Pomocy! Teściowa Przejmuje Nasze Życie – Czy Jest Na To Rada?
– Znowu przyszła? – wyszeptałam do siebie, słysząc znajome skrzypienie furtki. W kuchni pachniało jeszcze świeżo zaparzoną kawą, a ja miałam nadzieję, że ten poranek spędzę w ciszy, zanim dzieci wrócą ze szkoły. Ale nie, już po chwili drzwi wejściowe otworzyły się z charakterystycznym trzaskiem, a w przedpokoju rozległ się głos mojej teściowej:
– Dzień dobry, kochani! Przyniosłam wam świeże bułeczki z piekarni, bo wiem, że te z marketu to sama chemia!
Westchnęłam ciężko. Odkąd Adam, mój mąż, dostał awans i zaczął pracować dłużej, jego mama pojawiała się u nas niemal codziennie. Na początku myślałam, że to miłe – przecież pomagała mi z dziećmi, czasem ugotowała obiad. Ale z czasem jej obecność zaczęła mnie przytłaczać. Każda jej wizyta to niekończące się uwagi, jak powinnam wychowywać dzieci, co gotować, jak sprzątać.
– O, widzę, że znowu nie umyłaś okien – powiedziała, zerkając krytycznie na szybę w salonie. – Wiesz, jak byłam w twoim wieku, to co tydzień myłam wszystkie okna. To naprawdę nie jest takie trudne.
Zacisnęłam zęby, próbując się nie odezwać. Wiedziałam, że jeśli odpowiem, wybuchnie awantura. Adam zawsze powtarzał: „Daj jej się wygadać, ona taka już jest”. Ale ile można?
– Mamo, naprawdę nie mam dziś czasu na okna – odpowiedziałam w końcu, starając się brzmieć spokojnie. – Muszę skończyć raport do pracy.
– Praca, praca… A dzieci? Kto się nimi zajmie? – westchnęła teatralnie, rozkładając ręce. – Kiedyś kobiety miały inne priorytety.
Poczułam, jak narasta we mnie złość. Przecież robię wszystko, żeby pogodzić pracę z domem. Ale dla niej to zawsze za mało. Adam, jak zwykle, nie był w domu. Kiedy wracał, teściowa już wychodziła, zostawiając za sobą bałagan i napiętą atmosferę.
Wieczorem, kiedy dzieci już spały, usiadłam z Adamem przy kuchennym stole.
– Musimy porozmawiać – zaczęłam niepewnie. – Twoja mama… Ona coraz częściej tu bywa. Czuję się, jakby to był jej dom, nie nasz.
Adam spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
– Przesadzasz. Przecież pomaga. Poza tym, jest samotna od śmierci taty. Nie możemy jej tak po prostu odsunąć.
– Ale Adam, ona mnie krytykuje na każdym kroku! – podniosłam głos. – Dzieci to słyszą. Czuję się, jakbym była tu tylko gościem.
– Przesadzasz – powtórzył, wstając od stołu. – Musisz być bardziej wyrozumiała.
Zostałam sama z poczuciem winy i bezsilności. Czy naprawdę przesadzam? Może powinnam być bardziej cierpliwa? Ale ile można znosić takie traktowanie?
Następnego dnia teściowa przyszła jeszcze wcześniej. Tym razem przyszła z zamiarem przemeblowania salonu.
– Ta kanapa powinna stać pod oknem, wtedy jest więcej światła – oznajmiła, już przesuwając meble. – A te zasłony… Kto dziś jeszcze wiesza takie wzory?
– Proszę, zostaw to – powiedziałam stanowczo. – To nasz dom i chcemy, żeby wyglądał tak, jak nam się podoba.
Spojrzała na mnie zaskoczona, jakby pierwszy raz usłyszała sprzeciw.
– Oj, nie denerwuj się tak, ja tylko chcę wam pomóc. Ty zawsze wszystko bierzesz do siebie.
Wtedy zadzwonił telefon. To była moja mama.
– Kochanie, wszystko w porządku? – zapytała cicho. – Słyszałam od sąsiadki, że twoja teściowa często u was bywa.
Nie wytrzymałam. Łzy napłynęły mi do oczu.
