczach zmęczenie i rezygnację.
Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Przez całą noc przewracałam się w łóżku. Czy naprawdę jestem złą matką i babcią? Czy powinnam rzucić wszystko i być zawsze na każde ich zawołanie? Przypomniałam sobie własną matkę — twardą kobietę z Mazur, która nigdy nie pozwoliła sobie wejść na głowę. Zawsze powtarzała: „Rodzina jest ważna, ale ty też jesteś ważna”.
Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka Basia.
— I co zrobiłaś? — zapytała bez ogródek.
— Odwołałam teatr…
— Znowu? Anka, ile razy jeszcze pozwolisz im sobą pomiatać?
Poczułam łzy pod powiekami. Basia miała rację. Ale przecież to moja rodzina! Daniel jest moim jedynym dzieckiem, a Zosia moją ukochaną wnuczką.
W sobotę rano pojechałam do nich z torbą pełną zakupów i domowych pierogów. W mieszkaniu panował chaos: Maria krzyczała na Daniela, że nie wyniósł śmieci; jej ojciec szukał kluczy; teściowa Marii narzekała na bałagan; Zosia płakała w łóżeczku.
— Aniu, dobrze że jesteś! — Maria rzuciła mi dziecko na ręce i wybiegła do łazienki.
Zostałam sama z Zosią. Przytuliłam ją mocno i poczułam znajome ciepło w sercu. Dziecko przestało płakać i spojrzało na mnie dużymi oczami. Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo brakuje mi bliskości z własną rodziną. Ale czy to musi oznaczać całkowite poświęcenie siebie?
Po południu usiedliśmy wszyscy przy stole. Atmosfera była napięta. Maria ledwo patrzyła mi w oczy.
— Mamo — zaczął Daniel — wiem, że dużo od ciebie wymagamy…
— To nie tak — przerwała mu Maria. — Po prostu… ja nie mam nikogo innego do pomocy.
Spojrzałam na nią uważnie. Była zmęczona, rozczochrana, w oczach miała łzy.
— Maria — powiedziałam cicho — rozumiem cię. Sama byłam kiedyś młodą matką bez wsparcia. Ale musimy znaleźć jakiś kompromis. Ja też mam swoje życie.
Zapadła cisza. Daniel spuścił głowę.
— Może powinniśmy poszukać większego mieszkania? — zaproponowałam nieśmiało.
Maria prychnęła.
— Za co? Ledwo wiążemy koniec z końcem!
Poczułam narastającą frustrację. Wszyscy oczekiwali ode mnie pomocy, ale nikt nie pytał, czego ja potrzebuję.
Wieczorem wróciłam do domu wykończona psychicznie i fizycznie. Usiadłam przy stole i zaczęłam pisać list do siebie:
„Anka,
Czy naprawdę musisz zawsze rezygnować ze swoich marzeń dla innych? Czy bycie dobrą babcią oznacza całkowite poświęcenie siebie? A może prawdziwa miłość to także umiejętność stawiania granic?”
Następnego dnia zadzwonił Daniel.
— Mamo… przepraszam za wczoraj. Wiem, że dużo od ciebie wymagamy. Po prostu… czasem czuję się bezradny.
— Wiem synku — odpowiedziałam łagodnie. — Ale musimy nauczyć się rozmawiać o swoich potrzebach. Ja też chcę być częścią waszego życia, ale nie mogę być zawsze na każde wezwanie.
Po tej rozmowie poczułam ulgę. Może nie jestem idealną babcią ani matką, ale jestem człowiekiem ze swoimi uczuciami i potrzebami.
Czasem patrzę na zdjęcie małej Zosi i zastanawiam się: czy naprawdę trzeba poświęcić wszystko dla rodziny? Czy można być dobrą babcią i jednocześnie nie zapominać o sobie? Może właśnie o to chodzi w życiu: żeby znaleźć równowagę między dawaniem a dbaniem o siebie?