Pozwoliłam siostrze zamieszkać w moim domu. Teraz czuję się jak intruz we własnym życiu…

– Czy możesz nie zostawiać tych kubków na stole? – zapytałam cicho, ledwo powstrzymując drżenie głosu.

Halina nawet nie podniosła wzroku znad laptopa. – Przecież zaraz posprzątam. Po co się czepiasz?

W tej chwili poczułam się jak dziecko, które znowu musi tłumaczyć się starszej siostrze. Tylko że to mój dom. Mój stół. Moje życie, które nagle zaczęło wymykać mi się spod kontroli.

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że najtrudniej będzie powiedzieć „dość” własnej siostrze, pewnie bym się roześmiała. Z Haliną byłyśmy blisko przez całe dzieciństwo. Razem dzieliłyśmy pokój, sekrety, marzenia. Nawet gdy dorosłość rozrzuciła nas po różnych miastach i przez lata widywałyśmy się głównie na rodzinnych uroczystościach, wystarczyło jedno słowo, żeby wrócić do dawnej bliskości.

Zawsze myślałam, że rodzina to największa siła. Że nawet jeśli świat się wali, to siostra poda mi rękę i razem stawimy czoła burzy. Kiedy więc Halina zadzwoniła pewnego listopadowego wieczoru – głos miała roztrzęsiony, a w tle słyszałam płacz jej córki – nie wahałam się ani chwili.

– Przyjedź do mnie. Zostaniesz tyle, ile trzeba – powiedziałam bez zastanowienia.

Nie pytałam o szczegóły. Wiedziałam tylko, że jej mąż, Andrzej, znowu coś przeskrobał. Że Halina nie ma gdzie się podziać z małą Zosią. Że potrzebuje mnie.

Pierwsze dni były jak powrót do dzieciństwa. Siedziałyśmy wieczorami przy herbacie, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Zosia biegała po moim salonie, a ja czułam się potrzebna. Nawet lubiłam ten chaos.

Ale z czasem coś zaczęło się zmieniać. Halina coraz częściej zostawiała swoje rzeczy wszędzie – kubki na stole, buty w korytarzu, kosmetyki w mojej łazience. Zosia rozrzucała zabawki po całym mieszkaniu. Próbowałam delikatnie zwracać uwagę, ale Halina reagowała zniecierpliwieniem.

– Przesadzasz – mówiła. – To tylko rzeczy.

A potem zaczęły się drobne uszczypliwości. Że mam za mało miejsca w lodówce („Jak ty tu w ogóle żyjesz?”), że moje mieszkanie jest „trochę smutne” („Może powinnaś kupić jakieś kwiaty?”), że powinnam częściej wychodzić z domu („Nie dziwię się, że jesteś taka spięta”).

Pewnego dnia wróciłam z pracy i zobaczyłam Halinę siedzącą na moim ulubionym fotelu, z nogami na stole i słuchawkami na uszach. Zosia bawiła się moimi kosmetykami.

– Halina, prosiłam cię już…

– O co znowu chodzi? – przerwała mi zirytowana.

– To moje rzeczy. Nie chcę, żeby Zosia się nimi bawiła.

– Przesadzasz! Dziecko musi się czymś zająć.

Poczułam gulę w gardle. Chciałam krzyknąć: „To mój dom! Moje zasady!” Ale zamiast tego wycofałam się do sypialni i zamknęłam drzwi.

Wieczorem zadzwoniła mama.

– Jak tam z Halinką? – zapytała z troską.

– Dobrze… – skłamałam.

Bo jak miałam powiedzieć mamie, że jej ukochana córka zachowuje się jak królowa mojego mieszkania? Że czuję się jak intruz we własnym domu?

Zaczęłam unikać powrotów do domu. Zostawałam dłużej w pracy, chodziłam na długie spacery po mieście. Czasem łapałam się na tym, że marzę o tym, by Halina po prostu… wyjechała.

Ale ona nie zamierzała nigdzie się ruszać.

– Andrzej nie daje znaku życia – mówiła wieczorami. – Nie wiem, co robić.

Czułam współczucie i złość jednocześnie. Przecież to nie moja wina! Pomogłam jej najlepiej jak umiałam. Czy to znaczyło, że muszę oddać jej całe swoje życie?

Pewnego dnia wróciłam do domu wcześniej niż zwykle. W kuchni siedziały Halina z Zosią i… Andrzej.

– Co on tu robi? – zapytałam chłodno.

Halina spojrzała na mnie wyzywająco.

– Przyszedł porozmawiać ze mną i Zosią. To chyba nie problem?

– To mój dom! – wybuchłam w końcu. – Chciałabym wiedzieć, kto tu przebywa!

Andrzej spojrzał na mnie z politowaniem.

– Spokojnie, Anka. Nie musisz robić scen.

Wtedy coś we mnie pękło.

– Dość! – powiedziałam stanowczo. – Halina, musisz znaleźć inne miejsce. Nie mogę już tak żyć.

Halina patrzyła na mnie przez chwilę w milczeniu. W jej oczach pojawiły się łzy.

– Myślałam, że jesteś moją siostrą…

– Jestem twoją siostrą! Ale jestem też człowiekiem i mam prawo do własnego życia!

Zosia zaczęła płakać. Andrzej próbował ją uspokoić, a Halina wybiegła do drugiego pokoju.

Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Słyszałam ciche szlochy Haliny za ścianą i czułam się najgorszą osobą na świecie. Ale wiedziałam też, że jeśli teraz nie postawię granic, stracę wszystko: dom, spokój i siebie samą.

Następnego dnia Halina spakowała walizki. Nie patrzyłyśmy sobie w oczy podczas pożegnania.

– Przepraszam – wyszeptała tylko na odchodne.

Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Przez kilka dni chodziłam jak struta – tęskniłam za Zosią, za rozmowami z Haliną… Ale jednocześnie czułam ulgę.

Czy zrobiłam dobrze? Czy można być dobrą siostrą i jednocześnie dbać o siebie? A może rodzina zawsze będzie wymagać od nas więcej niż jesteśmy w stanie dać?