– Mamo, ja już nie daję rady. Ona mnie nie szanuje. Adam uważa, że przesadzam. Czuję się, jakby to ona była panią domu.
– Musisz postawić granice, Aniu – powiedziała mama. – Inaczej nigdy się to nie skończy.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każde słowo teściowej, każde spojrzenie Adama. Czy naprawdę jestem złą żoną i matką? Czy to ja jestem problemem?
Kolejne dni wyglądały podobnie. Teściowa przychodziła, komentowała, poprawiała, czasem nawet karciła dzieci za drobiazgi. Zaczęłam zauważać, że Zosia i Michał są coraz bardziej spięci, kiedy babcia jest w domu. Zosia przestała opowiadać mi o szkole, a Michał zamykał się w swoim pokoju.
Pewnego popołudnia usłyszałam, jak teściowa mówi do Zosi:
– Twoja mama nie wie, jak się powinno wychowywać dzieci. Ja cię nauczę, jak być grzeczną dziewczynką.
Wtedy coś we mnie pękło. Weszłam do pokoju i powiedziałam stanowczo:
– Proszę, nie mów tak do moich dzieci. To ja jestem ich matką i nie pozwolę, żebyś podważała mój autorytet.
Teściowa spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
– Jak śmiesz tak do mnie mówić? Ja tylko chcę dla was dobrze!
– Ale my nie chcemy już twojej pomocy w taki sposób – odpowiedziałam drżącym głosem. – Proszę, szanuj nasze zasady.
Wieczorem Adam wrócił wcześniej. Teściowa już zdążyła mu wszystko opowiedzieć, oczywiście z własnej perspektywy.
– Co się stało? – zapytał chłodno. – Mama mówi, że ją obraziłaś.
– Adam, ja już nie mogę. Ona mnie nie szanuje, dzieci są zestresowane. Musisz coś z tym zrobić.
– Nie będę wybierał między tobą a mamą – powiedział twardo. – Jeśli nie potraficie się dogadać, to nie mój problem.
Poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg. Czy naprawdę jestem w tym sama?
Przez kolejne dni teściowa nie przychodziła. W domu zapanowała cisza, ale była to cisza pełna napięcia. Adam był oschły, dzieci wyczuwały atmosferę. Czułam się winna, ale jednocześnie wiedziałam, że nie mogę pozwolić, by ktoś inny rządził moim życiem.
Po tygodniu Adam wrócił z pracy i usiadł naprzeciwko mnie.
– Mama jest bardzo smutna. Mówi, że ją odtrąciłaś. Może powinnaś ją przeprosić?
– Adam, nie przeproszę za to, że bronię naszej rodziny. Jeśli nie postawimy granic, ona nigdy nie przestanie się wtrącać. Chcę, żebyś mnie wsparł, a nie stawał po jej stronie.
Adam milczał długo. W końcu powiedział:
– Muszę to przemyśleć.
Minęły kolejne dni. Teściowa przestała się pojawiać, ale Adam był coraz bardziej nieobecny. Dzieci pytały, dlaczego babcia nie przychodzi. Czułam, że rodzina się rozpada, a ja jestem winna wszystkiemu.
Pewnego wieczoru usiadłam z dziećmi i powiedziałam:
– Kochani, babcia bardzo was kocha, ale czasem dorośli muszą ustalić pewne zasady. To nie wasza wina.
Zosia przytuliła się do mnie.
– Mamo, ja się bałam, jak babcia krzyczała na ciebie.
Łzy napłynęły mi do oczu. Wiedziałam, że muszę być silna, dla nich.
Po kilku dniach Adam wrócił do domu i powiedział:
– Porozmawiałem z mamą. Zrozumiała, że musi dać nam więcej przestrzeni. Ale prosi, żebyś jej wybaczyła.
– Wybaczam, ale chcę, żeby to się więcej nie powtórzyło – odpowiedziałam. – Chcę, żeby nasza rodzina była szczęśliwa, ale musimy się nawzajem szanować.
Adam przytulił mnie po raz pierwszy od wielu dni.
Dziś, kiedy patrzę na naszą rodzinę, wiem, że granice są potrzebne, nawet jeśli ich postawienie boli. Czy można kochać i jednocześnie wymagać szacunku? Czy wy też mieliście podobne doświadczenia? Jak sobie z nimi poradziliście?